Tuesday, September 29, 2015

Reformy, ciut refleksji

Wpadła mi dzisiaj do skrzynki gazetka jednej z partii kandydujących w lokalnych wyborach rozpisanych na październik.

Ruch za Reformy wzywa do kompleksowych zmian w zarządzaniu miastem i w sumie w swoich pomysłach ma rację. Jasno pokazuje gdzie i ile można szukać w wyniku jakich ruchów oszczędności i w co je zainwestować. Dobrze diagnozują bolączki mieszkańców Kijowa. Btw. powiedziano mi, że jak mam tu propiskę, to podobno mam prawo w tych wyborach brać udział. Nie sądzę, ale sprawdzę.

Przedwczoraj ambasador USA srogo wyraził się o ukraińskiej reformie prokuratury. Twierdząc, że żadnej walki z korupcją tu nie będzie, bo w samej Prokuraturze Generalnej blokuje się zmiany. Więcej tutaj.

Tymczasem nasz donor zrobił bardzo solidne badania społeczne dotyczące percepcji reform przez społeczeństwo na ogromnej próbie 2000 osób reprezentatywnych dla całej Ukrainy.

Z tych badań wynika, że społeczeństwo popiera weryfikację kadrową i lustrację, sprzyja pełnej wymianie korpusu sędziowskiego, ale co najważniejsze - że jeszcze ma nadzieję. Jeszcze wierzy w zmiany.

Jak długo będzie ten wiatr wiał? Nie wiadomo, tutaj myśli są różne. Jedni mówią, że miesiąc miodowy już się skończył, drudzy, że nic nie ma sensu bo i tak się grupa interesu z grupą interesu umawia i wszystko już ustalili.

Moim zdaniem jeśli po wyborach samorządowych ludzie zobaczą zmianę na lepsze to zmieni się psychika całego społeczeństwa. To właśnie te wybory są kluczowe dla zmiany myślenia o sobie, państwie, tym co mnie otacza. Tylko jeśli Skarb Państwa nie da w porę stempla pod przelewem, albo podpisu pod bumażką to lokalny burmistrz nie wybuduje stadionu. A wszyscy rozmawiający o reformie samorządowej jakoś przycichli o tzw. derżkaznaczejstwie (czyli właśnie Urzędzie Skarbu). Nie wiem czy jest coś o tym w przygotowywanych projektach ustaw.

W co Ukraińcy kompletnie nie wierzą? W sędziów. Tylko 5% społeczeństwa ma jakiekolwiek zaufanie do wymiaru sądownictwa i wzywa do pełnej wymiany sędziowskich kadr.

Biorąc pod uwagę np. sprawę Orłowa, mają rację.

Czy ja sama mam nadzieję? Mam, chyba większą niż niejeden mój sąsiad tutaj. Moi przygnieceni walką o przetrwanie sąsiedzi mało wierzą w zmiany.

Mam tez większą nadzieję niż niejeden polski intelektualista - specjalista od Wschodu uważający, że łapówki i alkohol to endemiczna codzienność. Wcale tak nie jest.

Są problemy, ale są też i ludzie jeżdżący na rowerach, biegający po parkach, chodzący po górach, otwierający interesy, i angażujący się w inicjatywy społeczne. Ludzie dumni i waleczni, z innej, bardzo niepokornej gliny, w niczym nie przypominający znajomych mi sąsiadów zza rosyjskiej granicy (bez urazy przyjaciele, uogólniam).

Ukraina nie zginie, dopóki kozacka rogata dusza grzeje od środka.

O, a tutaj link do publikacji FAIR Justice Project/GfK Ukraine.

Monday, September 28, 2015

Długi cień Bruno Schultza

Iwano-frankiwsk wczoraj. Chodzę po mieście zabijając czas w oczekiwaniu na pociąg. Wchodzę przez otwartą bramę do jakiś nieco zrujnowanych zabudowań na dziedzińcu których odbywa się ni-to koncert, ni-to festyn. 
- Kolys tudy byly krugle dveri i schody z obu bokiv. - podsłuchuję dwie kobiety przechodzące pod ścianami. Skoro zorientowane, to pytam: 
- A vony hochyat tse vidnovlyaty? Hochaby ciut ciut? - pytam przypadkowe towarzyszki. 
- O, a Pani z Polski?!!!! - aż krzyk się podnosi u starszej pani w czapeczce. - To Pałac Potockich proszę, pani a w zasadzie to co z niego zostało. 11 lat tu był śmietnik i tylko 2 tygodnie jak miasto to posprzątało i otworzyło. Straszny żal po tym wszystkim, ale co zrobić? Ja sama z Drohobycza, moja rodzina tam bardzo dawno i ja polski znam, nauczycielką jestem. Moja rodzina żyła w żydowskiej części miasta, ale tam wszystkie kultury były, ale polska...ona jakaś taka bardziej artystyczna i bardziej literacka była. Moi rodzice nas uczyli polskiego to znaliśmy historię... - moją rozmówczynię chwyta w tym momencie to coś w gardle i łamie się jej głos. 

