Thursday, October 29, 2015

Po Połtawie. Refleksje.

Połtawy nie zobaczyłyśmy, chyba, że wieczorem, ale zobaczyłyśmy Połtawczan a to z punktu widzenia ciekawości świata o wiele korzystniejsze. 

Scena z Połtawy. 8 rano z czymś, 28.10. Wieszamy ogłoszenie o seminarium. - Dyvochki a u Vas dedushki abo batki ye? - słyszymy od przechodnia. - Ye, poki shcho. - A shcho dedushkiv i babushkiv hochetye rozstrilyovaty? - ot z czym się to kojarzy pewnemu panu z Połtawy. Jak na poziom emocji jakie wzbudza ustawa, był super kulturalny. Ale przebił go były oficer milicji, który zlustrowany przyszedł się z jednej strony wyżalić na swój los, ale z drugiej seminarium nie zerwał, można powiedzieć, że je nawet ożywił i mówił całkiem na temat i z kulturą jak na fakt bycia bezpośrednim podmiotem tego procesu. No co, zadowolona jestem, Katia też. A jeszcze komentarze z sali: "No wreszcie przyjechali jacyś fachowcy, którzy coś konkretnego mówią" miło słyszeć. Więcej wniosków, mysli i refleksji zbierzemy do kupy w następnych dniach.

Jakby ktoś nie wiedział, chociaż chwalić się nie lubię, seminarium dotyczy ustawy lustracyjnej, jej mechanizmów, tego co obywatele mogą zrobić, takie tam różne, a pieniądze na to dają donorzy. 
Podczas robienia researchu do projektu napisałam, że w regionach wszyscy wszystko mylą i nie rozumieją jak to działa. Wydarzenie pokazało, że z jednej strony miałam rację, ale z drugiej kryje się tutaj jeszcze mnóstwo rzeczy w mentalności, które rzutują na sprawy o wiele głębsze, niż rozumienie jednej ustawy - na całe patrzenie na świat. 

Dyskusja była bardzo żywa. Wynikało z niej, że ludzie nie wierzą w dostęp do informacji publicznej, w instrumenty uzyskiwania wiedzy o tym, co się dzieje w ich mieście, są rozgoryczeni i nie mają wielkich nadziei, albo czują się pokrzywdzeni w nieco infantylny sposób, zwalając cały czas całą odpowiedzialność za swoje życie na władzę w Kijowie. 

W Kijowie Awakow zły, Poroszenko zły, wszyscy złodzieje, nikogo uczciwego. 

- To sami idźcie po władzę w wyborach samorządowych. 

- Pani, nie tacy jak my już byli, to się nigdy nic nie zmieni, niech nas Polska anektuje i tyle. 

Temperatura dyskusji była ostra. A ze mnie dziewczątko delikatne z wyglądu, zatem trudno było trochę utrzymać to towarzystwo w ryzach, ale moja pomocnica Katia twierdzi, że się udało. 

Przez ten jeden wielki kłębek emocji trudno było się przebić, ale zauważyłam, że łatwiej się dostukać będąc samemu zza granicy. Zachwytów nad Polską było co niemiara, tylu komplementów odnośnie swojego państwa nie nasłuchałam się długo. 

W pewnym momencie wysłuchując tych wszystkich żalów mówię: 
- A wiecie czemu nam się w miarę udało? 
- No czemu?
- Bo nie siedzimy na dupie marudząc. Marudzimy pracując na lepsze, bo stan zastany nigdy nas nie zadowala. Chodzimy z kwaśną miną, mówimy, że wszystko jest kompletnie do dupy jednocześnie nieustannie pracując nad zmianami. I wiecie, nie chcę tu być mądralą zza granicy, ale można zrzędzić robiąc coś. Bo jak się zrzędzi nic nie robiąc to zawsze będzie stan zastany. 

- Ale Kijów ma zaczynać od siebie. Jak w Kijowie będzie dobrze to i u nas wszystko się zmieni. 


**** 
Ot postsowiecka psychika. Ma być dobry car to wszystko naprawi. Nie, nie mówię, że tak myśli każdy, o nie. Ale w tym myśleniu leży klu sprawy. - Bierzcie los miasta w swoje ręce. Możecie dużo zmienić, tylko musi Wam się chcieć. A my możemy Wam pomagać. 

