Sunday, November 8, 2015

Meandry historii

W zeszłym tygodniu spotkałam się z Virą. Już zresztą o tym pisałam przy okazji wystawy. Rozmawiając o strzelaninie na Majdanie, fiasku rozmów w Wilnie etc. wróciłyśmy myślami do tamtego momentu.

Nie śniło mi się jeszcze, że będę mieszkać w Kijowie i znajdę się rybką, powierzchownie co prawda, ale jednak pływającą w tym stawie. Oglądałam rozmowy w Wilnie w telewizji a przynajmniej niezadowolonego Janukowycza wychodzącego stamtąd.

Dowiedziałam się, że generalnie nikomu z kluczowych wtedy ukraińskich graczy nie zależało na oglądaniu się na Rosję. Wyczuli szansę w przeorientowaniu się na Zachód, aktywa swoje trzymając przecież już od lat w Szwajcarii, czy w Luksemburgu i wysyłając dzieci na studia do dobrych zachodnich uniwersytetów, niczym elita schyłkowego okresu komunizmu w Polsce.

Czołówka Regionałów w umowie przedakcesyjnej widziała swoją szansę na aksamitną transformację w polskim stylu. To nie tajemnica, że wszelkie zagraniczne instytucje dawało się do tej pory robić w jajo, bo przecież na Ukrainę płynie strumień pomocy finansowej nie od dzisiaj tylko od 25 lat co najmniej. Skala może tylko trochę inna - w sensie sum. Ale to nie takie trudne ukryć, gdzie te pieniądze realnie idą dalej, więc to naprawdę nie jest tak, że aby wejść do UE trzeba być kompletnie czystym, i że Partia Regionów bała się tej Unii niczym zarazy i absolutnie kompletnie nie chciała do niej wchodzić.

Przykład Bułgarii czy Rumunii pokazuje, że można w UE być od lat, i nadal pławić się w forsie zarobionej w lewy sposób. jedyne co Unia daje dobrego w tej sytuacji to ochronę obywateli, na wypadek gdyby otworzyły im się oczy i zechcieli protestować, jak ostatnio w Rumunii (więcej tutaj).

Do czego zmierzam? Uważam zmianę jaka nastąpiła na Ukrainie w wyniku rewolucji Euromajdanu za coś, co mimo wszystko przyniosło, poza pewnym bałaganem do ogarnięcia, same dobre skutki. To dobre dla Ukrainy zobaczyć w szeregach posłów Switłanę Zaliszczuk, weterana walki z kosupcją a także ileś innych nazwisk. Wybory do Rady Najwyższej przyniosły po raz pierwszy w historii odnowienie parlamentu (60% nowych twarzy) a samorządowe przetasowały lokalny krajobraz polityczny, przynajmniej na Zachodzie i w Centrum kraju. Korupcja jest, ale nie tak bezczelna, schodzi do podziemia.

Uważam, że Ukraina zawrze jeszcze niejeden zgniły kompromis na swojej drodze i jeszcze nie raz elita polityczna będzie musiała układać się z tymi oligarchami, jakich się wprost za mordę wziąć nie da.

Ale ustawy o finansowaniu partii z budżetu, podwyżkach dla polityków i korpusu służby cywilnej, dają nadzieję na mniejszą korupcję.

Bawię się w pewne "co by było, gdyby?".  Mam niepopularny pogląd na strzelaninę na Majdanie, uważam że Janukowycz jest największym przegranym tego całego rozdania a udział strony trzeciej to sprawa oczywista. Z czyjego polecenia działała ta strona trzecia strzelająca do obydwu stron, trudno stwierdzić.

Uważam, że odstąpienie od umowy i uparcie się przy Unii Euroazjatyckiej było kawałem Janukowycza też i wobec środowiska Regionałów, któremu się wcale nie uśmiecha robienie kulawych interesów w postsowieckiej przestrzeni, w czasie gdy gospodarki zachodnie otwierają rewelacyjne możliwości pomnażania majątku.

Przyszło mi również na myśl, że mało która sprawa w najnowszej historii, będzie tak trudna do wyjaśnienia przez historyków jak obecne wydarzenia na Ukrainie. Źródeł medialnych ciężko przyjąć za niezmanipulowane, chyba że to bezpośrednie nagranie wideo z miejsca zdarzeń lub jakakolwiek niezmontowana wypowiedź na żywo.

Prokuratura albo nie potrafi albo nie chce odtworzyć wydarzeń na Majdanie w sekwencji chronologicznej, minuta po minucie. Nie dziwi mnie to, bo pytani przeze mnie chłopcy z Samoobrony milczeli jak grób i żaden nie chciał rozmawiać o wydarzeniach z dni 18-20.02.2014 r. Przypuszczam, że tak samo trudno cokolwiek wydobyć z samo-chroniących się struktur MSW.

Gdy pewnego dnia do tego wszystkiego siądą historycy, ciekawe czy dzieci czytające o tych wydarzeniach w podręcznikach za 50 lat poznają prawdę, czy wersję jaką udało się ustalić na podstawie sprzecznych i urywkowych doniesień. A może będzie funkcjonować kilka wersji, co w sumie już byłoby uczciwsze.

Zmusza mnie to też do refleksji. Nie było kiedyś komórek i internetu i jak to jest, że łatwiej chyba nam się zorientować w meandrach II wojny światowej, niż w o wiele mniejszym w skali i porównaniu, współczesnym konflikcie.

O tym, co się wydarzyło realnie w Wilnie, dowiemy się kiedyś, z odtajnionych po 100 latach dyplomatycznych korespondencji i archiwów agencji wywiadowczych. Ironia historii jest taka, że gdyby doszło do dealu w Wilnie, Partia Regionów prawdopodobnie nie straciłaby władzy, a na Ukrainie odbyłaby się kolejna faza o wiele bardziej kulawej niż obecnie, transformacji. Stało się, to co się stało i państwo dostało kopa z rozpędu do reform i kosmicznego przyspieszenia w wielu kwestiach.

No comments:

Post a Comment