Sunday, October 25, 2015

Konflikt.

Jest sobota wieczór. Znajomy zapytał się, czy jego żonie, obserwatorowi wyborów samorządowych na Ukrainie z ramienia OBWE, coś grozi.

Nie. - spontanicznie odpowiedziałam. - Po za tym coś będzie wiadomo dopiero jutro.

No tak. - słyszę. A właściwie czytam na FB.

-Proszę być dobrej myśli - dodaję. - Chersoń to nie Mariupol, tam sytuacja nieco jak w Nepalu po wojnie domowej.

Naszła mnie taka refleksja. A właściwie podziw i niech to będzie patetyczne bo ci ludzie zasługują na każdy możliwy patos.

Znałam kiedyś i właściwie nadal znam, algierskiego generała, autora porozumień pokojowych po wojnie domowej w Algierii z początku lat 90-tych. I owszem, przez tą całą arabską wiosnę obecnie znowu nie jest tam spokojnie, ale te rozmowy, efektywnie wdrożone w życie, kupiły Algierii zgoła 20 lat spokoju, a na kontynencie afrykańskim to nie do pogardzenia.

Czy nazywam konflikt w Donbasie wojną domową? Pomimo ignorowanego przez większość analityków potencjału separatyzmu, raczej nie. Bo co to za wojna domowa, gdy wpuszczasz na swoje terytorium "ochotników" zza granicy, którzy zostali wyrekrutowani w innym państwie właśnie po to, by walczyć w Donbasie. Na ile znaleźli się tam z własnej woli, a na ile w wyniku przymusu, różnie bywa. Ale rozkazu faktycznie ciężko odmówić.

Wracając, ilekroć sobie pomyślę o wszystkich wojnach domowych i międzynarodowych po których udało się przywrócić ludziom pokój i nadzieję, i dać sobie radę z ich odruchami zemsty, szanuję ludzi, którzy do tego doprowadzili.

Trudno jest usiąść z wrogiem do stołu, tym trudniej jeśli wiesz, że to kanalia. Wiesz a mimo to musisz z nim coś wynegocjować, dla dobra następnych pokoleń i modlić się, że Cię do wiatru nie wystawi.

Być może strony w Algierii miały więcej honoru, a być może więzi rodzinnych, albo biznesowych a może generał B. wiedział po prostu z jakimi kluczowymi graczami ma prowadzić rozmowy. Jedno jest pewne, dziś jego życie jest zagrożone, jako generała świeckiej armii dążącego do rozwoju państwa i cierpliwie ucierającego Algierii ścieżki w kwaterze głównej Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Niech go Bóg strzeże.

Niech światu daje więcej ludzi, którzy potrafią usiąść do rozmowy z wrogiem i podłożyć podmurówkę pod porozumienie pokojowe, choćby nerwy były napięte jak postronki, a krew się w środku gotowała.

No comments:

Post a Comment