Co mnie cieszy? Ludzie byli zadowoleni. Na wydarzenie przyszli i aktywiści walczący z korupcją i były zwolniony w wyniku lustracji oficer milicji, i kobitki z różnych ngo wojujących z nielegalnymi budowami etc. Aktywiści z kompletnie różnych bajek a mimo to każdy z nich potem wysłał list, albo napisał od ręki podziękowania za to, że mógł się spotkać, wyrazić co myśli, porozmawiać z innymi i, że w ogóle zobaczył jakąś nadzieję. 

Na kartce danej w ręce pisało "Dziękujemy Polsce". To cieszy... odnosi na duchu gdy jestem zmęczona i czasami się czegoś nie chce. A do wszystkiego trzeba cierpliwości i czasu. Niedawno ktoś powiedział, że jakby desowietyzacja odbyła się w latach 90-tych to i ludzie obecnie myśleliby inaczej. Trzeba im umieć wybaczyć, że są sobą i mieć świętą cierpliwość do syzyfowej pracy. 

***
A tu ciut więcej po ukraińsku, jeśli ktoś czyta: link.

Sunday, October 25, 2015

Konflikt.

Jest sobota wieczór. Znajomy zapytał się, czy jego żonie, obserwatorowi wyborów samorządowych na Ukrainie z ramienia OBWE, coś grozi.

Nie. - spontanicznie odpowiedziałam. - Po za tym coś będzie wiadomo dopiero jutro.

No tak. - słyszę. A właściwie czytam na FB.

-Proszę być dobrej myśli - dodaję. - Chersoń to nie Mariupol, tam sytuacja nieco jak w Nepalu po wojnie domowej.

Naszła mnie taka refleksja. A właściwie podziw i niech to będzie patetyczne bo ci ludzie zasługują na każdy możliwy patos.

Znałam kiedyś i właściwie nadal znam, algierskiego generała, autora porozumień pokojowych po wojnie domowej w Algierii z początku lat 90-tych. I owszem, przez tą całą arabską wiosnę obecnie znowu nie jest tam spokojnie, ale te rozmowy, efektywnie wdrożone w życie, kupiły Algierii zgoła 20 lat spokoju, a na kontynencie afrykańskim to nie do pogardzenia.

Czy nazywam konflikt w Donbasie wojną domową? Pomimo ignorowanego przez większość analityków potencjału separatyzmu, raczej nie. Bo co to za wojna domowa, gdy wpuszczasz na swoje terytorium "ochotników" zza granicy, którzy zostali wyrekrutowani w innym państwie właśnie po to, by walczyć w Donbasie. Na ile znaleźli się tam z własnej woli, a na ile w wyniku przymusu, różnie bywa. Ale rozkazu faktycznie ciężko odmówić.

Wracając, ilekroć sobie pomyślę o wszystkich wojnach domowych i międzynarodowych po których udało się przywrócić ludziom pokój i nadzieję, i dać sobie radę z ich odruchami zemsty, szanuję ludzi, którzy do tego doprowadzili.

Trudno jest usiąść z wrogiem do stołu, tym trudniej jeśli wiesz, że to kanalia. Wiesz a mimo to musisz z nim coś wynegocjować, dla dobra następnych pokoleń i modlić się, że Cię do wiatru nie wystawi.

Być może strony w Algierii miały więcej honoru, a być może więzi rodzinnych, albo biznesowych a może generał B. wiedział po prostu z jakimi kluczowymi graczami ma prowadzić rozmowy. Jedno jest pewne, dziś jego życie jest zagrożone, jako generała świeckiej armii dążącego do rozwoju państwa i cierpliwie ucierającego Algierii ścieżki w kwaterze głównej Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Niech go Bóg strzeże.

Niech światu daje więcej ludzi, którzy potrafią usiąść do rozmowy z wrogiem i podłożyć podmurówkę pod porozumienie pokojowe, choćby nerwy były napięte jak postronki, a krew się w środku gotowała.

Friday, October 23, 2015

O tożsamościach


Stare, ale jare. Piosenka, którą rozumie zapewne dogłębnie każdy rdzenny mieszkaniec Warszawy. No właśnie, co to znaczy rdzenny? Czy osoba z innego miasta na pewno nie zrozumie tego, co ma się przed oczami myśląc "zielony Żoliborz, pieprzony Żoliborz"?

