Thursday, December 24, 2015

Rocznica Urodzin Czronowiła i Merry Christmas

Dzisiaj Wiaczesław Czornowił miałby 78 lat. Słyszałam o nim tylko opowieści jako o jednej z kluczowych postaci podtrzymującej kontakty z polską opozycją a potem z innymi polskimi partiami, w tym m.in. Unią Wolności, ale i KPN. Nie patrzyłam specjalnie jeszcze w księgarniach, ale poszukam biografii. Ukrainie Czornowiła zabrakło zdecydowanie za wcześnie, Wiele o nim nie wiem, ale zajmując się tematem lustracji natrafiłam na jego pomysły z lat 90-tych. Wizjonerskie koncyliacyjne pomysły na lustrację znajdującą kompromis pomiędzy napięciami na Ukrainie. Niestety, nie udało się przekonać ani środowiska Kuczmy ani radykałów. A szkoda, bo gdyby ta lustracja historyczna nawet na polski wzór odbyła się dwie dekady temu a nie teraz, ile dalej Ukraina mogłaby być? Pytanie jest otwarte czy państwo jako takie było na takie globalne umysły gotowe, bo na ile odnoszę poprawne wrażenie ze strzępków informacji to to właśnie taki globalny umysł był. 

Przy okazji Wesołych Świąt wszystkim - pamiętajcie też o potrzebujących i samotnych.

Wednesday, December 23, 2015

O kulturze i manierach słów kilka

To parę słów refleksji o ludziach. Gdy wyjeżdżałam na Święta z Kijowa do Polski, razem ze swoją koleżanką Austriaczką, która akurat u mnie była, opróżniłyśmy lodówkę. Oddałam wszystko znajomej sklepikarce a ta mi w podzięce 2 kilo mandarynek. - Kobieto, ale ja taksi jadę teraz na lotnisko, co my z nimi zrobimy? - Zjesz po drodze. W sumie zjadłyśmy połowę a resztę oddałam taksówkarzowi. Piszę o tym, bo mnie zastanawia ukraińskie społeczeństwo. Społeczeństwo mające wiele napięć i linii podziałów, które mnie obcokrajowcowi trudno policzyć: konflikty religijne, etniczne, ekonomiczne, warstwowe, regionalne etc. Raz silniejsze raz słabsze. Donbas to przykład oczywisty, ale rywalizacja o budynek kościoła między Patriarchatem Kijowskim a Moskiewskim już taka oczywista nie jest. I w tym wszystkim ten jakiś spokój, pogoda ducha, gościnność. Ta powyższa sytuacja nie była jedną jedyną, tylko jedną z setek jakie mnie spotkały na Ukrainie przez ostatnie dwa lata. Do tego dodam zero awantur wśród sąsiadów, ciche relacje między ludźmi (to owszem starsi ludzie, ale czy w Polsce to jest gwarancją czegokolwiek?). Gdy mijam w Kijowie młodzików pod klatką nie boję się ich. Gdy mijam dwóch pijaczków siedzących na ławeczce na skwerku, nie boję się ich. Nie boję a nawet uśmiecham i mówię dzień dobry bo oni po prostu w ogóle nie są agresywni. I znowu sama sobie zaprzeczę, przecież są ultras, przecież z nimi to nie pieszczoty. Może faktycznie meczom schodzę z drogi i tego nie widzę? Ale poniżej sceny z warszawskiego tramwaju: Godzina 10 rano, grupa młodzików do dziewczyny na oko lat 20+: "Wsadziłbym Ci w to Twoje oczko kakaowe". Nikt nic. Oni po jakieś 13 lat. Pod blokiem 2 w nocy: wulgarna rozmowa kilku młodych byczków, próba zwrócenia uwagi kończy się groźbami pobicia. W końcu wszyscy sterroryzowani tym hałasem zamykają okna i z watą w uszach lub słuchawkami dla robociarzy próbują spać. Warszawa. Kijowie tęsknię za Tobą stolico kraju, w którym wojna się toczy i jest 150 problemów, to tam jest poczucie bezpieczeństwa i komfortu, o dziwo, A Warszawa? Ma swój urok w uliczkach Starego Miasta i na Żoliborzu, ale mieszkańcom życzyłabym więcej spokoju. Może jak będą mieli prawdziwe problemy kiedykolwiek, to coś się zmieni?

Tuesday, December 22, 2015

O Kurdach i Turcji. Trochę strachu.

O Turcji, skecz myśli różnych.

Nie zamierzam nawet przez moment udawać, że się na tamtym rejonie świata znam. Ale tak mi to przyszło na myśl: nie powiem, że wszystko co się obecnie dzieje to jedna wielka turecka operacja, ale okazja trafiła się przednia i po prostu została wykorzystana. Bliskowschodnia destabilizacja spadła Turcji z nieba. To kraj z bardzo ambitnym przywódcą moim zdaniem mającym swoją wizję porozdawania kart w regionie. W tym celu prowadzi czystkę etniczną zamieniając Kurdów na Ujgurów sprowadzanych z różnych zakątków świata. Uchodźców do Europy celowo wysyła, aby ta zajęta swoimi sprawami i de facto rozłożeniem europejskiego projektu od środka, nic mu nie powiedziała. Mówię tak bo już z 4 niezależnych źródeł słyszałam, że "biura podróży" organizujące przeprawy do Europy funkcjonują pod nosem tureckich władz, toteż gdyby te chciały to zamknęłyby cały ten biznes raz dwa. Turcja z pewnością nie prowadzi żadnej wojny z Państwem Islamskim, bo gdyby tego chciała to nie byłoby rzezi Kurdów jaka się teraz odbywa. Kurdowie jako siła lewicowa powinni być popierani przez wszystkich chcących spokoju na Bliskim Wschodzie. To z powodów geopolitycznych. A z tych czysto ludzkich już tym bardziej. To też w kontekście tych zachwycających się zestrzeleniem rosyjskiego samolotu, nie ma tutaj powodu do zachwytu a bezkrytyczne popieranie tureckiej polityki może okazać się bardzo krótkowzroczne. Turcja jest oczywiście dalej niż Rosja i cynicy powiedzą, że co nas to obchodzi jakie ma ambicje i czego chce skoro potrafi postawić się Putinowi i takie tam. Naszła mnie też myśl, że niestety, ale być może jesteśmy świadkami szeregu incydentów jakie osobno rozważane nie są groźne, ale w sekwencji zdarzeń mogą być zapowiedzią kolejnej wojny w Europie. Wojny zupełnie nie mającej nic wspólnego z tradycyjnymi osiami sporów. Mam nadzieję, że się mylę kompletnie i że moje obawy ignoranta pozostaną kompletnie bez pokrycia.

