Showing posts with label Polska. Show all posts
Showing posts with label Polska. Show all posts

Saturday, October 7, 2017

6 Przegląd Najnowszych Filmów Polskich „Pod Wysokim Zamkiem” we Lwowie

6 Przegląd Najnowszych Filmów Polskich „Pod Wysokim Zamkiem” we Lwowie rozpoczął się pokazem filmu „Gwiazdy” w reżyserii Jana Kidawy-Błońskiego. Reżyser oraz Jan Banaś – człowiek, którego historia życia stała się kanwą filmu – zaszczycili swą obecnością lwowską publiczność.
Wydarzenie otworzył Ambasador RP na Ukrainie Jan Piekło. Wyraził radość z faktu obecności na tej największej w Europie Środkowo-Wschodniej imprezie promującej polską kinematografię. Podkreślił, że kultura potrzebna jest dziś szczególnie, zwłaszcza w tych bolesnych dla Ukrainy czasach walki z agresorem.
Zastępca Przewodniczącego Lwowskiej Rady Obwodowej Andrij Bilous powiedział, że świat polskiej kultury poznał już w dzieciństwie, była ona obecna w jego domu i na podwórku.
„Kultura to coś co zapewnia porozumienie między narodami. Dziękuję, że organizujecie takie wydarzenia” – dodał.
Zastępca Mera Miasta Lwowa Andrij Moskalenko podkreślił rolę kina w lepszym poznawaniu i rozumieniu sąsiadów.
Jan Kidawa-Błoński, życząc widzom miłego oglądania filmu powiedział: „Cieszmy się tą piękną historią polskiej piłki nożnej. Filmem, w którym przejawia się wątek trenera Kazimierza Górskiego, związanego ze Lwowem, a wreszcie tym pięknym miastem, które zrobiło na mnie tak ogromne wrażenie.
W uroczystości otwarcia wziął udział Konsul Generalny RP we Lwowie Rafał Wolski, zastępca Ambasadora RP na Ukrainie Jacek Żur (jeden z inicjatorów PNFP „Pod Wysokim Zamkiem”) oraz Mykoła Kniażycki, deputowany Rady Najwyższej Ukrainy.

Pełna relacja pod podkreślonym linkiem :) 
A na zdjęciu - yours truly :) 