Powiedział mi kiedyś kolega, że trudno jest się poczuć Warszawiakiem, to nie jest miasto otwarte, z tego prostego powodu, że jest bardzo stare. Siłą rzeczy miejscowi lubią się odwoływać jeszcze do dziewiętnastowiecznych tradycji rzemieślniczych czy handlowych, bo ten miał gdzieś kamienicę, a czyiś praprapradziadek gdzie indziej aptekę. Już nie mówiąc o Dwudziestoleciu zapominając, że wtedy też to było miasto wielkiej imigracji.

Ale czy to tylko Warszawa? Oj, nie tylko. Jest wiele miast, gdzie mocno dadzą Ci odczuć, że jesteś nie swój, i skądeś się w ogóle wziął.

To działa w dwójnasób za granicą, gdzie nieomal w każdej społeczności polskich ekspatów liczy się nie tylko to, kto skąd pochodzi, ale również to z jakiej części miasta. A jak się okazuje, że w kraju pochodzenia czyjeś mieszkania nieomal balkonami się stykały, to już w ogóle, och, ach, zachwyt, buzi buzi i wybuch emocji jakby na widok długo nie widzianej kuzynki, która właśnie wróciła z wyprawy na księżyc.

Przyznam, że trudno jest załapać lokalny klimat jakiegoś miasta. Zrozumieć atmosferę poszczególnych dzielnic, symbole czy tradycje dajmy na to Starego Żoliborza czy Powiśla albo Starej Pragi. Warszawa jest we mnie, gdy na 1 sierpnia wyją syreny (zwłaszcza, gdy nie mają "awarii"), jest, gdy spaceruję po starych fortach i gdy siedzę nad Wisłą patrząc na wodę.
Chcę jednak by miasto było gościnne, by przeciętny "newbie" stanął o 17:00 na Rotundzie na 60 sekund baczność i poczuł, że to też jest jego historia. Że ona wciąga, toksycznie, uwodząco podstępnie aż do momentu, gdy przechodzi wewnątrz i się już po prostu wszystko rozumie...

Bo tak.

Zamiast pysznić się, skąd to nie jesteśmy, pomóżmy innym zrozumieć to, z czego jesteśmy tak dumni. Dajmy im szansę poczuć się "u siebie".

Pewnego dnia być może przeprowadzę się na drugi koniec Polski, albo On do mnie. Być może nauczymy się wzajemnie swoich przestrzeni i rzeczy ważnych. Oby każdy tak potrafił.

Wednesday, October 21, 2015

Co w sądach piszczy

Dopiero co dowiedziałam się, że Rząd podtrzymał projekt RPR - nabrania na nowo wszystkich sędziów. To oczywiście w ramach rywalizacji Rządu z Prezydentem (aby nie było), ale dobrze jak takie rykoszety wojny politycznej dzieją się w słusznej sprawie. 
Do nabrania na nowo wszystkich sędziów potrzebny jeszcze konkretny silnik i metodologia, ale to akurat można "zmałpowaty, wkluczyty i żyty jak ljudy" z nikąd indziej jak z Holandii, gdzie procedura nabrania sędziego do pracy ma 1. wieloaspektowy i wieloetapowy algorytm oceniający również predyspozycje charakteru i osobowości, 2. w komisji podejmującej decyzje zasiadają nie tylko sędziowie. I owszem przypuszczalnie wiele spraw się zawiesi na czas wprowadzania takich zmian (jeśli Wenecjanka wypowie się chociaż neutralnie o rywalizujących ze sobą projektach), ale dzięki wymianie korpusu z zachowaniem szans dla części starych kadr (bo przecież nie każdy to łajdak) wszystkie sprawy po wstrzymaniu na jakiś czas mogą jak najbardziej ruszyć z kopyta. Nie kijem go, to pałką. Gratulacje i radość jest, że się razem coś robi smile emoticon nawet jak to tylko niewielka cegiełka czasami.