Saturday, November 21, 2015

Nie o Ukrainie

Dobra koleżanka zamieściła na FB post, w którym mówi o wymaganiach wobec mężczyzn. Mężczyzna ma być prawy i odważny i ma się postawić, gdy widzi zło. Niestety większość współczesnych pań mówi: "Józuś, nie wychylaj się, tylko przynieś więcej kasy".

Nie zamierzam temu zaprzeczać, tak niestety jest. Ale czy ta żona to naprawdę jedyny czynnik i czy mężczyzna rzeczywiście tak się słucha?

Ja bym kurczę bardzo chciała spotkać chociaż jednego, serio. Owszem, spotkałam kogoś, kto w miarę pozytywnie reaguje na bardzo dyplomatycznie wyrażone prośby (z resztą ja nie umiem po prostu inaczej), ale czy ja wiem, czy jakikolwiek facet reaguje na żonę "ze ścierą" pozytywnie? Poprzez tą ścierę mam na myśli partnerki, które nie mogą się doprosić wyniesienia śmieci, wtedy nawet już i na taką sytuację podnoszą głos. A widzę niestety tylko takie pary, poza ścisłą elitą, gdzie w dodatku jedno z partnerów zakończyło psychologiczny fakultet.

Nie mówię też, że nie należy stawiać facetom wymagań, bo trzeba. Tylko wychodzę z założenia, że to nie są dzieci. Przypomina mi się w tym momencie, co mi powiedziała matka mojego dobrego znajomego, jaki zachowywał się i zachowuje do tej pory paskudnie: spóźnia się, opierdala w pracy, nie dotrzymuje słowa, odwołuje spotkania na za 5 dwunasta, nie mówi często prawdy, etc. Rodziców ma wręcz wspaniałych, do tego stopnia, że aż w szoku jestem widząc takie zderzenie.

Pani Irina na moje spostrzeżenia powiedziała: "On miał powiedziane i pokazane co jest dobre a co złe. Jeśli postępuje tak jak postępuje robi to całkowicie świadomie jako dojrzały facet, do jakiego ja się nie zamierzam wtrącać. jego porażki, błędy wobec innych nie idą już na mój rachunek, tylko na jego własny.".

Zderza mi się to w głowie z obrazem mojej 86 letniej babci przeżywającej strasznie postępowanie jednego ze swoich synów i sobie myślę, że kurcze powinna się uczyć od mojej ukraińskiej znajomej.

Do czego zmierzam? Mężczyzna to nie małe dziecko. Trzeba umieć podać rękę, wesprzeć, dodać wiary we własne siły, ale absolutnie nie wierzę by wyrzucił śmieci jeśli sam tego nie chce, nie mówiąc o wiele poważniejszych kwestiach. Nie ma innego stworzenia na świecie, które byłoby bardziej niezależne.

A kobiety? No właśnie. czytam o tym, że kobieta powinna być ciepła, uśmiechnięta, interesować się mijanymi wózkami z małymi dziećmi, być opiekuńcza, etc. A od mężczyzn ma wymagać by był dzielny szlachetny itd.

W tym wypadku ja chyba jestem queer.

Nie jestem milutka dla każdego, tylko miła i przyjazna dla tych, którzy wzbudzą moje zaufanie.  Ignoruję dokumentnie mijane wózki z bobasami bo chodzę tak zamyślona, że pewnie bym nie zauważyła wejścia na ulicę na czerwonym świetle. Moje dzieci kiedyś w przyszłości to zupełnie inny temat. Wymagam chyba przede wszystkim od siebie, a co do mężczyzn chyba po prostu nie wierzę, że kobiety mają na nich jakikolwiek wpływ. Bo nawet jeśli ktoś się przez jakiś, nawet dłuższy czas będzie uginał, to co najwyżej go to wypali od środka.

Aha i jeszcze, to działa w obydwie strony. Kobiety też potrzebują samorealizacji, wsparcia, poczucia własnej wartości, wiary we własne siły, partnera do dyskusji, pomocnej dłoni gdy trzeba.

W inspirującą role kobiet jednak mało wierzę, co nie znaczy, że ją wykluczam.

Po dyskusji, pierwsze myśli

Wczoraj podczas dyskusji jaka odbyła się w naszym biurze Vadym Vasylchuk, nowo obrany radny miasta Kijowa (gratulacje, bo DemoAlians to nadzieja na nową jakość) stwierdził, że Ukraińcy mają przygotować się na wyjście z emocjonalnego patrzenia na stosunki międzynarodowe, bo państwa mają interesy, Polska też. Dzisiaj pasuje jej Międzymorze i będzie w tym kierunku zmierzać bo to Polsce tak pasuje, a jutro zmienia się interesy i zmieni się podejście. Z jednej strony się zgadzam, bo rzecz jasna podmiot państwowy kieruje się interesami, ale z drugiej strony fakty pokazują, że jeszcze długo Ukraina i Polska będą podchodziły emocjonalnie po słowiańsku do swoich relacji i problemów. To z jednej strony dobrze, bo dobrze mieć chociaż jednego patrzącego się emocjami sympatyka, a z drugiej czasem będą równie emocjonalne spory. 
Czasem też na marginesie od refleksji poświęconych samej dyskusji, zastanawiam się, czym jest obecnie Polska. Postrzegana jest tu w Kijowie jako ścisły Zachód, część nie tyle innej cywilizacji, tylko modelu rozwoju do którego się dąży. To chyba nie do końca tak. Owszem Polska poprawiła zarządzanie, ale poprawa zarządzania nie sprawia, że znikają typowo słowiańskie namiętności i emocje. Ukraina też się ich nie pozbędzie - i to chyba dobrze, być sobą, po prostu.

