Saturday, November 21, 2015

Nie o Ukrainie

Dobra koleżanka zamieściła na FB post, w którym mówi o wymaganiach wobec mężczyzn. Mężczyzna ma być prawy i odważny i ma się postawić, gdy widzi zło. Niestety większość współczesnych pań mówi: "Józuś, nie wychylaj się, tylko przynieś więcej kasy".

Nie zamierzam temu zaprzeczać, tak niestety jest. Ale czy ta żona to naprawdę jedyny czynnik i czy mężczyzna rzeczywiście tak się słucha?

Ja bym kurcze bardzo chciała spotkać chociaż jednego, serio. Owszem, spotkałam kogoś, kto w miarę pozytywnie reaguje na bardzo dyplomatycznie wyrażone prośby (z resztą ja nie umiem po prostu inaczej), ale czy ja wiem, czy jakikolwiek facet reaguje na żonę "ze ścierą" pozytywnie? Poprzez tą ścierę mam na myśli partnerki, które nie mogą się doprosić wyniesienia śmieci, wtedy nawet już i na taką sytuację podnoszą głos. A widzę niestety tylko takie pary, poza ścisłą elitą, gdzie w dodatku jedno z partnerów zakończyło psychologiczny fakultet.

Nie mówię też, że nie należy stawiać facetom wymagań, bo trzeba. Tylko wychodzę z założenia, że to nie są dzieci. Przypomina mi się w tym momencie, co mi powiedziała matka mojego dobrego znajomego, jaki zachowywał się i zachowuje do tej pory paskudnie: spóźnia się, opierdala w pracy, nie dotrzymuje słowa, odwołuje spotkania na za 5 dwunasta, nie mówi często prawdy, etc. Rodziców ma wręcz wspaniałych, do tego stopnia, że aż w szoku jestem widząc takie zderzenie.

Pani Irina na moje spostrzeżenia powiedziała: "On miał powiedziane i pokazane co jest dobre a co złe. Jeśli postępuje tak jak postępuje robi to całkowicie świadomie jako dojrzały facet, do jakiego ja się nie zamierzam wtrącać. jego porażki, błędy wobec innych nie idą już na mój rachunek, tylko na jego własny.".

Zderza mi się to w głowie z obrazem mojej 86 letniej babci przeżywającej strasznie postępowanie jednego ze swoich synów i sobie myślę, że kurcze powinna się uczyć od mojej ukraińskiej znajomej.

Do czego zmierzam? Mężczyzna to nie małe dziecko. Trzeba umieć podać rękę, wesprzeć, dodać wiary we własne siły, ale absolutnie nie wierzę by wyrzucił śmieci jeśli sam tego nie chce, nie mówiąc o wiele poważniejszych kwestiach. Nie ma innego stworzenia na świecie, które byłoby bardziej niezależne.

A kobiety? No właśnie. czytam o tym, że kobieta powinna być ciepła, uśmiechnięta, interesować się mijanymi wózkami z małymi dziećmi, być opiekuńcza, etc. A od mężczyzn ma wymagać by był dzielny szlachetny etc.

W tym wypadku ja chyba jestem queer. To nie pierwszy raz, gdy mam kłopoty z tożsamością i się zastanawiam, kim do cholery jestem. To rozważania sięgające dużo głębiej niż bycie lub nie bycie hetero. Bo niby jestem hetero i reaguję na facetów, ale czy sama spełniam model 100% kobiety według powszechnie funkcjonujących interpretacji, mam poważne wątpliwości.

Nie jestem milutka dla każdego, tylko miła i przyjazna dla tych, którzy wzbudzą moje zaufanie. Nie uśmiecham się z natury, bo mam wymagającą i poważną pracę i najczęściej myślę o czekających mnie w niej wyzwaniach. Ignoruję dokumentnie mijane wózki z bobasami bo chodzę tak zamyślona, że pewnie bym nie zauważyła wejścia na ulicę na czerwonym świetle. Moje dzieci kiedyś w przyszłości to zupełnie inny temat. Wymagam chyba przede wszystkim od siebie, od pracowników a co do mężczyzn chyba po prostu nie wierzę, że kobiety mają na nich jakikolwiek wpływ. Bo nawet jeśli ktoś się przez jakiś, nawet dłuższy czas będzie uginał, to co najwyżej go to wypali od środka.