Przypomnę, że główna linia sporu wokół reformy sądownictwa toczy się pomiędzy Administracją Prezydenta a ściślej będącym zaufanym prezydenta Oleksijem Filatowem, który kieruje pracami Komisji Konstytucyjnej w temacie reformy sądownictwa, a zgromadzeniem think tanków i organizacji społecznych Reanimacyjnego Pakietu Reform (RPR), którego pomysły wspiera wice-marszałek Rady Najwyższej Oksana Syroid
Pierwsza runda rozegrała się w kontekście nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych, gdzie Filatow miał swoje pomysły na odpowiedzialność dyscyplinarną i mianowanie oraz odwoływanie sędziów, a RPR swoje. Historia ta zakończyła się zarejestrowaniem w Radzie dwóch konkurencyjnych ustaw, i uzgadnianiem wspólnej wersji - z szerokim uczestnictwem ekspertów z zewnątrz, żeby nie było. 
Druga runda - to walka o reformę kadrową w sądownictwie ukraińskim. Walka, którą wspieram w pełni z kolegami z RPR - bo tylko pełne zwolnienie i nabranie od nowa wszystkich sędziów wg. reguł opisanych wyżej - daje jakieś nadzieje na rozbicie korupcyjnych układów.

Przypomnę, że w Odessie 4 lata siedzi polski obywatel w SIZO (areszcie śledczym) i czeka aż sąd wyda jakiś, oby sprawiedliwy wyrok. Tymczasem sąd ma nadzieję przetrzymać człowieka w areszcie, bo może - w domyśle - wykończy się sam i wyrokować nie trzeba będzie. 
Ujął się za nim i pomógł ogromnym osobistym zaangażowaniem poseł Rusłan Sidorowicz, za co w tym miejscu mu ogromne dzięki. 
Tyle na dzisiaj, post trochę zawodowy, a trochę prywatny, w sumie jak one wszystkie.
****
Update. Wczoraj -  23.10.2015. koledzy wrócili z Wenecji. Klasyczna szkoła prawniczej filozofii zwyciężyła o tyle, o ile Wenecjanka powiedziała jasno: wszystkich na raz nie da rady zwolnić, trzeba znaleźć mechanizm zabezpieczający nieprzerwane funkcjonowanie systemu sądownictwa. Ale przy reorganizacji danego sądu jest ok zwolnić wszystkich i oczekiwać, że spełnią kryteria naboru według nowych reguł lub odejdą, po prostu. Przy czym jest ileś szans przeprowadzenia takiej reformy strukturalnej w związku z reformą decentralizacyjną chociażby, czy też likwidacją tzw. sądów specjalizowanych.

Obydwie strony na ringu obecnie interpretują wnioski Komisji Weneckiej wg. swojego widzenia świata. Komisja faktycznie wyraziła pogląd, że jedynie constitutional discontinuity dozwala na zwolnienie wszystkich sędziów. Przy czym pozostawia się pole do interpretacji, czym jest owo constitutional discontinuity bo w różnych wypadkach może być rozumiane trochę inaczej.

c.d.n. 

Monday, October 19, 2015

Ciepła woda w kranie

Najprostszą odpowiedzią na to, czym jest sowieckie myślenie, jest brzydota i brak marzeń.

To moja odpowiedź na słowa jakiegoś "inteligenta" na quora, który nazywa konflikt w Donbasie Civil War. Nie wytrzymałam wtedy i się pytam: "and there were no green little men who bought the arms in the shop around the corner?" i słyszę: "yes, but they left" a potem ja, że sorry, inspirowanego rozruchu nie można nazywać wojną domową.

Na to pada sakramentalne: "Ale tam obydwie strony są inspirowane. Zamach stanu w Kijowie zrobiła UE". Nie przechodzi przez głowę nikomu, że to, czego się tutaj nie udało zabić w ludziach, to marzeń. Marzeń o prostych drogach, czystych parkach i chodnikach, wyższych emeryturach i zarobkach mniej rozwarstwionych. A nawet o czystych lasach i jeziorach i parkach narodowych, które są parkami.

Kraje, które nigdy nie weszły w granice Związku Radzieckiego, nawet należąc do komunistycznego bloku państw, ocaliły w ogromnej mierze, pomimo czystek i strat, kapitał społeczny, spuściznę kulturalną i przyrodniczą.

Tymczasem świat postsowiecki to uśmiechnięta pasywność. Pełna dziur szarzyzna w której widać ślady tego co było kiedyś, i to wszystko dopiero teraz się mozolnie odbudowuje poszukując własnej odrębnej tożsamości.

