Friday, October 28, 2016

Tam dom Twój, gdzie Twoje buty stoją

Jedna z bardzo bliskich mi osób zapytała się ostatnio, gdzie mam dom. Dosłownie takimi słowami:
- Gdzie jest Twój dom?

Mniejsza o okoliczności, skłoniło mnie to do refleksji. A może podsumowania pewnego procesu myślowego, który odbywa się we mnie od kilku miesięcy.

Moim domem jest to nie do końca ładne sowieckie mieszkanko w pewnej nawet niebrzydkiej części Kijowa. Nawet jeśli wymaga ono remontu, na który nie mam czasu, czasem pieniędzy a czasem po prostu zwykłego wsparcia w użeraniu się z robotnikami, bo jako kobieta nie specjalnie lubię bluzgać na kogokolwiek.

Jest owszem we mnie ogromna potrzeba wymiany myśli w moim własnym języku. Rozumienia moich kodów i funkcjonowania bez potrzeby wyjaśniania komuś rzeczy najprostszych, oczywistych na poziomie nieomal podprogowym. Jeśli nawet muszę obejrzeć Misia jeszcze raz bo widziałam go bardzo dawno temu, to zrozumiem kody i odniesienia, z którymi się on kojarzy. I to wcale nie oznacza braku zaciekawienia Ukrainą i jej kodami. Wcale nie oznacza braku chęci i radości ze spędzania czasu z ukraińskimi znajomymi.

Nie oznacza to też tęsknoty za Polską jako taką, z jej wszelkimi przywarami i problemami, Januszami i Agatami, ale świat porozumienia w pewnym określonym kręgu znaczeń. To potrzeba istotna, do której zapełnienia chcę dążyć.

Czy to jest praca misjonarza, dyplomaty, pracownika organizacji pozarządowej, każdy on służy swojemu państwu lub wartościom szerszym i musi się w tych potrzebach odnaleźć i jakoś je sobie poukładać.

No comments:

Post a Comment