Friday, November 20, 2015

Pozdro od piątkowego frustrata

Zbliża się powoli kolejna rocznica protestów na Majdanie. Rewolucji, w którą politolodzy wątpili, w tym moi znajomi Ukraińcy, zakładając, że społeczeństwo jest zmęczone i wypalone i już w nic nie wierzy etc. Znajomi obserwatorzy z Polski widząc grupkę 7 osób pod Kolumną na Majdanie nie wierzyli, że coś z tego będzie. A jednak było, po raz kolejny. Tylko chciałoby się teraz powiedzieć wszystkim: wytrwałości, bo nic się nie zmieni w pół godziny. A władzy aby komunikowała reformy w zrozumiały sposób, a w sumie chciałoby się najlepiej jednego: ciepłej wody w kranie, czystych budynków, oraz równych dróg i chodników, ładu przestrzennego i estetyki. Ludzie rozumieją wyrzeczenia jak cokolwiek wokół nich się zmienia. A tak to, mija czas a moja klatka schodowa nadal brudna, za porządek na piętrach w niezrozumiały sposób mają odpowiadać mieszkańcy, na ulicach nie wiedzieć czemu widuję nadal starą milicję - po jakiego ... ja się pytam, skoro podobno jest nowa? A mer miasta zamiast równać chodniki i drogi, robić obowiązkową termomodernizację, zmniejszyć rozdrobnienie administracyjne miasta, likwiduje małe sklepiczki i walczy z babciami handlującymi pietruszką, bo to priorytet widocznie. I, żeby nie było - nie chodzi mi o to, że to Kliczko. I że wystarczy zmienić nazwisko albo twarz to coś się zmieni, albo znaleźć dla miasta zbawcę jaki będzie przekonany, że tylko on może coś naprawić. Musi się zmienić myślenie. Musi dziennikarza interesować obieg informacji, pole decyzyjności,odpowiedzialność urzędników, obywateli i ngo musi interesować co i jak funkcjonuje. Tymczasem ja się pytam znajomego, kto właściwie dostarcza ciepła wodę i ogrzewanie do mojego mieszkania. Słyszę odpowiedź, że centralna miejska ciepłownia. Czyżby? Jakim w takim razie cudem w mieście stoi komin na kominie rozstawiony średnio co 100 - 200 m przynajmniej w moim rejonie? Po co dymi w sezonie grzewczym? Jakim cudem w kranie na Obołoniu leci letni brązowy żur a w moim przynajmniej porządnie gorąca (wieczorami i popołudniu) czysta woda? Co powoduje, że rano woda jest letnia, albo, że zmienia się jej ciśnienie i jednego razu ledwie ciurcia a innym razem porządnie leci? Niby same pierdoły i drobiazgi. pewien znajomy bardzo ambitnie chce pisać pracę magisterską o reformach na Ukrainie przymilając się o moje know how w tym względzie. Reforma sądownictwa, prokuratury i kilka innych - to przejrzyste i wiadomo co działa, dlaczego nie działa, kto co blokuje i co się w ogóle dzieje. Dlatego powiedziałam koledze, że jeżeli jest rzeczywiście ambitny, niech się zajmie sektorem komunalnym - jak będzie w stanie narysować przejrzystą mapę przyczyn i skutków oraz potencjalnych rozwiązań w tym sektorze chociaż dla miasta Kijowa, to dostanie Nobla. 

Na koniec - nie dziwią mnie społeczeństwa spoczywające na laurach, gdy w kranie zaczyna im płynąć ciepła czysta woda pod ciśnieniem, bo bywa, że czeka się na to 30 lat. Tak samo jak na czytelną rozpiskę z numerami telefonów odpowiedzialnych służb. Miłego piątku.


Aha - w poniedziałek i wtorek mam mówić o sytuacji Osób Wewnętrznie Przemieszczonych na Ukrainie. Mapa tego zjawiska mnie przerasta - 150 źródeł informacji, 10 służb odpowiedzialnych, 5 dekretów, i bardzo dużo plotek. Żeby nie było - ogarnę. tylko będzie mi o wiele trudniej niż jakbym robiła to powiedzmy w Polsce czy w Niemczech, gdzie nauczono się przechowywania, gromadzenia i udostępniania mapy danych tematycznych. 

Tuesday, November 10, 2015

Sukces soft power- czyli Memoriał Hołodomoru przy Białym Domu

To będzie krótki komentarz. Zawsze twierdziłam, że Ukraina ma bardzo prężna i zmobilizowaną diasporę, z resztą to jeden z oficjalnych jej celów polityki zagranicznej.


W tym przypadku Ukrainka z DC doprowadziła do wybudowania i otworzenia Memoriału Wielkiego Głodu w samym sercu Waszyngtonu - na Capitolu. To się nazywa soft power. Temat może smutny, ale cel dyplomatyczny pierwsza klasa.

Więcej: http://victimsofcommunism.org/events/holomodor-memorial-dedication-ceremony-2/.


Foto: Unian. 

Sunday, November 8, 2015

Meandry historii

W zeszłym tygodniu spotkałam się z Virą. Już zresztą o tym pisałam przy okazji wystawy. Rozmawiając o strzelaninie na Majdanie, fiasku rozmów w Wilnie etc. wróciłyśmy myślami do tamtego momentu.

Nie śniło mi się jeszcze, że będę mieszkać w Kijowie i znajdę się rybką, powierzchownie co prawda, ale jednak pływającą w tym stawie. Oglądałam rozmowy w Wilnie w telewizji a przynajmniej niezadowolonego Janukowycza wychodzącego stamtąd.

Dowiedziałam się, że generalnie nikomu z kluczowych wtedy ukraińskich graczy nie zależało na oglądaniu się na Rosję. Wyczuli szansę w przeorientowaniu się na Zachód, aktywa swoje trzymając przecież już od lat w Szwajcarii, czy w Luksemburgu i wysyłając dzieci na studia do dobrych zachodnich uniwersytetów, niczym elita schyłkowego okresu komunizmu w Polsce.

