Saturday, September 19, 2015

Półtora roku po Majdanie

Często jestem pytana jak oceniam przemiany zachodzące na Ukrainie w ciągu ostatniego czasu. Saakashvili ostatnio powiedział, że rząd na Ukrainie istnieje, ale w podwójnej postaci: jeden formalny w Kijowie a drugi nieformalny w osobie oligarchów.

To wszystko nie jest jednak takie proste. Spróbuję tutaj po kolei wymienić najistotniejsze problemy Ukrainy, dotykające przeciętnego człowieka, które w ciągu tych prawie dwóch lat zdołałam zauważyć.

1. Sprzeczne interpretacje tych samych regulacji przez różne instytucje. Przedsiębiorca potrzebuje załatwić np. pozwolenie na wywóz używanego motoru za granicę. W tym celu musi pójść do kilku urzędów, opłacić pewne podatki i dostać na dokumentach wywozowych kilka pieczątek. Zdarza się jednak, że a to pieczątka jest nie taka jak trzeba, a to blank inny niż powinien i załatwianie takich rzeczy trwa i trwa.

2. Życie codzienne: dziury w jezdniach i chodnikach, nie sypanie ani solą ani piaskiem na zimę chodników dla pieszych, tony walających się po trawnikach i ulicach śmieci, brak logicznych i zsynchronizowanych planów robót remontowych. Nieuprzejmość urzędników na każdym nieomal kroku, w tym do osób słabszych i chorych, szczególnie narażonych na wykluczenie społeczne.

3. Poziom usług: firma budowlano - remontowa jako standard zostawia roboty na wpół rozgrzebane, częściowo robi, co chce, nie spełniając próśb i poleceń zleceniodawcy i nie wynosi po sobie śmieci dalej niż na klatkę schodową. Za wyniesienie śmieci, prawidłową wykończeniówkę i jakikolwiek poziom usługi żąda się znacznie wyższych opłat zamiast ustawić od razu ceny tak, aby nie traktować klienta jak petenta. O ile na Zachodniej Ukrainie po otwarciu granic i uregulowaniu kilku spraw na poziomie ustawowym ( jak np. obowiązkowa termomodernizacja budynków) być może polskie ekipy z pogranicza będą konkurować o zlecenia, to w Kijowie tego typu usługi nie mają jakiejkolwiek konkurencji - stąd też i nastawienie wobec klienta.

4. Usługi komunalne: dopiero w tym roku zaczęto wywieszać karty z informacjami, jak długo będzie wyłączona ciepła woda, i dotrzymuje się terminów. Tzw. przeglądanie infrastruktury zajmuje średnio 2 tygodnie. Nie wiadomo, czym to jest spowodowane, gdyż dostawca Kyiv Energo to firma prywatna i mogłaby zainwestować w lepszą infrastrukturę (chyba, że nie jest jej właścicielem tylko właścicielem jest miasto a to zmienia postać rzeczy).

Na klatce schodowej sprzątanie odbywa się raz na miesiąc na parterze i od czasu do czasu, raz na kilka miesięcy myta jest winda. Na piętrach mają sprzątać mieszkańcy mimo, że to nie ich własność. Nikt też nie poczuwa się do remontu klatek schodowych. Z większych spółdzielni powydzielały się małe wspólnoty mieszkaniowe nie mające siły finansowej na zrobienie potrzebnych remontów. Do tego pracownice ŻEK-ów często wyprowadzają pieniądze na lewo. Prywatyzacja ŻEK-ów może i rozwiąże ten problem, ale pozostają wieloletnie przyzwyczajenia, które bardzo trudno jest wykorzenić. Pisząc to patrzę się na drewniane stare balkonowe drzwi, których robotnicy nie wynieśli na śmietnik, i które do tej pory stoją na moim piętrze.

To wszystko niby są drobnostki, ale strasznie upierdliwe. W Kijowie co prawda ostatnio widać poprawę, sporo się remontuje i robi, tylko chyba bez jakiejś wyraźnej logiki temu towarzyszącej.

5. Służba zdrowia i drogówka. Konstytucyjnie niby darmowa służba zdrowia a w szpitalu nawet klisze do RTG trzeba samemu kupić. Kiepskie zarobki powodują korupcję i zwyczaj tzw. wziątki, ale również utratę tego czegoś, tej iskry powodującej, że lekarzowi się ufa po prostu. Ufa mu się nie gdy jest sfrustrowany bo marzy o willi z basenem a ma kawalerkę, tylko gdy lubi swoją pracę a dostaje za nią godną zapłatę na tyle aby niskie zarobki i upodlenie nie zmieniły go znowuż w skrajnego materialistę myślącego tylko o jednym.