Za każdy przejaw uczciwości w zarządzaniu, za sprawiedliwość i postawę prospołeczną dostawało się w robotniczym raju kulę w łeb. To co było ładne i estetyczne nagminnie niszczono, chociaż niszczenie czegoś lepszego niż sami mamy to akurat cecha ogólnoludzka. Aczkolwiek w tych warunkach doprowadzona do perfekcji.

Gnieceni dziesięcioleciami ludzie dodatkową porcję prania mózgu dostawali od cerkwi. W pewnym momencie kościół prawosławny patriarchatu moskiewskiego przestano prześladować, i chyba on też się wewnętrznie skurwił i zapomniał o czymkolwiek innym jak tylko o mówieniu wiernym, że wszystko czego doświadczają zsyła im Bóg i tak ma być, kropka.

Ta swoista mieszanka sowieckiego knuta i metafizycznej pasywności spowodowała, że bardzo długo przeciętny obywatel w przestrzeni postsowieckiej cieszył się, gdy miał zimą ciepłą wodę w kranie a kaloryfery grzały.

Tym bardziej trzeba docenić społeczeństwo ukraińskie. Nie jest łatwo będąc otoczonym brzydotą nieremontowanych blokowisk i sowieckimi symbolami na każdym rogu, mieć marzenia. Nie jest łatwo czegoś chcieć, żądać i wymagać, za coś się zjednoczyć. Czegoś wspólnie chcieć.

O ile muszą się jeszcze uczyć synchronizacji działań, walki z korupcją, zarządzania i ergonomii, to mają marzenia i chcą je spełnić. Co prawda przecieram oczy ze zdumienia, gdy słyszę, że ich dziwi brak spełnienia postulatów Euromajdanu w 1 rok. Skąd po 25 latach nieudanej transformacji takie ambicje? Z marzeń, właśnie.

Efekty tego, co się obecnie dzieje, będzie widać za jakieś 5 - 10 lat. Naboru do nowej policji i prokuratury, naboru nowych kadr do urzędów państwowych, oczyszczenia przestrzeni ulicznej z postsowieckiej przygnębiającej symboliki. Czy wystarczy im cierpliwości? Czy im nikt nie zorganizuje inspirowanej z Moskwy nowej rewolucji pod hasłem niższych opłat?

Nie wiadomo. Natomiast na pewno muszą pracować nad informowaniem społeczeństwa o osiągnięciach, ale i o porażkach. Raz na jakiś czas wystąpić w telewizji i powiedzieć: to i to  wychodzi nam dobrze, to i to jest do dupy, tutaj oligarchowie nie odpuszczają, w tym sektorze bez Waszego wsparcia nam nie wyjdzie etc.

Pisanie w mediach, że wszystko jest tylko i wyłącznie permanentnie źle i będzie jeszcze gorzej, odbiera nadzieję. A ludzie, którzy nie mają nadziei, nie stanowią żadnego kapitału społecznego.

Pani, która upiera się, że UE " sponsorowała przewrót w Kijowie" ku rozwadze. A jakie marzenia i jaką obietnicę ma dla Ukrainy Moskwa? Wysokich zarobków? Czystych dróg, parków, lasów? Uczciwych urzędników? Swobód obywatelskich?

Czy ciepłej wody w kranie w środku wiecznie żywego trupa imperium, którego arterie pulsują na Łubiance...

Saturday, October 17, 2015

Krew zawsze jest czerwona

Kiedyś razem z koleżanką nakręciłyśmy film. Jak się okazało proroczy i dobrze diagnozujący to, co się obecnie dzieje i stan myślenia polskiego społeczeństwa o przybyszach.

W naszym filmie wypowiadają się sami przybysze. Ostrzegam, jest kiepski, nie miałyśmy światła, ani dobrego kierunkowego mikrofonu z futerkiem tak aby wyciszyć odgłosy tła.

Koleżanka zrobiła, co tylko mogła, z dźwiękiem. Ja montowałam. Obejrzyjcie i nie zabijcie:



Ciekawe, czy rzuci się Wam w oczy myśl przewodnia. Tytuł, to cytat z koleżanki, niby truizm. Ale nie on jest tutaj głównym haczykiem. 

A tutaj z kolei wyimek z dzisiejszej bodajże Wyboeczej: 

"Sytuacja zmieniła się diametralnie w chwili, gdy pojawił się "problem z uchodźcami". W ciągu miesiąca mój mąż został napadnięty trzy razy. Wciąż słyszymy wyzwiska i groźby. Ostatnio zostałam opluta. Teraz boimy się wychodzić z domu. Dzwonimy do siebie co godzinę, żeby upewnić się, czy wszystko u nas OK.