Czołówka Regionałów w umowie przedakcesyjnej widziała swoją szansę na aksamitną transformację w polskim stylu. To nie tajemnica, że wszelkie zagraniczne instytucje dawało się do tej pory robić w jajo, bo przecież na Ukrainę płynie strumień pomocy finansowej nie od dzisiaj tylko od 25 lat co najmniej. Skala może tylko trochę inna - w sensie sum. Ale to nie takie trudne ukryć, gdzie te pieniądze realnie idą dalej, więc to naprawdę nie jest tak, że aby wejść do UE trzeba być kompletnie czystym, i że Partia Regionów bała się tej Unii niczym zarazy i absolutnie kompletnie nie chciała do niej wchodzić.

Przykład Bułgarii czy Rumunii pokazuje, że można w UE być od lat, i nadal pławić się w forsie zarobionej w lewy sposób. jedyne co Unia daje dobrego w tej sytuacji to ochronę obywateli, na wypadek gdyby otworzyły im się oczy i zechcieli protestować, jak ostatnio w Rumunii (więcej tutaj).

Do czego zmierzam? Uważam zmianę jaka nastąpiła na Ukrainie w wyniku rewolucji Euromajdanu za coś, co mimo wszystko przyniosło, poza pewnym bałaganem do ogarnięcia, same dobre skutki. To dobre dla Ukrainy zobaczyć w szeregach posłów Switłanę Zaliszczuk, weterana walki z kosupcją a także ileś innych nazwisk. Wybory do Rady Najwyższej przyniosły po raz pierwszy w historii odnowienie parlamentu (60% nowych twarzy) a samorządowe przetasowały lokalny krajobraz polityczny, przynajmniej na Zachodzie i w Centrum kraju. Korupcja jest, ale nie tak bezczelna, schodzi do podziemia.

Uważam, że Ukraina zawrze jeszcze niejeden zgniły kompromis na swojej drodze i jeszcze nie raz elita polityczna będzie musiała układać się z tymi oligarchami, jakich się wprost za mordę wziąć nie da.

Ale ustawy o finansowaniu partii z budżetu, podwyżkach dla polityków i korpusu służby cywilnej, dają nadzieję na mniejszą korupcję.

Bawię się w pewne "co by było, gdyby?".  Mam niepopularny pogląd na strzelaninę na Majdanie, uważam że Janukowycz jest największym przegranym tego całego rozdania a udział strony trzeciej to sprawa oczywista. Z czyjego polecenia działała ta strona trzecia strzelająca do obydwu stron, trudno stwierdzić.

Uważam, że odstąpienie od umowy i uparcie się przy Unii Euroazjatyckiej było kawałem Janukowycza też i wobec środowiska Regionałów, któremu się wcale nie uśmiecha robienie kulawych interesów w postsowieckiej przestrzeni, w czasie gdy gospodarki zachodnie otwierają rewelacyjne możliwości pomnażania majątku.

Przyszło mi również na myśl, że mało która sprawa w najnowszej historii, będzie tak trudna do wyjaśnienia przez historyków jak obecne wydarzenia na Ukrainie. Źródeł medialnych ciężko przyjąć za niezmanipulowane, chyba że to bezpośrednie nagranie wideo z miejsca zdarzeń lub jakakolwiek niezmontowana wypowiedź na żywo.

Prokuratura albo nie potrafi albo nie chce odtworzyć wydarzeń na Majdanie w sekwencji chronologicznej, minuta po minucie. Nie dziwi mnie to, bo pytani przeze mnie chłopcy z Samoobrony milczeli jak grób i żaden nie chciał rozmawiać o wydarzeniach z dni 18-20.02.2014 r. Przypuszczam, że tak samo trudno cokolwiek wydobyć z samo-chroniących się struktur MSW.

Gdy pewnego dnia do tego wszystkiego siądą historycy, ciekawe czy dzieci czytające o tych wydarzeniach w podręcznikach za 50 lat poznają prawdę, czy wersję jaką udało się ustalić na podstawie sprzecznych i urywkowych doniesień. A może będzie funkcjonować kilka wersji, co w sumie już byłoby uczciwsze.

Zmusza mnie to też do refleksji. Nie było kiedyś komórek i internetu i jak to jest, że łatwiej chyba nam się zorientować w meandrach II wojny światowej, niż w o wiele mniejszym w skali i porównaniu, współczesnym konflikcie.

O tym, co się wydarzyło realnie w Wilnie, dowiemy się kiedyś, z odtajnionych po 100 latach dyplomatycznych korespondencji i archiwów agencji wywiadowczych. Ironia historii jest taka, że gdyby doszło do dealu w Wilnie, Partia Regionów prawdopodobnie nie straciłaby władzy, a na Ukrainie odbyłaby się kolejna faza o wiele bardziej kulawej niż obecnie, transformacji. Stało się, to co się stało i państwo dostało kopa z rozpędu do reform i kosmicznego przyspieszenia w wielu kwestiach.

Po 70 latach.

Blog, czyli ja, to oczywiście zauważył, tylko nie miał kiedy o tym napisać, aż do dzisiaj.

W Mościskach w obwodzie lwowskim żołnierze września 39' znaleźli wieczny odpoczynek.

Cały projekt prowadziła Fundacja Wolność i Demokracja we współpracy z konsulem RP we Lwowie oraz Kurierem Galicyjskim.

Nie chcę nawet mówić, ile chodzenia wymaga załatwienie jakiegokolwiek papierka na Ukrainie, to nie pora na to.

Szczątki zostały pozbierane z różnych miejsc, o których jeszcze pamiętali ludzie. Nie wiem, czy ich materiał genetyczny został pobrany, ile nazwisk jest wiadomych, czy to w większości Cmentarz Nieznanego Żołnierza.

Jedno jest pewne, 4.11. znaleźli miejsce wiecznego spoczynku na największym polskim Cmentarzu Wojskowym na wschód od Polski.



Zdjęcia: WiD. Bez zgody, ale się chyba przyjaciele nie obrażą. 

Saturday, November 7, 2015

Wystawa w Ławrze

Peczerska Ławra ma również halę wystawową, o której kompletnie nic nie wiedziałam.

Wczoraj koleżanka wyciągnęła mnie na wystawę -wernisaż laureatów konkursu gazety Den'.