Aha i jeszcze, to działa w obydwie strony. Kobiety też potrzebują samorealizacji, wsparcia, poczucia własnej wartości, wiary we własne siły, partnera do dyskusji, pomocnej dłoni gdy trzeba.

Na koniec, znajomy z USA powiedział kiedyś na te rozważania: "Wiesz co, strong woman, is after all, still a woman". Chyba po tym czuję się trochę mniej queer.

W inspirującą role kobiet jednak mało wierzę, co nie znaczy, że ją wykluczam.

Po dyskusji, pierwsze myśli

Wczoraj podczas dyskusji jaka odbyła się w naszym biurze Vadym Vasylchuk, nowo obrany radny miasta Kijowa (gratulacje, bo DemoAlians to nadzieja na nową jakość) stwierdził, że Ukraińcy mają przygotować się na wyjście z emocjonalnego patrzenia na stosunki międzynarodowe, bo państwa mają interesy, Polska też. Dzisiaj pasuje jej Międzymorze i będzie w tym kierunku zmierzać bo to Polsce tak pasuje, a jutro zmienia się interesy i zmieni się podejście. Z jednej strony się zgadzam, bo rzecz jasna podmiot państwowy kieruje się interesami, ale z drugiej strony fakty pokazują, że jeszcze długo Ukraina i Polska będą podchodziły emocjonalnie po słowiańsku do swoich relacji i problemów. To z jednej strony dobrze, bo dobrze mieć chociaż jednego patrzącego się emocjami sympatyka, a z drugiej czasem będą równie emocjonalne spory. 
Czasem też na marginesie od refleksji poświęconych samej dyskusji, zastanawiam się, czym jest obecnie Polska. Postrzegana jest tu w Kijowie jako ścisły Zachód, część nie tyle innej cywilizacji, tylko modelu rozwoju do którego się dąży. To chyba nie do końca tak. Owszem Polska poprawiła zarządzanie, ale poprawa zarządzania nie sprawia, że znikają typowo słowiańskie namiętności i emocje. Ukraina też się ich nie pozbędzie - i to chyba dobrze, być sobą, po prostu.

Friday, November 20, 2015

Pozdro od piątkowego frustrata

Zbliża się powoli kolejna rocznica protestów na Majdanie. Rewolucji, w którą politolodzy wątpili, w tym moi znajomi Ukraińcy, zakładając, że społeczeństwo jest zmęczone i wypalone i już w nic nie wierzy etc. Znajomi obserwatorzy z Polski widząc grupkę 7 osób pod Kolumną na Majdanie nie wierzyli, że coś z tego będzie. A jednak było, po raz kolejny. Tylko chciałoby się teraz powiedzieć wszystkim: wytrwałości, bo nic się nie zmieni w pół godziny. A władzy aby komunikowała reformy w zrozumiały sposób, a w sumie chciałoby się najlepiej jednego: ciepłej wody w kranie, czystych budynków, oraz równych dróg i chodników, ładu przestrzennego i estetyki. Ludzie rozumieją wyrzeczenia jak cokolwiek wokół nich się zmienia. A tak to, mija czas a moja klatka schodowa nadal brudna, za porządek na piętrach w niezrozumiały sposób mają odpowiadać mieszkańcy, na ulicach nie wiedzieć czemu widuję nadal starą milicję - po jakiego ... ja się pytam, skoro podobno jest nowa? A mer miasta zamiast równać chodniki i drogi, robić obowiązkową termomodernizację, zmniejszyć rozdrobnienie administracyjne miasta, likwiduje małe sklepiczki i walczy z babciami handlującymi pietruszką, bo to priorytet widocznie. I, żeby nie było - nie chodzi mi o to, że to Kliczko. I że wystarczy zmienić nazwisko albo twarz to coś się zmieni, albo znaleźć dla miasta zbawcę jaki będzie przekonany, że tylko on może coś naprawić. Musi się zmienić myślenie. Musi dziennikarza interesować obieg informacji, pole decyzyjności,odpowiedzialność urzędników, obywateli i ngo musi interesować co i jak funkcjonuje. Tymczasem ja się pytam znajomego, kto właściwie dostarcza ciepła wodę i ogrzewanie do mojego mieszkania. Słyszę odpowiedź, że centralna miejska ciepłownia. Czyżby? Jakim w takim razie cudem w mieście stoi komin na kominie rozstawiony średnio co 100 - 200 m przynajmniej w moim rejonie? Po co dymi w sezonie grzewczym? Jakim cudem w kranie na Obołoniu leci letni brązowy żur a w moim przynajmniej porządnie gorąca (wieczorami i popołudniu) czysta woda? Co powoduje, że rano woda jest letnia, albo, że zmienia się jej ciśnienie i jednego razu ledwie ciurcia a innym razem porządnie leci? Niby same pierdoły i drobiazgi. pewien znajomy bardzo ambitnie chce pisać pracę magisterską o reformach na Ukrainie przymilając się o moje know how w tym względzie. Reforma sądownictwa, prokuratury i kilka innych - to przejrzyste i wiadomo co działa, dlaczego nie działa, kto co blokuje i co się w ogóle dzieje. Dlatego powiedziałam koledze, że jeżeli jest rzeczywiście ambitny, niech się zajmie sektorem komunalnym - jak będzie w stanie narysować przejrzystą mapę przyczyn i skutków oraz potencjalnych rozwiązań w tym sektorze chociaż dla miasta Kijowa, to dostanie Nobla. 