Sunday, February 28, 2016

Komisja Wenecka i sprawa polska

Wszyscy się rozpisują o Komisji Weneckiej i zaczyna się dziać to samo co działo się w przypadku niektórych ustaw ukraińskich. Kilka słów wyjaśnienia: 1. Komisja jest apolityczna, bezstronna i zasadniczo przyjazna wobec państw co do których wydaje opinię. 2. Komisja jednakże bywa leniwa, i dopiero ostatnio przyjęła nie jako możliwość a jako zwyczaj spotkania ze wszystkimi możliwymi zainteresowanymi stronami zanim wyda jakąkolwiek opinię. 3. Każdy kto chce spotkać się z Komisją może powiadomić o takiej woli sekretariat. Oczywiście raczej odmówią informatykowi, ale ngo zajmujące się prawami człowieka, czy branżowe stowarzyszenia prawnicze, naukowcy, dziennikarze, aktywiści - mają wszelkie prawo i możliwość spotkać się z przedstawicielami Komisji podczas field visits. 4. Po takiej wizycie Komisja wydaje draft opinion - tzw. opinię wstęoną, która jest jawna. Opublikowana i dostępna. Po tym następuje okres spotkań, negocjacji i współpracy z zainteresowanym państwem, a potem na sesji plenarnej wydaje się tzw. opinię końcową. Jest ona wiążąca, o ile za taką uzna ją strona zgłaszająca - stroną zgłaszającą może być członek poseł Zgromadzenia Rady Europy, szef MSZ, lub Marszałek Sejmu. Decyzja o uznaniu wskazówek Komisji leży po stronie Marszałka Sejmu ( nie zawsze, ale często). 5. Na stronie Komisji Weneckiej nie ma dokumentu o jakim się wszyscy tak rozpisują, że do niego "dotarli". Może i do czegoś dotarli, ale dokumenty pisane przez Wenecjankę rzadko kiedy są "miażdżące", za to przeważnie zawierają bardzo obiektywną analizę wraz z analizą okoliczności powstawania ustawy, wg. struktury: 1. Tło polityczne. 2. Podstawy konstytucyjne i ich analiza. 3. Przepisy szczegółowe wg sekcji i ich analiza. 4. Podsumowanie i rekomendacje. Komisja faktycznie reprezentuje pewną określoną szkołę tzw, filozofii pozytywnej, która zakłada przewagę niektórych artykułów EKPC nad innymi. (z praktyki international dispute settlement - każdy attorney of the state, w przypadku Polski biuro prawnicze MSZ - bardzo dobrze wie, jakie elementy Konwencji są najistotniejsze a jakie mniej istotne i jakie jest pole elastyczności legislacyjnej). Dlatego nawet nie czytając tego dokumentu mogę zgadnąć co w nim jest, ale to nie oznacza, że jego ostateczna wersja się nie zmieni. Uprzejmie proszę eurosceptyków, zwolenników demokracji nieliberalnej i inne osoby lubiące trollować dla zasady o niekomentowanie, a innych zapraszam do lektury, bo może im to coś w głowie rozjaśni. Tymczasem wywalcie wszystkie weekendowe gazety jakie o tym piszą, a jak Was coś interesuje - wchodźcie na strony instytucji i szukajcie orginalnych dokumentów. 
PS. Na Ukrainie jedne media mówiły, że KW rozniosła ustawę lustracyjną w drobiazgi, a drugie, że ją super pochwaliła - jedno i drugie było kompletnym przegięciem. W Polsce teraz dzieje się to samo - więc łaskawie czytajcie źródła po prostu.

Friday, February 19, 2016

Wilki

Adam Wajrak jest mistrzem opowieści o zwierzętach. Opowieści nie niszowej przeznaczonej dla naukowców tylko takiej, która dociera pod strzechy, która nas stłamszonych codziennością życia w wielkim mieście, nie mogących uwolnić się chociażby na jedną sekundę od smrodu i hałasu przenosi na chwilę w zupełnie inny świat.

W świat marzeń. Marzeń młodych zakochanych w sobie ludzi, którym los na krańcu Polski splótł pomyślne okoliczności do życia razem i robienia w sumie mało romantycznych rzeczy: zbierania i ważenia padliny, oznaczania tropów i ścieżek, inwentaryzacji etc.

Adam jest szczęśliwy. Jako dziennikarz piszący o zwierzętach załapał się w starcie pracy zawodowej na czas transformacji ustrojowej, w której tworzyły się nowe media a miejsca pracy dla dziennikarzy powstawały jak grzyby po deszczu i cytując znajomego "the only limit was sky".

Co znajdziecie w książce? Opis historii wilka na ziemiach polskich, losy pierwszych wielkoskalowych badań nad tym drapieżnikiem, opowieści o kłusownikach i o Kazanie. O przełamywaniu strachu, ale też o wschodach i zachodach słońca, przyjaźniach i zdobywaniu zaufania miejscowych.

Czy jest to książka dla dzieci? Chyba gdzieś od 12 roku życia, w niektórych momentach jest trochę zbyt dosłowna. Ale dzieci też jak najbardziej powinny ją czytać. W ogóle powinny nie tylko czytać, ale i znać dziką przyrodę i rozumieć ją, a książki Wajraka nadają się do tego, jak mało co.

Przy tej okazji dziekuję moim rodzicom, za to, że mnie małe dziecko, protestujące, że mi się nudzi, że tam nie ma koleżanek, huśtawki,  placu zabaw i miasta po prostu, zabierali każdego roku w góry, nad jeziora, na działkę, pod namiot. Były to typowe rodzinne wakacje dwojga w sumie przyrodniczych laików, ale zaszczepiły we mnie co trzeba, a gdy miałam 10 lat to już nic by mnie w mieście nie zatrzymało. Mojemu ojcu dziękuję za to, że nie chodzimy w weekendy po centrach handlowych tylko wyjeżdżamy na rower lub na biegówki do Kampinosu i nawet jak zrzędzę, że buro i zimno to zawsze się opłaca. Przyjaciółce Ani za to, że rozumie bez słów i towarzyszy na szlaku.

