Thursday, August 27, 2015

Duda, Merkel i spółka czyli o tym, jak Polsce dano po nosie

Kilka dni temu opublikowałam na FB post tej treści:

"Zaraz, bo ja coś tu k...e nie rozumiem. Prezydent RP publicznie mówi, że Prezydent Ukrainy poprosił Polskę o wsparcie w negocjacjach pokojowych w tzw. formacie normandzkim. Teraz Poroszenko twierdzi, że Polska jest mu niepotrzebna i nic takiego nie mówił. Co tu się dzieje? I niech mi znawcy nie mówią, że to na pewno polska wina, bo co jak co, ale wiem, że różnego rodzaju dyplomatyczne afronty to się od czasu do czasu tutaj zdarzają. Więc pytanie do nowego Prezydenta - skąd wziął informację o tym, że Prezydent Poroszenko go o coś prosi? Z odbytej rozmowy telefonicznej?... słabo. Niestety. W tej części świata nic co nie jest na papierze nie jest warte funta kłaków." 

A jakie było tło? W rozmowie telefonicznej gratulującej zaprzysiężenia nowemu Prezydentowi Rzeczpospolitej Polskiej Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko poprosił rzekomo o o uczestnictwo Polski w układzie normandzkim negocjacji z Rosją co do konfliktu w Donbasie. 


Potem Prezydent Ukrainy publicznie się z tego wycofał mówiąc wprost, że Polska na rozmowach w Berlinie potrzebna nie jest i w rozmowach z Rosją on dla RP akurat roli nie widzi. 


Trochę linków jakby ktoś miał wątpliwości: 


Poroszenko chce udziału Polski w rozwiązaniu konfliktu w Donbasie


Merkel rękami Poroszenki dała Dudzie prztyczka w nos


Tytuły pochodzą ode mnie, gdyż nieco kąśliwie podsumowują sytuację. A tutaj cytat z artykułu znajomego dziennikarza na wpolityce.pl:


"Pierwsza z nich – to chyba wiara w prostolinijność partnerów. Bo ewidentnie Petro Poroszenko powiedział telefonicznie Andrzejowi Dudzie coś, z czego się potem publicznie wycofał. To coś zdążyło jednak odegrać poważną rolę w publicznych deklaracjach polskiego prezydenta.
Do tego stopnia można ufać partnerowi bardzo bliskiemu, wielokrotnie sprawdzonemu i w dodatku takiemu, którego interesy w bardzo wielkim stopniu pokrywają się z polskimi. Ukraina i Petro Poroszenko nie spełniają żadnego z tych kryteriów. Również trzeciego. Bo wprawdzie na odcinku rosyjskim interesy Warszawy i Kijowa są zbieżne, ale na niemieckim – już zdecydowanie nie; dla Ukrainy jedyną szansą i nadzieją jest wzrost roli Berlina w przestrzeni wschodnioeuropejskiej. To nie jest zarzut w stosunku do Poroszenki i jego ekipy. To jest konstatacja faktów. Interpretacja, w myśl której zachowanie Poroszenki to nauczka, dana za jego pośrednictwem prezydentowi Polski przez Angelę Merkel (żeby nie próbował mierzyć zbyt wysoko) wydaje się niestety logiczna."
Tyle Piotr Skwieciński. 
A ode mnie - powtarzając za Juraszem - najpierw deal panowie a potem PR. 
Tylko odniosę się również do wielu znawców tematu, którzy win w relacjach z Ukrainą szukają tylko po polskiej stronie poczynając od zachowania Ministra Sikorskiego w ostatniej fazie Majdanu, i wyszukując jeszcze inne rozmaite winy, jak mianowicie niedostateczne kredyty, niedostateczna pomoc finansowa, brak broni ofensywnej, brak zniesienia reżimu wizowego, brak automatycznego wpuszczania przez granicę każdego, kto tylko tego zechce etc. 
To wszystko nie jest takie proste. W niejednej kwestii Polska napotyka na głuchą ścianę, nie od czasu słów Ministra Sikorskiego tylko co najmniej od czasu gdy Aleksander Kwaśniewski przestał aktywnie się udzielać w kwestiach ukraińskich. 
Nie będąc absolutnie wielbicielem ani SLD ani byłego polskiego Prezydenta, który miał niestety problem alkoholowy i niejeden raz nie potrafił się znaleźć w sytuacjach wymagających klasy i taktu - jedno trzeba mu oddać - bardzo dobrze wiedział jak pływać w szarej ukraińskiej zupie i z kim rozmawiać aby osiągnąć właściwy deal. Czy się Aleksandra Kwaśniewskiego lubi czy nie, był doskonale zorientowany w tamtym teatrze i wiedział w czasie Pomarańczowej Rewolucji w jakich rozmowach pośredniczyć i jakie środowiska mają się ze sobą dogadać aby osiągnąć to, co wtedy udało się osiągnąć. 
Czy obecnie ktokolwiek zdaje sobie sprawę z tego od kogo do jakiego stopnia co zależy, kto jakie karty rozdaje, w jakich gabinetach podejmuje się decyzje de facto? Ktoś powie, że przecież to kwestia suwerenności danego kraju a obca placówka dyplomatyczna nawet nie powinna takich rzeczy wiedzieć. Owszem, ale to właśnie zorientowanie i relacje pozwoliły polskiej dyplomacji w 2004 roku przyczynić się do stabilizacji sytuacji na Ukrainie. 
W tym konkretnym wypadku. 
Dlatego ważna jest analiza trendów, czytanie FB, analiza powiązań różnych osób, otwarte uszy i oczy, a przede wszystkim inwestycja w większy osobowy skład odpowiedzialny za zbiór i analizę informacji. 
A tak wracając na ukraińskie podwórko - ukraińscy politolodzy chcą uczestnictwa Polski w tych rozmowach i uważają, że Polska jest za mało aktywna: Głos Ameryki o obecnym stadium konfliktu w Donbasie. Widocznie Prezydent Poroszenko  nie ma czasu czytać. 
Z popularną ostatnio ideą Międzymorza może być identycznie. Chciejstwo analityków niekoniecznie przekłada się na polityczne ruchy. 
***
Na marginesie. Aleksander Kwaśniewski po dziś dzień jeździ na Ukrainę, jest tutaj co najmniej raz w miesiącu robiąc różnego rodzaju projekty i interesy o 10 razy bardziej dyskretnie niż Jan Kulczyk a ten był z dyskrecji znany. Dobrze by było z byłym Prezydentem zakopać topór wojenny o tyle by przejąć jego know how i zorientowanie w ukraińskim who is who. 

No comments:

Post a Comment