Na koniec - nie dziwią mnie społeczeństwa spoczywające na laurach, gdy w kranie zaczyna im płynąć ciepła czysta woda pod ciśnieniem, bo bywa, że czeka się na to 30 lat. Tak samo jak na czytelną rozpiskę z numerami telefonów odpowiedzialnych służb. Miłego piątku.


Aha - w poniedziałek i wtorek mam mówić o sytuacji Osób Wewnętrznie Przemieszczonych na Ukrainie. Mapa tego zjawiska mnie przerasta - 150 źródeł informacji, 10 służb odpowiedzialnych, 5 dekretów, i bardzo dużo plotek. Żeby nie było - ogarnę. tylko będzie mi o wiele trudniej niż jakbym robiła to powiedzmy w Polsce czy w Niemczech, gdzie nauczono się przechowywania, gromadzenia i udostępniania mapy danych tematycznych. 

Tuesday, November 10, 2015

Sukces soft power- czyli Memoriał Hołodomoru przy Białym Domu

To będzie krótki komentarz. Zawsze twierdziłam, że Ukraina ma bardzo prężna i zmobilizowaną diasporę, z resztą to jeden z oficjalnych jej celów polityki zagranicznej.


W tym przypadku Ukrainka z DC doprowadziła do wybudowania i otworzenia Memoriału Wielkiego Głodu w samym sercu Waszyngtonu - na Capitolu. To się nazywa soft power. Temat może smutny, ale cel dyplomatyczny pierwsza klasa.

Więcej: http://victimsofcommunism.org/events/holomodor-memorial-dedication-ceremony-2/.


Foto: Unian. 

Sunday, November 8, 2015

Meandry historii

W zeszłym tygodniu spotkałam się z Virą. Już zresztą o tym pisałam przy okazji wystawy. Rozmawiając o strzelaninie na Majdanie, fiasku rozmów w Wilnie etc. wróciłyśmy myślami do tamtego momentu.

Nie śniło mi się jeszcze, że będę mieszkać w Kijowie i znajdę się rybką, powierzchownie co prawda, ale jednak pływającą w tym stawie. Oglądałam rozmowy w Wilnie w telewizji a przynajmniej niezadowolonego Janukowycza wychodzącego stamtąd.

Dowiedziałam się, że generalnie nikomu z kluczowych wtedy ukraińskich graczy nie zależało na oglądaniu się na Rosję. Wyczuli szansę w przeorientowaniu się na Zachód, aktywa swoje trzymając przecież już od lat w Szwajcarii, czy w Luksemburgu i wysyłając dzieci na studia do dobrych zachodnich uniwersytetów, niczym elita schyłkowego okresu komunizmu w Polsce.

Czołówka Regionałów w umowie przedakcesyjnej widziała swoją szansę na aksamitną transformację w polskim stylu. To nie tajemnica, że wszelkie zagraniczne instytucje dawało się do tej pory robić w jajo, bo przecież na Ukrainę płynie strumień pomocy finansowej nie od dzisiaj tylko od 25 lat co najmniej. Skala może tylko trochę inna - w sensie sum. Ale to nie takie trudne ukryć, gdzie te pieniądze realnie idą dalej, więc to naprawdę nie jest tak, że aby wejść do UE trzeba być kompletnie czystym, i że Partia Regionów bała się tej Unii niczym zarazy i absolutnie kompletnie nie chciała do niej wchodzić.