PS. To nie jest recenzja. Gdyby była, powstałaby pół roku temu, gdy książkę wydano. Zdjęcie ukradzione z internetu - jest chyba jednak na tyle publiczne, że można, a poza tym ten post jest reklamą ;)

Sunday, February 14, 2016

Przypowieść o głupocie

W polskiej przestrzeni myśli politycznej - chociaż stuprocentowo nie jestem przekonana, że FB dyskusja pomiędzy ludźmi aspirującymi do i będącymi intelektualistami jest myślą polityczną - ścierają się obecnie dwie interpretacje rzeczywistości - tego jaka powinna być polityka, kim ma być urzędnik, jaka ma być władza etc.

Mawiają, że Kraków wziął stołki w stolicy i, że Kraków teraz rozdaje karty w interpretacjach tego co ma się dziać. A dziać ma się tyle, że "niezawisłość" to mit, "konkursy" to mit, "apolityczność" to mit, kregosłup moralny w służbie publicznej to też mit.

Recepty, czym to zastąpić, nie ma. Jest tylko jedna powierzchowna powtarzana jak mantra, że winner takes it all, że przecież tak jest w USA, że bierze się wszystko i swoich ustawia wszędzie u koryta i to jest normalne i dlaczego ma budzić czyjekolwiek święte oburzenie.

Jest i druga interpretacja, lansowana przez poważanego przeze mnie Witolda Jurasza, który mówi wprost, że w służbie zagranicznej ma zmieniać się najwyżej wiceminister i, że dyplomata ma być fachowcem.

Tylko, że ten przysłowiowy "Kraków" w to nie wierzy uważając, że dobrze będzie dopiero jak wszystkich wywalimy i wtedy bedziemy mieli państwo mlekiem i miodem płynące, bo przecież tylko my wiemy jak ma być i tylko my mamy receptę na rację.

Otóż to przekonanie o posiadaniu recepty na rację jest bardzo wschodnie. Dużo widzę tego na Ukrainie, gdzie przychodzi do urzędu osoba nie umiejąca budować zespołu, ani instytucji, nie umiejąca zarządzać i przekonana, że aby było dobrze, to musi rządzić wiecznie i kontrolować wszystko łącznie z babciami klozetowymi.

Moja krytyka źle pojętej amerykańskości w rządzeniu nie bierze się bynajmniej z jakiegokolwiek zachwytu nad jakąkolwiek poprzednią ekipą rządzącą. Tylko wiara w te mity spaja społeczeństwo i jest podstawą zaufania do instytucji. Po prostu. Akurat tu nad Wisłą. Akurat w przestrzeni postkomunistycznej wiara w równowagę władz jest bardzo istotna.

Często słyszę komentarze, że jak sobie nie wybiorę jakiegoś stada baranów z jakim lojalnie i wiernie nie będę beczeć jednym głosem, to nie zrobię kariery. Że muszę sobie znaleźć zarówno osobistą jak i polityczną windę chcąc robić karierę urzędniczą, bo inaczej będą mnie postrzegać jako osobę nielojalną.

Tymczasem byłam ostatnio w tej sprawie na rozmowie ze znajomym, który powiedział krótko: "Ok, a czy ci publicyści, naukowcy i inne osoby, które tak straszą, są rzeczywiście na tyle blisko kregów decyzyjnych, aby się Pani tak bała? Proszę próbować i nie tracić wiary."

I tyle w temacie. Życzę Witoldowi Juraszowi by to właśnie jego posłuchano tam, gdzie naprawdę rozdają karty tego, jak to wszystko ma wyglądać.




Wednesday, February 3, 2016

Wednesday, January 20, 2016

Uchodźcy czy nie

...oto jest pytanie. Czyli o tym, czym jest dyplomacja, i o tym co się mówi, a czego nie.

