Wednesday, April 20, 2016

Gdy instytucje tracą pamięć

Pyta się mnie wczoraj znajomy analityk o materiały odnośnie kontroli finansów publicznych w państwach V4. Nie do końca moja bajka, ale research w temacie nie jest tak trudno zrobić.

Szczegółowa metodologia audytorska to i tak wiedza jaką zdobywa się na zamkniętych płatnych konferencjach i na bardzo drogich studiach.

Zawsze też można zgłosić się do wielkich firm konsultingowych, bo w krajach rozwijających się nie robią one tylko głupot z dziedziny biznesu takich jak badania rynkowe czy optymalizacja podatkowa (nudy!!!) ale i robią całkiem dużo dla wsparcia rozwoju państwa angażując się w budowę modeli zarządzania czy też audyty (i to jest sexy).

Przy okazji przypomniało mi się, że kiedyś znajoma z dyplomacji powiedziała, że po Pomarańczowej Rewolucji jedna z fundacji ekonomicznych tłumczyła wiele ustaw polskich na ukraiński, a także brała czynny udział w konsultingu ds reform.

Jak one wyszły to wszyscy wiemy, i ja nie o tym. Otóż szukałam tych materiałów przez różne kontakty w wielu środowiskach, w tym oczywiście zapytaliśmy się samego adresata, przeszukałam przestrzeń internetową, czy to gdzieś nie fruwa w niej i nie czeka, aż czułe ręce konsultanta zbiorą z powrotem to wszystko w kupę i zrobia z tego użytek. Null, nada. W instytucji już nikt nie wie o co chodzi po 10 latach. Znikła pamięć, bo odszedł jakiś pracownik.

Nie dziwi mnie, że pracownik w fundacji czy firmie konsultingowej trzyma karty przy duszy bo w końcu zarabia na swoim know-how. Jest jednak prosty sposób aby uniknąć wymazania pamieci do zera. Pewność drogi rozwoju i minimum manipulacji w organizacji - osoba nie bojąca się o rozwój kariery, nie będzie kopała dołków pod współpracownikami, a w rezultacie wszyscy tylko na tym skorzystają.

Teraz ten bank wiedzy trzeba odtwarzać, pozyskując na niego sponsorów, co jest i czaso i kosztochłonne.

Monday, April 18, 2016

No to mamy nowy rząd :)

Coś o nowym rządzie. Profesorowie pytają się co myślę. Mówię im, że nie bardzo wiem, jakie źródło dostarcza rzetelnej informacji bo zdarza się, że nawet zawodowi oficerowie to nieźli panikarze w dodatku nie mający albo nie chcący mieć, bo tak wygodniej, jakiegokolwiek pełnego obrazu sytuacji. 
Ale z tego co sobie przemyślałam wynika, że sytuacja jest gorsza niż była a momentum reform wynikające z energii wewnętrznej zostało zmarnowane. Teraz jakiekolwiek reformy owszem będą, ale jedynie jako polityczny PR i pod ogromnym naciskiem zagranicy (tak tak, ci wstrętni agenci Sorosa i wszechświatowe spiski przeciwko suwerennej dzierżawie, której przecież należy pozwolić stoczyć się, jak tego akurat chce i nic nikomu do tego). 
Nie to jest jednak klu. Klu jest takie, że nie ma koalicji. Jest rozsypany zatomizowany parlament, który teraz jeszcze bardziej niz zwykle będzie głosował na zamówienie i w wyniku korytarzowych targów. Elektroniczny system informacyjny, biura legislacyjne, komitety, specjaliści, instytuty, wszystko się nie liczy i nie ma żadnego znaczenia, bo wystarczy wola niejasnych układów aby ustawę napisana na kolanie przepchnąć "za osnovi i v cilomu" jeśli się tylko bardzo chce. 
Czy jest nadzieja? Nie wiem. Poseł zarabia nieco ponad 6100 UAH. Część tych z Samopomocy to zamożne osoby, adwokatura, wzięci dziennikarze, gwiazdy medialnej popkultury - mają oszczędności, które może pozwolą im odpychać pokusę korupcyjną. A reszta? Chyba się po prostu przyzwyczaiła. 
Jaki ten rząd by nie był, jesli nawet opracuje reformę, przygotuje odpowiedni do niej pakiet legislacyjny, a on utknie na półce w parlamencie, to rzeczywiście "wiele się zmieni". 
Mam nadzieję, że w Polsce z knopkodawstwem zrobią porządek bez partyjnych przepychanek w stylu: "Mamoooo, mamoooooooo, to nie ja to on!!!" . A tymczasem w ramach promocji Międzymorza wklejam poniższe video (zapożyczone od Piotra Pogorzelskiego): 
Life is cool. And very very interesting smile emoticon

Saturday, April 9, 2016

Holendrzy powiedzieli "NIE" czyli o PR

i o tym co to znaczy dla polityki informacyjnej UE i w zasadzie jaka ona ma na Ukrainie być.