Miło było zobaczyć przy okazji znajomego fotografa, jak dostaje nagrodę, czysty przypadek rzecz jasna, ale uświadamia mi to, że mój kijowski świat jest bardzo niewielki a funkcjonowanie w nim to przenikanie się dróg mniej więcej tych samych osób na przestrzeni iluś lat.

Wystawa zwala z nóg nie tylko kunsztem fotografii, ale też i emocjami jakie pokazuje. Dopiero tam widać wysiłek fotoreportera, jaki stara się przedstawić ostatnie 2 lata historii kraju w zdjęciach. Dużo tam rzeczy i wesołych i ironicznych i tragicznych zarazem.

Z tych śmiesznych rzuciło mi się w oczy o takie:


Czy ktoś sobie wyobraża w polskim parlamencie takie coś? Że np. jakiemuś posłowi mającemu korupcyjne podejrzenia wiesza się plakat z napisem" "X maje siedzieć za kratami a nie w parlamencie" i to podczas jego występu na mównicy :D. 

Tymczasem Kluyev musiał to pokornie ścierpieć, i tak dziw, że go na taczkach nie wywieźli. 

Z tych wszystkich zdjęć (a jest ich tam kilkaset) rzuciło mi się w oczy poniższe, jako podsumowanie historii ostatnich lat: 


To stanowisko patrolowe w stepie na autostradzie, jakiej nie skończono do Euro 2012. Nie skończono i po prostu tak zostawiono, niech sobie się beton rozkłada i gnije. Pieniądze na budowę na pewno było, tylko jeden sobie wziął trochę, inny jeszcze trochę i tak została ta konstrukcja niedokończona, która teraz służy żołnierzom za okopy na stanowisku patrolowym w wyjątkowo trudnym idealnie płaskim terenie.

Tragiczne to. Żaden kraj chyba nie przelał krwi w sumie tylko w tym celu aby jego władze nie kradły.   Przy czym obecny stan tej wojny to niezrozumiałe dla nikogo chaotyczne ogniska w których co chwila ktoś sobie postrzela. Trochę po to, aby podtrzymywać ten konflikt bo dla części skorumpowanych dowódców po obydwu stronach to niezłe źródło dochodu, a trochę dlatego, że od czasu do czasu komuś puszczają nerwy.

Na chwilę obecną potwierdzają się w miarę doniesienia o odstąpieniu sił rosyjskich i zostawieniu separatystów samym sobie. Rosja jednakże posiada ogromny potencjał rozerwania państwa od środka. W samym Kijowie jest wielu separatystów, którzy siedzą cicho i nie podnoszą głowy, ale po cichu szepczą, że przecież wszystkim by było lepiej z Rosją. Ironia historii, myślę sobie. Stalin zostawił Polskę homogeniczną etnicznie po II wojnie światowej i co by nie mówić w świecie, w którym nasilają się nacjonalizmy to raczej lepiej, niż gorzej.

Jest jeszcze jedna rzecz, za którą Polska ma za co losowi dziękować. To wycofanie wojsk radzieckich - doświadczenie pokazuje, że to był sukces negocjacyjny, bez którego transformacja byłaby co najmniej tak kulawa jak na Ukrainie.

Po wystawie rozmowa o różnych rzeczach. Pytam się koleżanki o oligarchów, o biznesy Achmetowa, o to czy finansował separatyzm. Są tacy jacy na niego zwalają finansowanie wojny, związki z FSB etc.

Vira zdecydowanie zaprzecza, mówiąc, że Achmetow był i jest jak najbardziej za eurointegracją, tylko grał w jakąś niezrozumiałą polityczną grę zorientowaną na wewnętrzne rozgrywki polityczne. Jego majątek poprzez konflikt zbrojny stopniał o ponad 50%. Jak na osobę, jaka wywołała ten kataklizm w powszechnej ukraińskiej opinii, bardzo duża strata.

Tych myśli zebranych po zaledwie jednym dniu jest jeszcze tysiąc. Nie sposób ich tutaj wszystkich przelać, a poza tym nie chce mi się dzisiaj aż tyle klikać. Na koniec: lubię Was. To forma dzielenia się ze światem tym co myślę. Ale nijak nie zastępuje żywej rozmowy z kimś drugim.


Thursday, November 5, 2015

Polsko-Ukraińskie Forum Historyków

Blog, czyli ja, załapał się dzisiaj na prasowy briefing Polsko-Ukraińskiego Forum Historyków. Wrażenia cytuję smile emoticon z FB: 
"Konferencja prasowa Polsko-Ukraińskiego Forum Historyków. Na sali polscy korespondenci w komplecie plus ja. Z ukraińskiej strony poza przyjaciółmi historykami i fachowcami 2 telewizje. Ogólnie widać, że temat niszowy i dlatego należy się cieszyć chociaż z tych dwóch telewizji. Wydarzenie nie przyciągnęło poza tym niczyjej innej uwagi. Komunikat Forum dostępny będzie w postaci press release na stronach www obydwu Instytutów Pamięci Narodowej. W UCMC toczy się dyplomatyczna w formie, ale fachowa rozmowa. Zakomunikowano przy tym otwarcie, że jeśli chodzi o dialog historyczny to biorący udział w pracach historycy mają wyłączność pełnomocnictw w tym zakresie i porozumienie do jakiego dojdą, będzie obowiązujące na szczeblu formalnym i dyplomatycznym. Na nie całkiem zapełnioną salę wpływa pewnie fakt możliwości transmisji online, aczkolwiek historycy ukraińscy zauważyli, że jeszcze sporo popularyzatorskiej pracy przed nimi. Obecny na wydarzeniu Dr Krzysztof Persak z polskiego IPN wyraźnie podkreślił zadowolenie z fachowego przebiegu rozmów i realnego dialogu, zamiast popularnych do tej pory monologów obydwu stron. Śledząc temat z Kijowa dodam od siebie, że młode pokolenie historyków gwarantuje może gorącą, ale jednak w profesjonalną debatę. Istotne jest jednak, by jak to podkreślili przedstawiciele Forum, byli to zawodowi historycy a nie publicyści. Zapytany o to, czy wypowiedź profesora Żaryna wpłynęła w jakikolwiek sposób na przebieg obrad, zarówno Volodymyr Viatrovych jak i Paweł Ukielski zdecydowanie temu zaprzeczyli."