Ja sama nie wiem co powiedzieć... spotykam się z życzliwością i sympatią na każdym kroku, ale z takim 
sentymentem bardzo, ale to bardzo rzadko.

Opowiedziałam co nieco o sobie. Moje nowe znajome opowiedziały historię pałacu - 200 lat frontów powstań i wojen i ponad 200 lat tam był ciągle jakiś wojskowy szpital. Ojciec sąsiadki pani w kapeluszu (po mojej drugiej ręce) był też wojskowym lekarzem - w czasach radzieckich - i doczekał się zamknięcia szpitala i przeistoczenia się pałacu w jeszcze większą ruinę. 
- Czy będą odnawiać? Nie wiemy. - znajome wracają do tematu. - Daj Boże, bo wszystko niszczą, nawet to co w lepszym stanie się zachowało. To wszystko kwestia pieniędzy. A może Polska coś da? - pada głos nadziei.

Thursday, September 24, 2015

Jak się Syria ma do Ukrainy

Czyli znowu ciut monotematycznie.

Syria do Ukrainy się ma i to dużo, z tego prostego powodu, że zachodnim politykiem rządzi wyborca głosujący co 4 lata. Ten wyborca ma preferencje i lęki kształtowane przez otaczające go media a media z kolei dają papkę serwowaną z natłoku codziennych newsów.

Do tego przeciętny zachodni wyborca mało wie o Europie na zachód od Łaby i Odry i dodam - nie chce się dowiadywać. To moje doświadczenie z licznych przyjaźni ze studentami dobrych uczelni zachodnich krajów. Jeśli oni - elita - są słabo zainteresowani, to co powiedzieć o przeciętnym obywatelu?

W sumie nie przypuszczam, by nagła natężona fala uciekinierów z teatru wojny w Syrii była koniecznie organizowana przez służby specjalne. Trudno mi znaleźć w głowie jakiś jeden przełomowy czynnik i moment, kiedy to się natężyło i z jakiego powodu.

Wydaje mi się, że Putin nie tyle demonicznie zorganizował masowy przemyt ludzi, ale korzysta z sytuacji. Ostatnie ruchy w pobliżu naszych granic świadczą o tym, że jest zainteresowany również Białorusią gdyż bez zgody Łukaszenki rozmieszcza tam lotnicze bazy wojskowe.

A zatem powstał pomysł na deal. Deal podobny do tego, jaki panował po 11/9 co do operacji antyterrorystycznej w Afganistanie i Pakistanie. Putin spacyfikuje ISIS a w zamian poprosi o co? No właśnie o odchrzanienie się od jego strefy wpływów.

Do tego dochodzi cyniczna stara Europa, która nie umie rozwiązać problemu swoich gett etnicznych i w obliczu jego potencjalnej intensyfikacji chce ten problem przerzucić na inne państwa, które pozbawione takich wyzwań, chociaż nadal biedne i z tyłu, to jednak zintegrowane społecznie spokojnie się rozwijają.

Stara Europa w imię "solidarności" próbuje krytykować państwa graniczne za próby przestrzegania prawa strefy Schengen. Pobranie odcisków palców i rejestracja to procedura jaką przechodzi dziesiątki tysięcy Ukraińców, których Polska przygarnia okazując im solidarność, a oni owszem chcą poprawić sobie byt, ale przecież rozwoju konfliktu na wschodzie również się boją. jest ich w Polsce teraz około pół miliona. Tymczasem pomoc akurat tym osobom argumentem nie jest...

Nie chodzi tu o to, by nie okazać solidarności z uchodźcami, ale by nie robić tego pod przymusem. A złość należy skierować na bezczelny dyktat starej i bezwolnej biurokratycznej UE a nie na biedaków uciekających przed biedą i chaosem.

