Monday, September 28, 2015

Długi cień Bruno Schultza

Iwano-frankiwsk wczoraj. Chodzę po mieście zabijając czas w oczekiwaniu na pociąg. Wchodzę przez otwartą bramę do jakiś nieco zrujnowanych zabudowań na dziedzińcu których odbywa się ni-to koncert, ni-to festyn. 
- Kolys tudy byly krugle dveri i schody z obu bokiv. - podsłuchuję dwie kobiety przechodzące pod ścianami. Skoro zorientowane, to pytam: 
- A vony hochyat tse vidnovlyaty? Hochaby ciut ciut? - pytam przypadkowe towarzyszki. 
- O, a Pani z Polski?!!!! - aż krzyk się podnosi u starszej pani w czapeczce. - To Pałac Potockich proszę, pani a w zasadzie to co z niego zostało. 11 lat tu był śmietnik i tylko 2 tygodnie jak miasto to posprzątało i otworzyło. Straszny żal po tym wszystkim, ale co zrobić? Ja sama z Drohobycza, moja rodzina tam bardzo dawno i ja polski znam, nauczycielką jestem. Moja rodzina żyła w żydowskiej części miasta, ale tam wszystkie kultury były, ale polska...ona jakaś taka bardziej artystyczna i bardziej literacka była. Moi rodzice nas uczyli polskiego to znaliśmy historię... - moją rozmówczynię chwyta w tym momencie to coś w gardle i łamie się jej głos. 

Ja sama nie wiem co powiedzieć... spotykam się z życzliwością i sympatią na każdym kroku, ale z takim 
sentymentem bardzo, ale to bardzo rzadko.

Opowiedziałam co nieco o sobie. Moje nowe znajome opowiedziały historię pałacu - 200 lat frontów powstań i wojen i ponad 200 lat tam był ciągle jakiś wojskowy szpital. Ojciec sąsiadki pani w kapeluszu (po mojej drugiej ręce) był też wojskowym lekarzem - w czasach radzieckich - i doczekał się zamknięcia szpitala i przeistoczenia się pałacu w jeszcze większą ruinę. 
- Czy będą odnawiać? Nie wiemy. - znajome wracają do tematu. - Daj Boże, bo wszystko niszczą, nawet to co w lepszym stanie się zachowało. To wszystko kwestia pieniędzy. A może Polska coś da? - pada głos nadziei.

No comments:

Post a Comment