Przykład Bułgarii czy Rumunii pokazuje, że można w UE być od lat, i nadal pławić się w forsie zarobionej w lewy sposób. jedyne co Unia daje dobrego w tej sytuacji to ochronę obywateli, na wypadek gdyby otworzyły im się oczy i zechcieli protestować, jak ostatnio w Rumunii (więcej tutaj).

Do czego zmierzam? Uważam zmianę jaka nastąpiła na Ukrainie w wyniku rewolucji Euromajdanu za coś, co mimo wszystko przyniosło, poza pewnym bałaganem do ogarnięcia, same dobre skutki. To dobre dla Ukrainy zobaczyć w szeregach posłów Switłanę Zaliszczuk, weterana walki z kosupcją a także ileś innych nazwisk. Wybory do Rady Najwyższej przyniosły po raz pierwszy w historii odnowienie parlamentu (60% nowych twarzy) a samorządowe przetasowały lokalny krajobraz polityczny, przynajmniej na Zachodzie i w Centrum kraju. Korupcja jest, ale nie tak bezczelna, schodzi do podziemia.

Uważam, że Ukraina zawrze jeszcze niejeden zgniły kompromis na swojej drodze i jeszcze nie raz elita polityczna będzie musiała układać się z tymi oligarchami, jakich się wprost za mordę wziąć nie da.

Ale ustawy o finansowaniu partii z budżetu, podwyżkach dla polityków i korpusu służby cywilnej, dają nadzieję na mniejszą korupcję.

Bawię się w pewne "co by było, gdyby?".  Mam niepopularny pogląd na strzelaninę na Majdanie, uważam że Janukowycz jest największym przegranym tego całego rozdania a udział strony trzeciej to sprawa oczywista. Z czyjego polecenia działała ta strona trzecia strzelająca do obydwu stron, trudno stwierdzić.

Uważam, że odstąpienie od umowy i uparcie się przy Unii Euroazjatyckiej było kawałem Janukowycza też i wobec środowiska Regionałów, któremu się wcale nie uśmiecha robienie kulawych interesów w postsowieckiej przestrzeni, w czasie gdy gospodarki zachodnie otwierają rewelacyjne możliwości pomnażania majątku.

Przyszło mi również na myśl, że mało która sprawa w najnowszej historii, będzie tak trudna do wyjaśnienia przez historyków jak obecne wydarzenia na Ukrainie. Źródeł medialnych ciężko przyjąć za niezmanipulowane, chyba że to bezpośrednie nagranie wideo z miejsca zdarzeń lub jakakolwiek niezmontowana wypowiedź na żywo.

Prokuratura albo nie potrafi albo nie chce odtworzyć wydarzeń na Majdanie w sekwencji chronologicznej, minuta po minucie. Nie dziwi mnie to, bo pytani przeze mnie chłopcy z Samoobrony milczeli jak grób i żaden nie chciał rozmawiać o wydarzeniach z dni 18-20.02.2014 r. Przypuszczam, że tak samo trudno cokolwiek wydobyć z samo-chroniących się struktur MSW.

Gdy pewnego dnia do tego wszystkiego siądą historycy, ciekawe czy dzieci czytające o tych wydarzeniach w podręcznikach za 50 lat poznają prawdę, czy wersję jaką udało się ustalić na podstawie sprzecznych i urywkowych doniesień. A może będzie funkcjonować kilka wersji, co w sumie już byłoby uczciwsze.

Zmusza mnie to też do refleksji. Nie było kiedyś komórek i internetu i jak to jest, że łatwiej chyba nam się zorientować w meandrach II wojny światowej, niż w o wiele mniejszym w skali i porównaniu, współczesnym konflikcie.