Ten post nie jest oceną debaty jaka się wczoraj odbyła w Parlamencie Europejskim. Jest oceną pewnej wypowiedzi pani Premier. O debacie jako takiej powiem parę słów później.

Pani Premier powiedziała, że Polska już przyjęła milion uchodźców z Ukrainy, którym nikt inny nie chciał pomóc.

Zareagował na to ostro pan Ambasador Ukrainy w RP Andriy Deszczyca. Zareagowało też wielu znajomych Ukraińców, moich przyjaciół.

Za to Polski internet podjął mniej lub bardziej trollerskie larum o tym, jak to Ambasador Deszczyca chce się Niemcom przypodobać, a Ukraińcy podlizują się kanclerz Merkel.

No więc po pierwsze. Tak, Niemcy to jest dla Ukrainy ważny partner, nie emocjonalny przyjaciel, tylko ważny partner, i to partner jaki już nieraz pozytywnie zareagował na prośby z Kijowa.

Być może to zasługa mniej lub bardziej efektywnego polskiego lobbyingu w szeregach UE, w co wierzę, gdyż w Parlamencie Europejskim Polacy w tej sprawie zrobili naprawdę dużo, ale dyplomacja ukraińska sama też nie śpi, a po drugie, wygląda na to, że bardzo dobrze wie, czego chce.

Ale to nie dlatego Ambasador Deszczyca powiedział to, co powiedział. Zrobił to, bo jest ambasadorem SWOJEGO państwa i wypowiedzi Premiera państwa przyjmującego zobowiązują go do reakcji, w jakiej ujmuje się za dobrym imieniem swoich rodaków.

Uchodźca bliskowschodni kojarzy się z agresywnym typem obmacującym kobiety pod dworcem w Kolonii. Kojarzy się również z niestety prawdziwą roszczeniową postawą i agresją o czym świadczą świadectwa wielu niemieckich pracowników socjalnych.

Więc nazywanie Ukraińców uchodźcami nasuwało skojarzenie, że ktoś im coś dał. No właśnie nie, nikt im niczego za darmo nie dał.

Pierwsza różnica to sama procedura wizowa. Przeciętny obywatel Ukrainy musi złożyć w konsulacie kupę dokumentów, których wiarygodność jest potem skrupulatnie sprawdzana i przy najmniejszych wątpliwościach jest to rozstrzygane na niekorzyść.

To w niczym nie przypomina roszczeniowo nastawionych mas agresywnie odnoszacych się do Straży Granicznej państw UE.

Druga różnica to pracowitość i patriotyzm. We wschodniej Ukrainie też toczy się konflikt zbrojny. Ludzie uciekli od niego w poczuciu strachu o swoje życie. Natomiast tam, gdzie się osiedlają, czy to jest centrum Ukrainy, czy też zachód, jeden po drugim stara się znaleźć pracę. Bo nikt im niczego nie daje za darmo. Bo co to jest te 450 UAH na miesiąc zasiłku? A mimo to nie przyjdzie im do głowy wyrzekać, złorzeczyć, marudzić czy odnosić się wulgarnie wobec kogokolwiek. Bo to jest właśnie obecnie obraz uchodźcy w głowie przeciętnego odbiorcy.

Dlatego nazwanie pracowitych bezkonfliktowych ludzi uchodźcami było po prostu obraźliwe.

A teraz odnośnie reakcji polskiego internetu i  niektórych FB pseudointelektualistów - oskarżanie tej reakcji o podlizywanie się pani Kanclerz to pała ze stosunków międzynarodowych i WOS-u. Obrażony przedstawiciel innego państwa nie ma żadnego obowiązku wnikać w niuanse polskich wyciągniętych z kapelusza dyżurnych urazów. Najmniej się kieruje polskim patrzeniem na inne narody, bo wcale nie musi. Kropka.