I

czy w ogóle jest.

Nie będę się tutaj powtarzać i odsyłam do doskonałej analizy Daniela Szeligowskiego o tym jakie implikacje niesie holenderskie Nie w stosunkach międzynarodowych.

W tekście pojawia sie postulat o popraieniu polityki informacyjnej UE w obliczu zmasowanej propagandy rosyjskiej.

Słusznie. Musze zauwazyć, że wydarzeń dla elit - konferencji, dyskusji fachowców, spotkań dwustronnych dla biznesu i rządu jest mnóstwo. Ale ta Unia jakos bardzo mało wchodzi pod strzechy, no chyba, że ktoś jeździ na zarobitki do Polski.

Tymczasem można wszystko bardzo prosto zrobić. Dużo więcej dają proste przekazy medialne - krótkie video co takiego Kowalski z tej Unii ma. Co ona mu gwarantuje? Jakie ma prawa? Co zmieni się na lepsze?

Krótkie łatwo przyswajalne obrazki dają więcej niż skomplikowane akademickie dyskusje.

Tuesday, April 5, 2016

O barbarzyństwie

czyli o tym jak czuje się kobieta gdy politycy z uśmiechem afirmują gwałt.

Tak, wiem, że z gwałtów wojennych urodziły się dzieci. Wiem, że wyrośli z nich ludzie.

Ale afirmacja wydarzeń polegających na przemocy i upodleniu, nie tylko namawianie przez Kościół Katolicki kobiet do rodzenia takich dzieci i wynajdowanie do sankcjonowania i akceptacji przemocy argumentów natury moralnych reguł  z kulturowego obszaru społeczeństw kolektywistycznych, ale również prawna kodyfikacja całkowitego zakazu nawet tabletki "po" po gwałcie to barbarzyństwo.

Pojawiają się argumenty, że można oddać. Można owszem. Ale uświadomcie sobie panowie czym jest ciąża. Ciało się zmienia - pojawiają się rozstępy, żylaki, nadwaga, bolesność piersi. Osłabiają się zęby i włosy. Boli kręgosłup i zniekształca się. Czasem dochodzi ciążowa niewydolność nerek. To są poświęcenia jakie kobiety świadomie biorą na siebie z miłości do partnera i chcąc przekazać dalej życie i urodzić dziecko a najlepiej kilka.

Czy naprawdę musimy w taki sposób produkować nowych podatników? Bo jeśli nie będę mogła kupić tabletki po, jeśli lekarz po obdukcji mi jej nie przepisze to przymus psychiczny w 21 pierwszym wieku złamie mnie wewnętrznie i już nigdy nie będę ani pewna siebie, ani wartościowa. W gwałcie napastnikowi właśnie o to chodzi - o dominację. O ustalenie hierarchii.

Więc jeśli nie ponoszę biologicznych konsekwencji to jest mi łatwiej stanąć ponownie na nogi i zapomnieć, bo wybaczyć się nie da. Nawet jeśli przeżywa się wstydliwą fizjologiczną satysfakcję - to ten fakt jeszcze dodatkowo pogłębia traumę. Uświadomienie sobie, że mogę zostać pobita, poniżona, upodlona a ciało reaguje jak reaguje bo w końcu jestem zwierzęciem, po prostu samicą określonego gatunku mającą określone funkcje ciała - to właśnie upadla na samo dno.

Dlatego - miejmy prawo do tabletki "po". Bo dzięki temu odzyskujemy kontrolę. A niektóre z nas są na tyle mocne, że umyją się i będą dokładnie takie jak przedtem. Ale - pod warunkiem, że nie zostanie im żaden "prezent".

*****
A z praktycznej natury. Majstruje się przy ustawie, która przetrwała 20 lat godząc interesy różnych środowisk. A za trzy i pół roku partia rządząca przegra wybory i następni zliberalizują prawo do maksimum z czystej zemsty politycznej.