O tym, co się wydarzyło realnie w Wilnie, dowiemy się kiedyś, z odtajnionych po 100 latach dyplomatycznych korespondencji i archiwów agencji wywiadowczych. Ironia historii jest taka, że gdyby doszło do dealu w Wilnie, Partia Regionów prawdopodobnie nie straciłaby władzy, a na Ukrainie odbyłaby się kolejna faza o wiele bardziej kulawej niż obecnie, transformacji. Stało się, to co się stało i państwo dostało kopa z rozpędu do reform i kosmicznego przyspieszenia w wielu kwestiach.

Po 70 latach.

Blog, czyli ja, to oczywiście zauważył, tylko nie miał kiedy o tym napisać, aż do dzisiaj.

W Mościskach w obwodzie lwowskim żołnierze września 39' znaleźli wieczny odpoczynek.

Cały projekt prowadziła Fundacja Wolność i Demokracja we współpracy z konsulem RP we Lwowie oraz Kurierem Galicyjskim.

Nie chcę nawet mówić, ile chodzenia wymaga załatwienie jakiegokolwiek papierka na Ukrainie, to nie pora na to.

Szczątki zostały pozbierane z różnych miejsc, o których jeszcze pamiętali ludzie. Nie wiem, czy ich materiał genetyczny został pobrany, ile nazwisk jest wiadomych, czy to w większości Cmentarz Nieznanego Żołnierza.

Jedno jest pewne, 4.11. znaleźli miejsce wiecznego spoczynku na największym polskim Cmentarzu Wojskowym na wschód od Polski.



Zdjęcia: WiD. Bez zgody, ale się chyba przyjaciele nie obrażą. 

Saturday, November 7, 2015

Wystawa w Ławrze

Peczerska Ławra ma również halę wystawową, o której kompletnie nic nie wiedziałam.

Wczoraj koleżanka wyciągnęła mnie na wystawę -wernisaż laureatów konkursu gazety Den'.

Miło było zobaczyć przy okazji znajomego fotografa, jak dostaje nagrodę, czysty przypadek rzecz jasna, ale uświadamia mi to, że mój kijowski świat jest bardzo niewielki a funkcjonowanie w nim to przenikanie się dróg mniej więcej tych samych osób na przestrzeni iluś lat.

Wystawa zwala z nóg nie tylko kunsztem fotografii, ale też i emocjami jakie pokazuje. Dopiero tam widać wysiłek fotoreportera, jaki stara się przedstawić ostatnie 2 lata historii kraju w zdjęciach. Dużo tam rzeczy i wesołych i ironicznych i tragicznych zarazem.

Z tych śmiesznych rzuciło mi się w oczy o takie:


Czy ktoś sobie wyobraża w polskim parlamencie takie coś? Że np. jakiemuś posłowi mającemu korupcyjne podejrzenia wiesza się plakat z napisem" "X maje siedzieć za kratami a nie w parlamencie" i to podczas jego występu na mównicy :D. 

Tymczasem Kluyev musiał to pokornie ścierpieć, i tak dziw, że go na taczkach nie wywieźli. 

Z tych wszystkich zdjęć (a jest ich tam kilkaset) rzuciło mi się w oczy poniższe, jako podsumowanie historii ostatnich lat: 


To stanowisko patrolowe w stepie na autostradzie, jakiej nie skończono do Euro 2012. Nie skończono i po prostu tak zostawiono, niech sobie się beton rozkłada i gnije. Pieniądze na budowę na pewno było, tylko jeden sobie wziął trochę, inny jeszcze trochę i tak została ta konstrukcja niedokończona, która teraz służy żołnierzom za okopy na stanowisku patrolowym w wyjątkowo trudnym idealnie płaskim terenie.

Tragiczne to. Żaden kraj chyba nie przelał krwi w sumie tylko w tym celu aby jego władze nie kradły.   Przy czym obecny stan tej wojny to niezrozumiałe dla nikogo chaotyczne ogniska w których co chwila ktoś sobie postrzela. Trochę po to, aby podtrzymywać ten konflikt bo dla części skorumpowanych dowódców po obydwu stronach to niezłe źródło dochodu, a trochę dlatego, że od czasu do czasu komuś puszczają nerwy.