Ale tak się żyć nie da. Ci ludzie zwariowali... Wciągają się w jakiś wir nienawiści. Krzyczą, że nie chcą "arabskiej dziczy", a sami zachowują się dużo gorzej. Ja studiuję, ale wygląda na to, że będziemy musieli zostawić wszystko i uciekać."

Tyle wynurzenia Polki mieszkającej we Wrocławiu. To właśnie jest to, czego się obawiałam, że niekontrolowany napływ osób z Bliskiego Wschodu spowoduje wyładowanie lęków na ludziach do tej pory żyjących spokojnie obok nas. 

Czy to oznacza, że należy przyjąć wszystkich na ślepo bez sprawdzania kim są? Nie, bo nie może być tak, że Europa będzie karmiła mafijne interesy na Biskim Wschodzie. 

Ale uważajmy co robimy i myślimy. Nie pozwólmy by leki wyładowywały nasze frustracje na ludziach do tej pory żyjących obok nas. 

A film? No cóż, z niego bardzo dobrze wynika kto konkretnie i jakie doświadczenia z Polakami ma. 


Fan Page na FB

Informuję uprzejmie, że mój blog dorobił się FB strony :)  Wszystkich fejsowiczów serdecznie zapraszam :)

Friday, October 16, 2015

Ogłoszenie

Jeśli ktoś ma znajomych z Połtawy i okolic, serdecznie zapraszam:
Seminarium o oczyszczeniu władzy na Ukrainie.

Wydarzenie odbędzie się w języku ukraińskim.

Thursday, October 15, 2015

Ukraina w RB ONZ

Czyli parę słów o tym, jak bardzo się mylimy, a przynajmniej niektórzy.

Ukraina bez konkurencji na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa. Udało się, było tyle głosów ile trzeba.

W kwestiach ukraińskich dominującym tonem jest ten, że Ukraina już nikogo nie obchodzi, że temat się kończy, że Merkel na pewno od dawna dogadana z Putinem etc.

No, nie takie to wszystko proste. Jak na państwo z do tej pory niespotykanym asymetrycznym konfliktem zbrojnym, Ukraina na salonach dyplomatycznych bardzo sobie radzi. I to pomimo bufonowatego ambasadora (już zakończył kadencję) w Brukseli.

Kraj ten kilka rzeczy sobie bardzo jasno określił i z bardzo dużą precyzją je realizuje.

Jedna z tych rzeczy, to podbijanie stawek przedefiniowania prawa międzynarodowego i zmiany sposobu przyjmowania decyzji przez pewne organy, a drugie jednoczenie i wykorzystywanie diaspory do realizacji swoich interesów.

Tych celi jest jeszcze kilka, ale akurat te dwa bardzo dobrze wychodzą. Doprawdy w wołaniu o swoje, Ukraina wcale nie jest ospała, a w każdym bądź razie energiczniejsza niż niejedno państwo w takiej sytuacji.

Co zatem jest mitem, zapyta ktoś?

Mitem jest uważanie tego kraju za kraj słaby, niezręczny dyplomatycznie, niezgrabny na salonach, bez kontaktów. Nic z tych rzeczy.

Co nie znaczy, że to kraj samodzielny albo bodaj jakieś mocarstwo. To po prostu ambitne państwo z jajami i marzeniem, aby kiedyś u nich było jak w Polsce.

Wednesday, October 14, 2015

Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że wezmę udział w takiej akcji.



Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że wezmę udział w takiej akcji. Dlaczego? Bo nie kocham uproszczeń, taniej karykatury i kopania w korzenie na których się siedzi, a pismo Charlie Hebdo to nie było nic innego, jak nieco takiej karykatury, kiepskich pensjonarskich analiz i promocji labilności.

Ale ja nie o tym. Atak na Charlie Hebdo zapoczątkował ten flash mob, z którego idei moja firma postanowiła teraz skorzystać w słusznej sprawie. 

O co chodzi? A o to, że mojemu, i nie tylko dobremu znajomemu kibole i naziole grożą śmiercią w biały dzień. Posuwają się do upubliczniania adresu prywatnego, gróźb ataków, presji psychicznej itd. 