Aha, miało być o Ukrainie. Sprawa Ukrainy stanie się przedmiotem targów. ISIS to priorytet, jeśli chodzi o zagrożenia dla USA, i jeśli Putin zaoferuje zdławienie Państwa Islamskiego - dostanie od Zachodu co tylko będzie chciał. Od Zachodu, który dysponuje ledwie kilkoma analitykami rzeczywiście orientującymi się w kartach rozdawanych w naszej części świata i znającymi w ogóle język rosyjski.




Saturday, September 19, 2015

Półtora roku po Majdanie

Często jestem pytana jak oceniam przemiany zachodzące na Ukrainie w ciągu ostatniego czasu. Saakashvili ostatnio powiedział, że rząd na Ukrainie istnieje, ale w podwójnej postaci: jeden formalny w Kijowie a drugi nieformalny w osobie oligarchów.

To wszystko nie jest jednak takie proste. Spróbuję tutaj po kolei wymienić najistotniejsze problemy Ukrainy, dotykające przeciętnego człowieka, które w ciągu tych prawie dwóch lat zdołałam zauważyć.

1. Sprzeczne interpretacje tych samych regulacji przez różne instytucje. Przedsiębiorca potrzebuje załatwić np. pozwolenie na wywóz używanego motoru za granicę. W tym celu musi pójść do kilku urzędów, opłacić pewne podatki i dostać na dokumentach wywozowych kilka pieczątek. Zdarza się jednak, że a to pieczątka jest nie taka jak trzeba, a to blank inny niż powinien i załatwianie takich rzeczy trwa i trwa.

2. Życie codzienne: dziury w jezdniach i chodnikach, nie sypanie ani solą ani piaskiem na zimę chodników dla pieszych, tony walających się po trawnikach i ulicach śmieci, brak logicznych i zsynchronizowanych planów robót remontowych. Nieuprzejmość urzędników na każdym nieomal kroku, w tym do osób słabszych i chorych, szczególnie narażonych na wykluczenie społeczne.

3. Poziom usług: firma budowlano - remontowa jako standard zostawia roboty na wpół rozgrzebane, częściowo robi, co chce, nie spełniając próśb i poleceń zleceniodawcy i nie wynosi po sobie śmieci dalej niż na klatkę schodową. Za wyniesienie śmieci, prawidłową wykończeniówkę i jakikolwiek poziom usługi żąda się znacznie wyższych opłat zamiast ustawić od razu ceny tak, aby nie traktować klienta jak petenta. O ile na Zachodniej Ukrainie po otwarciu granic i uregulowaniu kilku spraw na poziomie ustawowym ( jak np. obowiązkowa termomodernizacja budynków) być może polskie ekipy z pogranicza będą konkurować o zlecenia, to w Kijowie tego typu usługi nie mają jakiejkolwiek konkurencji - stąd też i nastawienie wobec klienta.

4. Usługi komunalne: dopiero w tym roku zaczęto wywieszać karty z informacjami, jak długo będzie wyłączona ciepła woda, i dotrzymuje się terminów. Tzw. przeglądanie infrastruktury zajmuje średnio 2 tygodnie. Nie wiadomo, czym to jest spowodowane, gdyż dostawca Kyiv Energo to firma prywatna i mogłaby zainwestować w lepszą infrastrukturę (chyba, że nie jest jej właścicielem tylko właścicielem jest miasto a to zmienia postać rzeczy).

Na klatce schodowej sprzątanie odbywa się raz na miesiąc na parterze i od czasu do czasu, raz na kilka miesięcy myta jest winda. Na piętrach mają sprzątać mieszkańcy mimo, że to nie ich własność. Nikt też nie poczuwa się do remontu klatek schodowych. Z większych spółdzielni powydzielały się małe wspólnoty mieszkaniowe nie mające siły finansowej na zrobienie potrzebnych remontów. Do tego pracownice ŻEK-ów często wyprowadzają pieniądze na lewo. Prywatyzacja ŻEK-ów może i rozwiąże ten problem, ale pozostają wieloletnie przyzwyczajenia, które bardzo trudno jest wykorzenić. Pisząc to patrzę się na drewniane stare balkonowe drzwi, których robotnicy nie wynieśli na śmietnik, i które do tej pory stoją na moim piętrze.