Ogólnie można mieć nadzieję na poprawę, odchodzi pokolenie historyków niemerytorycznych, niespokojnych, emocjonalnych i agresywnych. W ich miejsce wchodzą fachowcy wychowani na porządnej szkole metodologii. Nie będą się pewnie zgadzać w wielu kwestiach, ale przynajmniej przestali wygłaszać monologi i wrzeszczeć na siebie wzajemnie. Foto: Paweł Bobołowicz, Radio Wnet, za zgodą. 



Thursday, October 29, 2015

Po Połtawie. Refleksje.

Połtawy nie zobaczyłyśmy, chyba, że wieczorem, ale zobaczyłyśmy Połtawczan a to z punktu widzenia ciekawości świata o wiele korzystniejsze. 

Scena z Połtawy. 8 rano z czymś, 28.10. Wieszamy ogłoszenie o seminarium. - Dyvochki a u Vas dedushki abo batki ye? - słyszymy od przechodnia. - Ye, poki shcho. - A shcho dedushkiv i babushkiv hochetye rozstrilyovaty? - ot z czym się to kojarzy pewnemu panu z Połtawy. Jak na poziom emocji jakie wzbudza ustawa, był super kulturalny. Ale przebił go były oficer milicji, który zlustrowany przyszedł się z jednej strony wyżalić na swój los, ale z drugiej seminarium nie zerwał, można powiedzieć, że je nawet ożywił i mówił całkiem na temat i z kulturą jak na fakt bycia bezpośrednim podmiotem tego procesu. No co, zadowolona jestem, Katia też. A jeszcze komentarze z sali: "No wreszcie przyjechali jacyś fachowcy, którzy coś konkretnego mówią" miło słyszeć. Więcej wniosków, mysli i refleksji zbierzemy do kupy w następnych dniach.

Jakby ktoś nie wiedział, chociaż chwalić się nie lubię, seminarium dotyczy ustawy lustracyjnej, jej mechanizmów, tego co obywatele mogą zrobić, takie tam różne, a pieniądze na to dają donorzy. 
Podczas robienia researchu do projektu napisałam, że w regionach wszyscy wszystko mylą i nie rozumieją jak to działa. Wydarzenie pokazało, że z jednej strony miałam rację, ale z drugiej kryje się tutaj jeszcze mnóstwo rzeczy w mentalności, które rzutują na sprawy o wiele głębsze, niż rozumienie jednej ustawy - na całe patrzenie na świat. 

Dyskusja była bardzo żywa. Wynikało z niej, że ludzie nie wierzą w dostęp do informacji publicznej, w instrumenty uzyskiwania wiedzy o tym, co się dzieje w ich mieście, są rozgoryczeni i nie mają wielkich nadziei, albo czują się pokrzywdzeni w nieco infantylny sposób, zwalając cały czas całą odpowiedzialność za swoje życie na władzę w Kijowie. 

W Kijowie Awakow zły, Poroszenko zły, wszyscy złodzieje, nikogo uczciwego. 

- To sami idźcie po władzę w wyborach samorządowych. 

- Pani, nie tacy jak my już byli, to się nigdy nic nie zmieni, niech nas Polska anektuje i tyle. 

Temperatura dyskusji była ostra. A ze mnie dziewczątko delikatne z wyglądu, zatem trudno było trochę utrzymać to towarzystwo w ryzach, ale moja pomocnica Katia twierdzi, że się udało. 

Przez ten jeden wielki kłębek emocji trudno było się przebić, ale zauważyłam, że łatwiej się dostukać będąc samemu zza granicy. Zachwytów nad Polską było co niemiara, tylu komplementów odnośnie swojego państwa nie nasłuchałam się długo. 

W pewnym momencie wysłuchując tych wszystkich żalów mówię: 
- A wiecie czemu nam się w miarę udało? 
- No czemu?
- Bo nie siedzimy na dupie marudząc. Marudzimy pracując na lepsze, bo stan zastany nigdy nas nie zadowala. Chodzimy z kwaśną miną, mówimy, że wszystko jest kompletnie do dupy jednocześnie nieustannie pracując nad zmianami. I wiecie, nie chcę tu być mądralą zza granicy, ale można zrzędzić robiąc coś. Bo jak się zrzędzi nic nie robiąc to zawsze będzie stan zastany. 

- Ale Kijów ma zaczynać od siebie. Jak w Kijowie będzie dobrze to i u nas wszystko się zmieni. 


**** 
Ot postsowiecka psychika. Ma być dobry car to wszystko naprawi. Nie, nie mówię, że tak myśli każdy, o nie. Ale w tym myśleniu leży klu sprawy. - Bierzcie los miasta w swoje ręce. Możecie dużo zmienić, tylko musi Wam się chcieć. A my możemy Wam pomagać. 

Co mnie cieszy? Ludzie byli zadowoleni. Na wydarzenie przyszli i aktywiści walczący z korupcją i były zwolniony w wyniku lustracji oficer milicji, i kobitki z różnych ngo wojujących z nielegalnymi budowami etc. Aktywiści z kompletnie różnych bajek a mimo to każdy z nich potem wysłał list, albo napisał od ręki podziękowania za to, że mógł się spotkać, wyrazić co myśli, porozmawiać z innymi i, że w ogóle zobaczył jakąś nadzieję. 

Na kartce danej w ręce pisało "Dziękujemy Polsce". To cieszy... odnosi na duchu gdy jestem zmęczona i czasami się czegoś nie chce. A do wszystkiego trzeba cierpliwości i czasu. Niedawno ktoś powiedział, że jakby desowietyzacja odbyła się w latach 90-tych to i ludzie obecnie myśleliby inaczej. Trzeba im umieć wybaczyć, że są sobą i mieć świętą cierpliwość do syzyfowej pracy. 

***
A tu ciut więcej po ukraińsku, jeśli ktoś czyta: link.

Sunday, October 25, 2015

Konflikt.

Jest sobota wieczór. Znajomy zapytał się, czy jego żonie, obserwatorowi wyborów samorządowych na Ukrainie z ramienia OBWE, coś grozi.

Nie. - spontanicznie odpowiedziałam. - Po za tym coś będzie wiadomo dopiero jutro.

No tak. - słyszę. A właściwie czytam na FB.