Na chwilę obecną potwierdzają się w miarę doniesienia o odstąpieniu sił rosyjskich i zostawieniu separatystów samym sobie. Rosja jednakże posiada ogromny potencjał rozerwania państwa od środka. W samym Kijowie jest wielu separatystów, którzy siedzą cicho i nie podnoszą głowy, ale po cichu szepczą, że przecież wszystkim by było lepiej z Rosją. Ironia historii, myślę sobie. Stalin zostawił Polskę homogeniczną etnicznie po II wojnie światowej i co by nie mówić w świecie, w którym nasilają się nacjonalizmy to raczej lepiej, niż gorzej.

Jest jeszcze jedna rzecz, za którą Polska ma za co losowi dziękować. To wycofanie wojsk radzieckich - doświadczenie pokazuje, że to był sukces negocjacyjny, bez którego transformacja byłaby co najmniej tak kulawa jak na Ukrainie.

Po wystawie rozmowa o różnych rzeczach. Pytam się koleżanki o oligarchów, o biznesy Achmetowa, o to czy finansował separatyzm. Są tacy jacy na niego zwalają finansowanie wojny, związki z FSB etc.

Vira zdecydowanie zaprzecza, mówiąc, że Achmetow był i jest jak najbardziej za eurointegracją, tylko grał w jakąś niezrozumiałą polityczną grę zorientowaną na wewnętrzne rozgrywki polityczne. Jego majątek poprzez konflikt zbrojny stopniał o ponad 50%. Jak na osobę, jaka wywołała ten kataklizm w powszechnej ukraińskiej opinii, bardzo duża strata.

Tych myśli zebranych po zaledwie jednym dniu jest jeszcze tysiąc. Nie sposób ich tutaj wszystkich przelać, a poza tym nie chce mi się dzisiaj aż tyle klikać. Na koniec: lubię Was. To forma dzielenia się ze światem tym co myślę. Ale nijak nie zastępuje żywej rozmowy z kimś drugim.


Thursday, November 5, 2015

Polsko-Ukraińskie Forum Historyków

Blog, czyli ja, załapał się dzisiaj na prasowy briefing Polsko-Ukraińskiego Forum Historyków. Wrażenia cytuję smile emoticon z FB: 
"Konferencja prasowa Polsko-Ukraińskiego Forum Historyków. Na sali polscy korespondenci w komplecie plus ja. Z ukraińskiej strony poza przyjaciółmi historykami i fachowcami 2 telewizje. Ogólnie widać, że temat niszowy i dlatego należy się cieszyć chociaż z tych dwóch telewizji. Wydarzenie nie przyciągnęło poza tym niczyjej innej uwagi. Komunikat Forum dostępny będzie w postaci press release na stronach www obydwu Instytutów Pamięci Narodowej. W UCMC toczy się dyplomatyczna w formie, ale fachowa rozmowa. Zakomunikowano przy tym otwarcie, że jeśli chodzi o dialog historyczny to biorący udział w pracach historycy mają wyłączność pełnomocnictw w tym zakresie i porozumienie do jakiego dojdą, będzie obowiązujące na szczeblu formalnym i dyplomatycznym. Na nie całkiem zapełnioną salę wpływa pewnie fakt możliwości transmisji online, aczkolwiek historycy ukraińscy zauważyli, że jeszcze sporo popularyzatorskiej pracy przed nimi. Obecny na wydarzeniu Dr Krzysztof Persak z polskiego IPN wyraźnie podkreślił zadowolenie z fachowego przebiegu rozmów i realnego dialogu, zamiast popularnych do tej pory monologów obydwu stron. Śledząc temat z Kijowa dodam od siebie, że młode pokolenie historyków gwarantuje może gorącą, ale jednak w profesjonalną debatę. Istotne jest jednak, by jak to podkreślili przedstawiciele Forum, byli to zawodowi historycy a nie publicyści. Zapytany o to, czy wypowiedź profesora Żaryna wpłynęła w jakikolwiek sposób na przebieg obrad, zarówno Volodymyr Viatrovych jak i Paweł Ukielski zdecydowanie temu zaprzeczyli."


Ogólnie można mieć nadzieję na poprawę, odchodzi pokolenie historyków niemerytorycznych, niespokojnych, emocjonalnych i agresywnych. W ich miejsce wchodzą fachowcy wychowani na porządnej szkole metodologii. Nie będą się pewnie zgadzać w wielu kwestiach, ale przynajmniej przestali wygłaszać monologi i wrzeszczeć na siebie wzajemnie. Foto: Paweł Bobołowicz, Radio Wnet, za zgodą.