Wednesday, June 21, 2017

Nudne, nie czytać!

Będzie nie o Ukrainie. Koleżanka wrzuciła krytyczny artykuł o pewnym polskim podróżniku i całkiem utalentowanym pisarzu fact fiction WC.

WC kreuje w Polsce typowy amerykański wyostrzony spór dialektyczny pomiędzy kreacjonizmem a ewolucjonizmem.

Przy czym jest to spór naprawdę ostry, polega na istnieniu dwóch przeciwstawnych obozów, z których jeden wierzy, że Bóg stworzył świat w 7 dni, a drugi, że Bóg nie istnieje a wszystko jest dziełem przypadku, nie liczy się pojedynczy człowiek tylko pojedynczy gen. Wszyscy są egocentrykami bo to się najbardziej opłaca, a jeśli doświadczamy pomocy, troski czy wsparcia to to też się najbardziej opłaca i nie ma w tym niczego pozaziemskiego.

To tylko przedsmak, zarysowanie tematu. Jest to spór Europie obcy, gdyż Europa jest przeważnie filozoficzna, oparta w religii nie na fundamentalizmie i sztywnym pojmowaniu dogmatów, tylko na rozważaniach. Kościół katolicki dawno uznał ewolucję za więcej niż teorię, a w Europie praktycznie nie istnieje tak czarno biały podział świata na dwa ekstrema wzbudzające wielkie emocje.

Te emocje się sprzedają a im bardziej ekstremalne tym więcej podgrzewają temperaturę, a że praktycznie wszystko w USA polega na crowdfundingu to służy to właśnie temu - zdobyciu finansowania na kolejną książkę, konferencję, publikację czy projekt i dotyczy to obydwu stron tego wydumanego sporu.

Skoro już jednak on istnieje to warto bliżej parę rzeczy powiedzieć bo niewykluczone, że pewnego dnia nie będzie to omawiane jedynie na katedrach biologicznych.

Profesor Jerzy Dzik w 200-lecie urodzin Darwina opublikował felieton o ewolucji, podkreślając jej znaczenie dla człowieka. Jednak, co podkreślił bardzo wyraźnie, nie dotyczy ona pojedynczego genu, ani kształtu nosa u potomstwa tylko ewolucji myśli, dorobku cywilizacji, nauki i wiedzy, w tym psychologicznej chociażby o zachowaniach ludzkich lub inżynieryjnej pozwalającej nam inaczej i wydajniej żyć, leczyć się, bogacić, rozwijać.

Tymczasem zwolennicy ewolucjonizmu wywodzący się ze szkoły Dawkinsa i Davida Buzza twierdzą w dużym skrócie, że to co decyduje o życiowym sukcesie to seksualna atrakcyjność połączona z pewnymi cechami zwiększającymi szanse reprodukcyjne. Zdaniem Richarda Dawkinsa pojedyncza istota ludzka nie ma żadnego znaczenia, liczy się tylko to czy dany gatunek przekaże pojedynczy gen następnemu pokoleniu.

Zdaniem Davida Buzza biorąc pierwszy lepszy z brzegu przykład większe szanse na założenie rodziny ma kobieta o odpowiednich proporcjach, statusie społecznym, kolorze skóry oczu i włosów milcząca i niezbyt ambitna. Ma młodo wyglądać i mieć symetryczną twarz. A mężczyzna powinien dużo skakać z kwiatka na kwiatek gdyż ma biologicznie uwarunkowany sukces reprodukcyjny polegający na zapłodnieniu jak największej liczby partnerek.

Buzz twierdzi jeszcze, że 50% panów nie ma żadnych emocjonalnych problemów z urozmaiceniem życia rodzinnego poprzez uatrakcyjnienie życia seksualnego z kimkolwiek bądź kto spełnia podstawowe kryteria fizyczne na tzw. seks na 3 noce. Bardzo dużo w tej książce strategii manipulacji drugim człowiekiem, dobierania się w pary poprzez symulacje i oszustwa, i kłamstwa. Jest to pozycja korzystna gdyż wyjaśnia zwłaszcza kobietom bardzo dokładnie czym różni się zaangażowanie i zainteresowanie tzw. długoterminowe od krótkoterminowego. Wszystkie te rewelacje promowane są przez utrzymywane crowdfundingiem instytuty, blogi, ngo-sy, stowarzyszenia etc.utrzymując autora na dobrym życiowym poziomie.

Jest jednak coś o czym Buzz milczy. Milczy mianowicie o lękach, blokadach, kompleksach. Bo czy w ankiecie firmy Durex, która posłużyła za podstawę przeprowadzonego badania jakikolwiek facet przyzna się do tego, że się czegoś boi? Sama przeżyłam przecież wiele podobnych historii - gdy mężczyźni przyznawali się wprost, że nie startują do tych, do których chcieliby startować a tylko do tych, nad którymi mają przewagę  i u których czują, że mają po prostu szanse. Niedawno usłyszałam od kogoś: "Jesteś czymś o galaktykę więcej niż mogę w życiu mieć" będąc jedynie kandydatką na chwilowe urozmaicenie najwidoczniej dość nudnego życia pomimo tego, że autor tych słów to na pozór człowiek sukcesu i nagradzany dziennikarz. Ale blokady wewnętrzne pokierowały jego życiem tak a nie inaczej.

Jedno wiem. Że Bóg na pewno istnieje. Wielokrotnie doświadczałam jego osłony przed złem w trudnych momentach, wychodząc obronną ręką z zagrożeń. Bóg istnieje a jeśli coś od niego pochodzi to właśnie miłość - miłość, która każe spojrzeć nie tylko przewagą, dominacją, potencjałem rozrodczym, ale wspólnymi zainteresowaniami, partnerstwem, zaufaniem, bezpieczeństwem, które kreują zarówno szczęśliwe partnerskie związki jak i dobre bliskie przyjaźnie. Ta miłość pochodząca od Boga jest zaprzeczeniem manipulacji, kłamstwa i wykorzystania drugiego.

