Wednesday, October 14, 2015

Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że wezmę udział w takiej akcji.



Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że wezmę udział w takiej akcji. Dlaczego? Bo nie kocham uproszczeń, taniej karykatury i kopania w korzenie na których się siedzi, a pismo Charlie Hebdo to nie było nic innego, jak nieco takiej karykatury, kiepskich pensjonarskich analiz i promocji labilności.

Ale ja nie o tym. Atak na Charlie Hebdo zapoczątkował ten flash mob, z którego idei moja firma postanowiła teraz skorzystać w słusznej sprawie. 

O co chodzi? A o to, że mojemu, i nie tylko dobremu znajomemu kibole i naziole grożą śmiercią w biały dzień. Posuwają się do upubliczniania adresu prywatnego, gróźb ataków, presji psychicznej itd. 

Niedawny atak na siedzibę Centrum UŚ w Warszawie był przedsmakiem tego, co takie osoby moga zacząć robić. I to wobec kogo? Imigrantów z Ukrainy, tożsamych kulturowo, miłych pracowitych i porządnych w większości ludzi. 

Obecnie każdy kto przeciwdziała inspirowanej z Moskwy fali nienawiści wobec nich, jest poddawany presji ze strony skrajnych agresywnych środowisk ( z lewa i z prawa, żeby nie było). 

Dziś w internecie, jutro w prawdziwym życiu. Dlatego o tym piszę. I dlatego Je suis Marcin Rey. 

***
Między Polską a Ukrainą są i owszem nieprzegadane sprawy. Ale niech o tym dyskutują historycy. I owszem, uważam, że wiele z tych rzeczy wynika z kompleksów, niezasłużonego poczucia niższości i potrzeby udowadniania czegoś, chociaż nikt tego nie oczekuje ani nie wymaga, ale to naprawdę są sprawy dla historyków i antropologów kultury, a nie dla sorry, powiem głośno - gawiedzi i hołoty.
I to wcale nie oznacza, że coś trzeba zamilczać. 

No comments:

Post a Comment