Niedawny atak na siedzibę Centrum UŚ w Warszawie był przedsmakiem tego, co takie osoby moga zacząć robić. I to wobec kogo? Imigrantów z Ukrainy, tożsamych kulturowo, miłych pracowitych i porządnych w większości ludzi. 

Obecnie każdy kto przeciwdziała inspirowanej z Moskwy fali nienawiści wobec nich, jest poddawany presji ze strony skrajnych agresywnych środowisk ( z lewa i z prawa, żeby nie było). 

Dziś w internecie, jutro w prawdziwym życiu. Dlatego o tym piszę. I dlatego Je suis Marcin Rey. 

***
Między Polską a Ukrainą są i owszem nieprzegadane sprawy. Ale niech o tym dyskutują historycy. I owszem, uważam, że wiele z tych rzeczy wynika z kompleksów, niezasłużonego poczucia niższości i potrzeby udowadniania czegoś, chociaż nikt tego nie oczekuje ani nie wymaga, ale to naprawdę są sprawy dla historyków i antropologów kultury, a nie dla sorry, powiem głośno - gawiedzi i hołoty.
I to wcale nie oznacza, że coś trzeba zamilczać. 

Tuesday, October 13, 2015

Matematyka czyli o tym, jak nie uczyć

Poczytajcie mili Państwo rady jakiegoś anonimowego asystenta tłumaczące, czemu 1 nie jest liczbą pierwszą.

To oczywiste. Bo jest definicja.
No bo.
Bo tak.


i

kropka.

I spadliśmy intelektualnie jeszcze niżej.

Ja "nieuk" Panu profesorowi mówię tak:
A dlaczego? Wyjaśnił to Pan? A skąd sie wzięła definicja? Dlaczego tak się umówiono i kiedy?
A 1 dzieli się przez 1 i przez siebie właśnie, więc o co cho.

A gdybyś Pan tak powiedział: Chociaż logiczne jest, że 1 powinna być liczbą pierwszą to z takich a nie innych przyczyn umówiono się, że nie jest, dlatego. że...

Na przyszłość zmień Waść język, jakim się do studentów zwracasz. Tak i owszem, to jest kupa nieuków. Ale dopiero co wyszli z intelektualnego obozu koncentracyjnego i na studiach mogą się naprawdę rozwinąć, pod warunkiem, że nie natrafią na takich głąbów.

Monday, October 12, 2015

Awans

Tak, zauważyłam. To chyba było wczoraj. Bardzo się cieszę z awansu do ME 2016 w piłce nożnej, serio. Tylko jestem teraz tak zajęta, że mnie to kompletnie ominęło.

Jedyne co zarejestrowałam, to fakt, że mój brat poszedł na jakiś mecz. A mało to meczy?

Oj źle ze mną, naprawdę źle.

Monday, October 5, 2015

Wieża Babel

Kiedy wpychasz wręcz siłą śniadanie we współtowarzyszkę podróży, która nie ma z sobą nic kompletnie... emerytury 1140 UAH wszystkiego i chociaż tyle, że dzieci urządziły się za granicą. I tak nie chce być nikomu ciężarem i chce sobie sama radzić. No a co mi się stanie jak oddam komuś połowę rogalików i kanapek. Trochę presji psychologicznej trzeba było użyć, ale się udało. Zawsze zrozumiem każde zjawisko handlu na mrówkę póki tak będzie... przy okazji człowiek nasłuchał się rozmaitych historii rodzinnych i historycznych i o tym i o tamtym. Pani etniczna Rosjanka, osiedliła się na Ukrainie w latach 80-tych. Rodzina teraz podzielona o politykę Putina. Polscy "FB analitycy" podnoszą, że język ma znaczenie i, że co to w ogóle ma znaczyć, że ktos żyje na Ukrainie a rozmawia surżykiem z większą naleciałością rosyjskiego. Po dziesięcioleciach w strukturze ZSRR nie takie rzeczy mogą się zdarzyć. A pani na koniec powiedziała tak: aby tylko pokój był. Ja nie rozumiem tych ludzi (separatystów -A.P.) jak im nie pasuje Ukraina niech pakują walizkę i do Rosji wyjeżdżają, skoro czują tam lojalność. A tak sąsiad sąsiada aby ubijał? I to wszystko rosyjskim z akcentem z południowej Ukrainy.