-Proszę być dobrej myśli - dodaję. - Chersoń to nie Mariupol, tam sytuacja nieco jak w Nepalu po wojnie domowej.

Naszła mnie taka refleksja. A właściwie podziw i niech to będzie patetyczne bo ci ludzie zasługują na każdy możliwy patos.

Znałam kiedyś i właściwie nadal znam, algierskiego generała, autora porozumień pokojowych po wojnie domowej w Algierii z początku lat 90-tych. I owszem, przez tą całą arabską wiosnę obecnie znowu nie jest tam spokojnie, ale te rozmowy, efektywnie wdrożone w życie, kupiły Algierii zgoła 20 lat spokoju, a na kontynencie afrykańskim to nie do pogardzenia.

Czy nazywam konflikt w Donbasie wojną domową? Pomimo ignorowanego przez większość analityków potencjału separatyzmu, raczej nie. Bo co to za wojna domowa, gdy wpuszczasz na swoje terytorium "ochotników" zza granicy, którzy zostali wyrekrutowani w innym państwie właśnie po to, by walczyć w Donbasie. Na ile znaleźli się tam z własnej woli, a na ile w wyniku przymusu, różnie bywa. Ale rozkazu faktycznie ciężko odmówić.

Wracając, ilekroć sobie pomyślę o wszystkich wojnach domowych i międzynarodowych po których udało się przywrócić ludziom pokój i nadzieję, i dać sobie radę z ich odruchami zemsty, szanuję ludzi, którzy do tego doprowadzili.

Trudno jest usiąść z wrogiem do stołu, tym trudniej jeśli wiesz, że to kanalia. Wiesz a mimo to musisz z nim coś wynegocjować, dla dobra następnych pokoleń i modlić się, że Cię do wiatru nie wystawi.

Być może strony w Algierii miały więcej honoru, a być może więzi rodzinnych, albo biznesowych a może generał B. wiedział po prostu z jakimi kluczowymi graczami ma prowadzić rozmowy. Jedno jest pewne, dziś jego życie jest zagrożone, jako generała świeckiej armii dążącego do rozwoju państwa i cierpliwie ucierającego Algierii ścieżki w kwaterze głównej Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Niech go Bóg strzeże.

Niech światu daje więcej ludzi, którzy potrafią usiąść do rozmowy z wrogiem i podłożyć podmurówkę pod porozumienie pokojowe, choćby nerwy były napięte jak postronki, a krew się w środku gotowała.

Friday, October 23, 2015

O tożsamościach


Stare, ale jare. Piosenka, którą rozumie zapewne dogłębnie każdy rdzenny mieszkaniec Warszawy. No właśnie, co to znaczy rdzenny? Czy osoba z innego miasta na pewno nie zrozumie tego, co ma się przed oczami myśląc "zielony Żoliborz, pieprzony Żoliborz"?

Powiedział mi kiedyś kolega, że trudno jest się poczuć Warszawiakiem, to nie jest miasto otwarte, z tego prostego powodu, że jest bardzo stare. Siłą rzeczy miejscowi lubią się odwoływać jeszcze do dziewiętnastowiecznych tradycji rzemieślniczych czy handlowych, bo ten miał gdzieś kamienicę, a czyiś praprapradziadek gdzie indziej aptekę. Już nie mówiąc o Dwudziestoleciu zapominając, że wtedy też to było miasto wielkiej imigracji.

Ale czy to tylko Warszawa? Oj, nie tylko. Jest wiele miast, gdzie mocno dadzą Ci odczuć, że jesteś nie swój, i skądeś się w ogóle wziął.

To działa w dwójnasób za granicą, gdzie nieomal w każdej społeczności polskich ekspatów liczy się nie tylko to, kto skąd pochodzi, ale również to z jakiej części miasta. A jak się okazuje, że w kraju pochodzenia czyjeś mieszkania nieomal balkonami się stykały, to już w ogóle, och, ach, zachwyt, buzi buzi i wybuch emocji jakby na widok długo nie widzianej kuzynki, która właśnie wróciła z wyprawy na księżyc.

Przyznam, że trudno jest załapać lokalny klimat jakiegoś miasta. Zrozumieć atmosferę poszczególnych dzielnic, symbole czy tradycje dajmy na to Starego Żoliborza czy Powiśla albo Starej Pragi. Warszawa jest we mnie, gdy na 1 sierpnia wyją syreny (zwłaszcza, gdy nie mają "awarii"), jest, gdy spaceruję po starych fortach i gdy siedzę nad Wisłą patrząc na wodę.
Chcę jednak by miasto było gościnne, by przeciętny "newbie" stanął o 17:00 na Rotundzie na 60 sekund baczność i poczuł, że to też jest jego historia. Że ona wciąga, toksycznie, uwodząco podstępnie aż do momentu, gdy przechodzi wewnątrz i się już po prostu wszystko rozumie...

Bo tak.

Zamiast pysznić się, skąd to nie jesteśmy, pomóżmy innym zrozumieć to, z czego jesteśmy tak dumni. Dajmy im szansę poczuć się "u siebie".

Pewnego dnia być może przeprowadzę się na drugi koniec Polski, albo On do mnie. Być może nauczymy się wzajemnie swoich przestrzeni i rzeczy ważnych. Oby każdy tak potrafił.

Wednesday, October 21, 2015

Co w sądach piszczy

Dopiero co dowiedziałam się, że Rząd podtrzymał projekt RPR - nabrania na nowo wszystkich sędziów. To oczywiście w ramach rywalizacji Rządu z Prezydentem (aby nie było), ale dobrze jak takie rykoszety wojny politycznej dzieją się w słusznej sprawie. 
Do nabrania na nowo wszystkich sędziów potrzebny jeszcze konkretny silnik i metodologia, ale to akurat można "zmałpowaty, wkluczyty i żyty jak ljudy" z nikąd indziej jak z Holandii, gdzie procedura nabrania sędziego do pracy ma 1. wieloaspektowy i wieloetapowy algorytm oceniający również predyspozycje charakteru i osobowości, 2. w komisji podejmującej decyzje zasiadają nie tylko sędziowie. I owszem przypuszczalnie wiele spraw się zawiesi na czas wprowadzania takich zmian (jeśli Wenecjanka wypowie się chociaż neutralnie o rywalizujących ze sobą projektach), ale dzięki wymianie korpusu z zachowaniem szans dla części starych kadr (bo przecież nie każdy to łajdak) wszystkie sprawy po wstrzymaniu na jakiś czas mogą jak najbardziej ruszyć z kopyta. Nie kijem go, to pałką. Gratulacje i radość jest, że się razem coś robi smile emoticon nawet jak to tylko niewielka cegiełka czasami.