Na pewno jednak należy opanować zdolność do żartu, radości, uśmiechu i flirtu, bo ten jeszcze nikomu nie zaszkodził i jest warunkiem wstępnym wszelkich udanych relacji :)


Tuesday, January 31, 2017

O ojcach, córkach i partnerstwie

Trochę przemyśleń. Zanim napiszę Wam tu znowu coś o Ukrainie to podzielę się bardzo krótką refleksją na temat, który ostatnio mnie bardzo nurtuje.

Podobno ambitne kobiety odstraszają, bo robią wrażenie, że nie umieją i nie chcą troszczyć się o rodzinę.

Co za głupia moda, myślę sobie, że zanika partnerstwo a wraca zachęcanie do porzucania ambicji przez płeć piękną na rzecz zajęcia się rodziną.

Panom powiem tylko tyle: Czy jako ojciec byś córce powiedział, że ma nie rozwijać swoich zdolności, nie stawiać sobie żadnych celów w życiu bo męża nie znajdzie? Chyba wystarczy powiedzieć, że trzeba pracować nad równowagą, i robić karierę tak, aby nie zatracić uśmiechu i delikatności. Jest to trudne, ale nie niemożliwe.

Więc córce byś nie podcinał skrzydeł, tak? Spójrz zatem na życiową partnerkę, koleżankę, przyjaciółkę jak na córkę i znajdziesz odpowiedź.

Do tego jeszcze dochodzi problem tego, że mamy być uśmiechnięte, serdeczne, miłe i otwarte. Tylko, że nie wiem jak u innych - u mnie to jest reakcja na to czy Ty jesteś uprzejmy, opiekuńczy i pomocny i dobrze Ci z oczu patrzy.

Kolejna luźna myśl jest taka, że jesteśmy wszechstronne. W sensie, żadne nasze ambicje nie zmienią marzenia o posiadaniu kogoś kogo warto kochać a komu okazuje się troskę. Tylko to wymaga elastyczności i partnerstwa: innymi słowy odgrzej sobie proszę wczorajszą zupę bo nie chce mi się codziennie stać w kuchni.

Boimy się jako ludzie wielu rzeczy. Czasem tego, że będziemy ciągnąć ten wózek, posiadając partnera siedzącego przed tv. Czasem tego, że padniemy ofiarą roszczeń i sterty oczekiwań jak ze sklepu z listą zakupów z zaprojektowanym wyobrażeniem.

Myślę, że trzeba wierzyć, nie bać się, ale i nie patrzeć powierzchownie na ludzi. Ludzie są wszechstronni i tak samo jak potrafią zarządzać organizacjami pozarządowymi i tworzyć projekty, tak samo umieją i lubią gotować a i robią to jak Gessler ;)

Aha miało być o ojcach. Dzisiaj są jego urodziny. Zawdzięczam mu to, że nigdy nie usłyszałam, że coś jest nie dla mnie, czegoś nie umiem lub coś mi się nie uda.

Tuesday, January 10, 2017

Anioły czuwały

Zeszło z koleżanką przy herbacie na rodzinne opowieści. Jakoś wyszło od omawiania językowych regionalnych tożsamości a skończyło się na sadze rodzinnej. Urodzona w wiosce na Doniecczyźnie babcia całe życie mówiła po ukraińsku tak samo jak i druga babcia urodzona w czerkaskiej oblasti. Ojca babci urodzonej w czerkaskiej oblasti ogarnęły represje NKWD. W ostatniej chwili spakował manatki i wyjechał na Krym, w pierwsze miejsce gdzie miał u kogo się ukryć. Rodzinie w czas Wielkiego Głodu zabrali nawet dżemy i suszone grzyby. Ludzie zjedli wszystko co mogli zjeść. Koty, psy, ptaki ustrzelone z procy. W pewnym momencie przeszli lasami na Donbas aby było lżej. 

W czas Wielkiego Głodu zabrali nawet dżemy i suszone grzyby. Ludzie zjedli wszystko co mogli zjeść. Koty, psy, ptaki ustrzelone z procy. W pewnym momencie przeszli lasami na Donbas aby było lżej. W czas Wielkiego Głodu pracujący w jakiejś fabryce na Krymie ojciec przysyłał do znajomych do sąsiedniej wioski suchary. Aby je odebrać trzeba było przez las przejść szmat drogi. pewnego dnia głód zmusił kogoś do morderstwa i w ten sposób matki już nie było. Na dzień dobry w domu dziecka wyniesiono dwa martwe ciała, bo tam też nie było co jeść. Szczęśliwie przeżył starszy brat, którego wychowawczyni powiadomiła o nieszczęściu i wyprowadzała rodzeństwo z dietdoma karmić narażając siebie na represje. Pewnego dnia powiedziała: -Idźcie dalej tą drogą nie oglądając się za siebie. Babcia z bratem szli, długo szli, końca pustki nie było widać. Az w pewnym momencie ojciec czekał. NKWD nie pozwoliło skończyć szkoły, wyrzucało z pracy i tak przez wiele lat. 

W 2004 roku w wiosce staruszka, która nie miała siły iść do sklepu na zakupy o 9 rano zadzwoniła do rodziny i pyta: - A Wy już głosowaliście na Juszczenkę? Macie iść głosować. Ja już po. 



***
Z Lvivskiej Majsterni do Opery na Sylfidę piechotą. Wokół miasto, które patrzy cierpliwie na niezależność z popiołów odrodzoną.