A co do tej pomocy - Polska jest rekordzistą w wydawaniu wiz dla obywateli Ukrainy. Jeśli tak rozumieć ten milion, to w tym kontekście możemy mówić o pomocy. Tylko to nie to samo, co nazywać pracowitych ludzi, walczących o każdy kawałek codziennego chleba, uchodźcami. Bo uchodźcy w domniemaniu, coś się należy. A Ukraińcy sami o wszystko walczą.

Tuesday, January 12, 2016

Bo takie będą Rzeczpospolite, jakie zarządzanie

Krótko i na temat. Nie podzielam powszechnie panującej histerii odnośnie nowego rządu tylko się przyglądam.

Czemu nie podzielam? Ano chociażby dlatego, że uważam, że nie powinno być przymusu pracy, tylko dobrowolność przechodzenia na emeryturę w odpowiednim biologicznie wieku.

Mężczyznę po 60 roku życia a kobietę po 50 trudno jest zatrudnić. Takie osoby mają kłopoty zawodowe i pozbawione zabezpieczenia socjalnego będą chorować, a bez ubezpieczenia będą umierać. Bo o ile podstawowe badania jeszcze zrobią, no to nowotworu nikt im już leczyć nie będzie. A na rentę w tym kraju jest się najczęściej za zdrowym.

Po drugie demografia. Babcia super jak jest aktywna i ciekawa, ale prawda jest taka, że jeśli ma emeryturę to może sobie nadal być dowolnie aktywna, ale można też na nią liczyć w pewnym stopniu a młodej rodzinie oszczędzić średnio 1000 złotych pensji opiekunki do dziecka. Pod warunkiem, że z młodymi na karku nie mieszka, bo kijem bym wygoniła.

Śmieją się z tych 500 złotych. No cóż, jak to nie będzie połączone z ułatwieniami dla biznesu i podwyższeniem pensji, to nic nie da, obawiam się. Ale to jest mimo wszystko stymulowanie demografii od środka, nie metodą imigracyjną.

Oczywiście na to czy i kto ma ile dzieci wpływa 500 różnych społecznych, zawodowych i psychologicznych czynników. Ale to jakaś próba.

Do tego wybór w jakim wieku posłać dziecko do szkoły. Szanowanie wyboru obywatela jest tutaj kluczem. Jeśli mam mega zdolne dziecko, to to powinna być moja i niczyja inna sprawa, że idzie do szkoły w wieku nawet 4 lat. Bo to się zdarza. A jeśli potrzebuje czasu aby się odblokować społecznie to należy mu ten dodatkowy minimalny czas dać. W ostatecznym rozrachunku, to nieprawda, że dla kariery osobistej robi to wielką różnicę. Są tacy, co założyli Apple po 40tce, czy świat się od tego zawalił?

Ale, teraz już nie będzie tak różowo. #dobrazmiana jako hashtag nie wystarczy. Trzeba się wizerunkowo ogarnąć. Trzymać sejmowych krzykaczy na smyczy. Mieć jasno określony cel i przekonywać do niego obywatela. Szanować regulaminy i postanowienia. Nie procedować niczego nocą. Dotrzymywać dobrych zwyczajów, nawet jeśli nie są na papierze. Pilnować wizerunkowo wypowiedzi polityków - szkolić ich jak radzić sobie z dziennikarzami, jak zrozumiałym językiem przekazywać to, co chce się przekazać.

 Bo na tych cyklistach można się srodze przejechać.

Wszystkim partiom politycznym bym jednak również przypomniała, że rewanżyzm nie popłaca. Bagnetami się dobrze walczy, ale kiepsko się na nich siedzi. Instytucje nie są pełne wrogów i dyletantów, ale w większości ludzi, jakimi trzeba umieć dobrze zarządzić, dać im sensowne zadania, i pozwolić rozwinąć skrzydła. Czego życzę rządzącym i wszystkim politykom od prawa do lewa, by zrozumieli, bo to podstawa zarządzania wszystkim. Od małej organizacji po światowe korpo.

A tymczasem, powtarzając za Politico. Give PiS a chance. They have just started.

Co do procedury Komisji Europejskiej. Rozejdzie się po kościach na etapie asessment bo nikomu się nie opłaca, po prostu.