To wszystko niby są drobnostki, ale strasznie upierdliwe. W Kijowie co prawda ostatnio widać poprawę, sporo się remontuje i robi, tylko chyba bez jakiejś wyraźnej logiki temu towarzyszącej.

5. Służba zdrowia i drogówka. Konstytucyjnie niby darmowa służba zdrowia a w szpitalu nawet klisze do RTG trzeba samemu kupić. Kiepskie zarobki powodują korupcję i zwyczaj tzw. wziątki, ale również utratę tego czegoś, tej iskry powodującej, że lekarzowi się ufa po prostu. Ufa mu się nie gdy jest sfrustrowany bo marzy o willi z basenem a ma kawalerkę, tylko gdy lubi swoją pracę a dostaje za nią godną zapłatę na tyle aby niskie zarobki i upodlenie nie zmieniły go znowuż w skrajnego materialistę myślącego tylko o jednym.

Czemu o tym piszę? Jedna z Fundacji organizuje szkolenia dla pielęgniarek, ratowników i lekarzy z Ukrainy w Polsce. W rozmowie ani razu nie padło nic co by świadczyło, że ich coś interesuje, że np. szczególnie zainteresowani są rozwojem kolonoskopii, że marzą o operacjach neonatologicznych, no po prostu nic świadczącego o tym, że jest w nich to coś właśnie, ta jakaś pasja. Ciągle padały w rozmowie niewyobrażalne sumy, o tym jak to niby pielęgniarka w szpitali Św. Zofii bierze 800 Euro za dyżur i że to super, i że tak ma być. Jest to po pierwsze nieprawda, bo owa pielęgniarka bierze 100 złotych a w Euro w Polsce nikt nie zarabia (jeszcze). Jaki z tego wniosek? Bieda w zawodach wymagających szczególnego poświęcenia i powołania demoralizuje. Demoralizuje tak samo jak i nadmierne bogactwo wypacza charakter.

Ta demoralizacja jest również widoczna na przykładzie policji drogowej, zmory wszelkich państw postsowieckich, Ukrainy nie wyłączając.

Wyżej wymienione problemy realnie dotykają ukraińskiego Kowalskiego. Czy jest on zły, że sam ma gówno, a oligarcha bardzo dużo? No owszem jest. Ale jeżeli będzie się społeczeństwu jeżdżącemu dziurawymi drogami, zarabiającemu grosze, łamiącymi sobie nogi na garbatych chodnikach, i żyjącemu w śmierdzącym bloku mówić o reformie konstytucyjnej czy sądownictwa to ono się tym po prostu zmęczy pewnego dnia.

Do czego zmierzam? Do istoty komunikacji. Jest jedna rzecz, którą robi Prezydent Polski Andrzej Duda a nie robi Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Duda nieustannie jeździ po Polsce, nie tylko przed wyborami. Poza tym nie unika mediów - to przykład tego jak można wykorzystać istniejące instrumenty do tego, aby Kowalskiemu wytłumaczyć, że walka z korupcją wyprostuje drogi i chodniki, a być może bloki staną się posprzątane i nie śmierdzące. No i zabrać się za sprawy dla ludzi najistotniejsze i szybko widoczne, bo Kowalski naprawdę konstytucję ma "głęboko".

Obecny moment dla Ukrainy, zostawiając w tych rozważaniach z boku konflikt na Wschodzie, jest absolutnie kluczowy. Ludzie są zmęczeni i marzą o emigracji. Władzy skrajnie nie ufają, jakichkolwiek, nawet młodych polityków i urzędników mają za nic, nie ważne, że są nowi i nigdy nie byli częścią systemu. Albo popadają w apatię, co widać zwłaszcza na lewym brzegu Dniepru w blokowiskach. Siedzą na ławce i piją. Nie agresywni, spokojni, cisi, nikogo nie zaczepiają. Ale łyk piwa, czy innego trunku daje im odrobinę zapomnienia o kolejnych rachunkach do zapłacenia.

Czy to znaczy, że nie ma nadziei jest kompletnie źle i, że ja sama jestem kolejnym obcokrajowcem, który na Ukrainę tylko i wyłącznie zrzędzi? Absolutnie nie. To nadal kraj ludzi życzliwych, uśmiechniętych pomimo wszystko, energicznych. Kraj w którym zawsze Ci pomogą, jeśli nie możesz sobie dać z czymś rady. Kraj, gdzie obca przypadkowo spotkana osoba da Ci kilogram gruszek a kierowca podwiezie kawał drogi. Kraj poza strefą wojny bezpieczny, gdzie zasadniczo nie kradną i nie napadają na ludzi. Kraj, gdzie mleko kupione w sklepie nastawisz na zsiadłe a ser smakuje jak ser a nie jak wata w polskim sklepie. Kraj mający potencjał. Dlatego nie tracę nadziei.