Czemu o tym piszę? Jedna z Fundacji organizuje szkolenia dla pielęgniarek, ratowników i lekarzy z Ukrainy w Polsce. W rozmowie ani razu nie padło nic co by świadczyło, że ich coś interesuje, że np. szczególnie zainteresowani są rozwojem kolonoskopii, że marzą o operacjach neonatologicznych, no po prostu nic świadczącego o tym, że jest w nich to coś właśnie, ta jakaś pasja. Ciągle padały w rozmowie niewyobrażalne sumy, o tym jak to niby pielęgniarka w szpitali Św. Zofii bierze 800 Euro za dyżur i że to super, i że tak ma być. Jest to po pierwsze nieprawda, bo owa pielęgniarka bierze 100 złotych a w Euro w Polsce nikt nie zarabia (jeszcze). Jaki z tego wniosek? Bieda w zawodach wymagających szczególnego poświęcenia i powołania demoralizuje. Demoralizuje tak samo jak i nadmierne bogactwo wypacza charakter.

Ta demoralizacja jest również widoczna na przykładzie policji drogowej, zmory wszelkich państw postsowieckich, Ukrainy nie wyłączając.

Wyżej wymienione problemy realnie dotykają ukraińskiego Kowalskiego. Czy jest on zły, że sam ma gówno, a oligarcha bardzo dużo? No owszem jest. Ale jeżeli będzie się społeczeństwu jeżdżącemu dziurawymi drogami, zarabiającemu grosze, łamiącymi sobie nogi na garbatych chodnikach, i żyjącemu w śmierdzącym bloku mówić o reformie konstytucyjnej czy sądownictwa to ono się tym po prostu zmęczy pewnego dnia.

Do czego zmierzam? Do istoty komunikacji. Jest jedna rzecz, którą robi Prezydent Polski Andrzej Duda a nie robi Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Duda nieustannie jeździ po Polsce, nie tylko przed wyborami. Poza tym nie unika mediów - to przykład tego jak można wykorzystać istniejące instrumenty do tego, aby Kowalskiemu wytłumaczyć, że walka z korupcją wyprostuje drogi i chodniki, a być może bloki staną się posprzątane i nie śmierdzące. No i zabrać się za sprawy dla ludzi najistotniejsze i szybko widoczne, bo Kowalski naprawdę konstytucję ma "głęboko".

Obecny moment dla Ukrainy, zostawiając w tych rozważaniach z boku konflikt na Wschodzie, jest absolutnie kluczowy. Ludzie są zmęczeni i marzą o emigracji. Władzy skrajnie nie ufają, jakichkolwiek, nawet młodych polityków i urzędników mają za nic, nie ważne, że są nowi i nigdy nie byli częścią systemu. Albo popadają w apatię, co widać zwłaszcza na lewym brzegu Dniepru w blokowiskach. Siedzą na ławce i piją. Nie agresywni, spokojni, cisi, nikogo nie zaczepiają. Ale łyk piwa, czy innego trunku daje im odrobinę zapomnienia o kolejnych rachunkach do zapłacenia.

Czy to znaczy, że nie ma nadziei jest kompletnie źle i, że ja sama jestem kolejnym obcokrajowcem, który na Ukrainę tylko i wyłącznie zrzędzi? Absolutnie nie. To nadal kraj ludzi życzliwych, uśmiechniętych pomimo wszystko, energicznych. Kraj w którym zawsze Ci pomogą, jeśli nie możesz sobie dać z czymś rady. Kraj, gdzie obca przypadkowo spotkana osoba da Ci kilogram gruszek a kierowca podwiezie kawał drogi. Kraj poza strefą wojny bezpieczny, gdzie zasadniczo nie kradną i nie napadają na ludzi. Kraj, gdzie mleko kupione w sklepie nastawisz na zsiadłe a ser smakuje jak ser a nie jak wata w polskim sklepie. Kraj mający potencjał. Dlatego nie tracę nadziei.

1 comment:

  1. Ja też w tym kraju byłam i to potwierdzam.
    Czystej krwi Ukrainiec, nie mający żadnych polskich korzeni, w czystym literackim języku polskim koresponduje ze mną - załatwiając moje rodzinne sprawy na cmentarzu Łyczakowskim - placy mnie olali.

    ReplyDelete