Friday, September 18, 2015

I znowu o uchodźcach

Tym razem krótko i węzłowato: link do ciekawego opracowania w tej sprawie:
Informator o problematyce uchodźców

I owszem, jest tak jak pisał swego czasu Witold Jurasz, że do zasiania paniki w Europie wystarczy 30 terrorystów bo państwo nie ma żadnej mocy wiedzieć wszystko o każdym. Ale mimo wszystko to nie jest tak, że te osoby nie są sprawdzane.

Cynicznie można powiedzieć, że większa część i tak wyjedzie. A nie cynicznie? Że należy się pomoc realnie potrzebującym. Tak po prostu i po ludzku. A to, że wyjadą, to już nie nasza sprawa.

Ale do tego trzeba zakończyć wojnę na Bliskim Wschodzie. Bo póki ona trwa, ludzie będą wyjeżdżać.

Thursday, September 17, 2015

Ach ta Szwecja

Do faktu, że na zamku w Uppsali do tej pory można znaleźć wywiezione podczas Potopu Szwedzkiego dzieła sztuki i złoto, Ambasador Nadzwyczajny Pelnomocny Królestwa Szwecji pewnie też się nie przyzna.

O ile denerwuje mnie rasistowska histeria, to manipulacje informacjami tak samo. To apropo's wypowiedzi Kaczyńskiego: http://swedenreport.org/2014/10/29/swedish-police-55-official-no-go-zones/.

Jak widać szwedzka policja ma powody by ostrzegać mieszkańców przed zapuszczaniem się w te akurat 55 stref. Cały raport powyżej po angielsku.

A w temacie mediów: same nie wiedzą, co maja w swoich archiwach. Kampania wyborcza wre.

Godzina papugi

"Stałem obok tabliczki z nazwiskiem Zygmunta Bartnickiego, biskup kończył właśnie kazanie tuż obok, nad mogiłą numer siedem. W tym grobie znaleziono podczas ekshumacji drewnianą papierośnicę, wewnątrz której ktoś wyrzeźbił: "Najdroższej Zochnie. Kocham i tęsknię". Nie mam żadnych podstaw twierdzić, że to właśnie Zygmunt Bartnicki zrobił ten napis w ostatnich dniach swojego życia. Ale pragnę w to wierzyć i myślę, że tak było. Bo przecież najdroższa Zochna dożyła z tą miłością 103 lat. Pomyślałem, że nawet jeśli los czyni swój wybór w złą godzinę, miłość pozostaje niezniszczalna". 
Przy porannej kawie. Dzisiaj rocznica napaści ZSRR na Polskę, czyli wdrożenia w życie Paktu Ribbentrop-Mołotow. 
Powyżej wyimek z książki Oleksandr Zinchenko pt. "Katyń. Śladami polskich oficerów". Cała książka jest dokumentalno- fabularna, dotyka opisywanych ludzi na tyle blisko, na ile może sobie pozwolić wędrujący ich śladami dokumentalista historyk. Towarzyszy przy oświadczynach, ślubach, czekaniu żon pod szczekaczkami, ekshumacjach i w ostatniej drodze z obozu. 
Uderza pozytywnie realne zrozumienie wielu spraw, rzadko spotykane u naukowców innej narodowości niż rodzima dla opisywanego zagadnienia. Chociaż podobny poziom "wczucia się w temat" widziałam również u autorów "Forgotten heroes". Jest to jednak rzadkie, gdyż w ogarniającym nas wszechobecnie rynsztokowo-publicystycznym dyskursie o historii nie da się ponoć ani pisać ani rozmawiać z takim poziomem uniwersalnego zrozumienia, bo podobno prawda nie istnieje, a każdy ma swoją. 
Tymczasem autor napisał w dedykacji dla mnie: Prawda nie boli!
Serdecznie dziękuję. Przy okazji polecam każdemu, nie tylko zawodowym historykom, czy pasjonatom polonofilom, ale absolutnie każdemu kto chce chociaż na chwilę odpocząć od otaczającej nas tandety.