Przypomnę, że główna linia sporu wokół reformy sądownictwa toczy się pomiędzy Administracją Prezydenta a ściślej będącym zaufanym prezydenta Oleksijem Filatowem, który kieruje pracami Komisji Konstytucyjnej w temacie reformy sądownictwa, a zgromadzeniem think tanków i organizacji społecznych Reanimacyjnego Pakietu Reform (RPR), którego pomysły wspiera wice-marszałek Rady Najwyższej Oksana Syroid
Pierwsza runda rozegrała się w kontekście nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych, gdzie Filatow miał swoje pomysły na odpowiedzialność dyscyplinarną i mianowanie oraz odwoływanie sędziów, a RPR swoje. Historia ta zakończyła się zarejestrowaniem w Radzie dwóch konkurencyjnych ustaw, i uzgadnianiem wspólnej wersji - z szerokim uczestnictwem ekspertów z zewnątrz, żeby nie było. 
Druga runda - to walka o reformę kadrową w sądownictwie ukraińskim. Walka, którą wspieram w pełni z kolegami z RPR - bo tylko pełne zwolnienie i nabranie od nowa wszystkich sędziów wg. reguł opisanych wyżej - daje jakieś nadzieje na rozbicie korupcyjnych układów.

Przypomnę, że w Odessie 4 lata siedzi polski obywatel w SIZO (areszcie śledczym) i czeka aż sąd wyda jakiś, oby sprawiedliwy wyrok. Tymczasem sąd ma nadzieję przetrzymać człowieka w areszcie, bo może - w domyśle - wykończy się sam i wyrokować nie trzeba będzie. 
Ujął się za nim i pomógł ogromnym osobistym zaangażowaniem poseł Rusłan Sidorowicz, za co w tym miejscu mu ogromne dzięki. 
Tyle na dzisiaj, post trochę zawodowy, a trochę prywatny, w sumie jak one wszystkie.
****
Update. Wczoraj -  23.10.2015. koledzy wrócili z Wenecji. Klasyczna szkoła prawniczej filozofii zwyciężyła o tyle, o ile Wenecjanka powiedziała jasno: wszystkich na raz nie da rady zwolnić, trzeba znaleźć mechanizm zabezpieczający nieprzerwane funkcjonowanie systemu sądownictwa. Ale przy reorganizacji danego sądu jest ok zwolnić wszystkich i oczekiwać, że spełnią kryteria naboru według nowych reguł lub odejdą, po prostu. Przy czym jest ileś szans przeprowadzenia takiej reformy strukturalnej w związku z reformą decentralizacyjną chociażby, czy też likwidacją tzw. sądów specjalizowanych.

Obydwie strony na ringu obecnie interpretują wnioski Komisji Weneckiej wg. swojego widzenia świata. Komisja faktycznie wyraziła pogląd, że jedynie constitutional discontinuity dozwala na zwolnienie wszystkich sędziów. Przy czym pozostawia się pole do interpretacji, czym jest owo constitutional discontinuity bo w różnych wypadkach może być rozumiane trochę inaczej.

c.d.n. 

Monday, October 19, 2015

Ciepła woda w kranie

Najprostszą odpowiedzią na to, czym jest sowieckie myślenie, jest brzydota i brak marzeń.

To moja odpowiedź na słowa jakiegoś "inteligenta" na quora, który nazywa konflikt w Donbasie Civil War. Nie wytrzymałam wtedy i się pytam: "and there were no green little men who bought the arms in the shop around the corner?" i słyszę: "yes, but they left" a potem ja, że sorry, inspirowanego rozruchu nie można nazywać wojną domową.

Na to pada sakramentalne: "Ale tam obydwie strony są inspirowane. Zamach stanu w Kijowie zrobiła UE". Nie przechodzi przez głowę nikomu, że to, czego się tutaj nie udało zabić w ludziach, to marzeń. Marzeń o prostych drogach, czystych parkach i chodnikach, wyższych emeryturach i zarobkach mniej rozwarstwionych. A nawet o czystych lasach i jeziorach i parkach narodowych, które są parkami.

Kraje, które nigdy nie weszły w granice Związku Radzieckiego, nawet należąc do komunistycznego bloku państw, ocaliły w ogromnej mierze, pomimo czystek i strat, kapitał społeczny, spuściznę kulturalną i przyrodniczą.

Tymczasem świat postsowiecki to uśmiechnięta pasywność. Pełna dziur szarzyzna w której widać ślady tego co było kiedyś, i to wszystko dopiero teraz się mozolnie odbudowuje poszukując własnej odrębnej tożsamości.

Za każdy przejaw uczciwości w zarządzaniu, za sprawiedliwość i postawę prospołeczną dostawało się w robotniczym raju kulę w łeb. To co było ładne i estetyczne nagminnie niszczono, chociaż niszczenie czegoś lepszego niż sami mamy to akurat cecha ogólnoludzka. Aczkolwiek w tych warunkach doprowadzona do perfekcji.

Gnieceni dziesięcioleciami ludzie dodatkową porcję prania mózgu dostawali od cerkwi. W pewnym momencie kościół prawosławny patriarchatu moskiewskiego przestano prześladować, i chyba on też się wewnętrznie skurwił i zapomniał o czymkolwiek innym jak tylko o mówieniu wiernym, że wszystko czego doświadczają zsyła im Bóg i tak ma być, kropka.

Ta swoista mieszanka sowieckiego knuta i metafizycznej pasywności spowodowała, że bardzo długo przeciętny obywatel w przestrzeni postsowieckiej cieszył się, gdy miał zimą ciepłą wodę w kranie a kaloryfery grzały.

Tym bardziej trzeba docenić społeczeństwo ukraińskie. Nie jest łatwo będąc otoczonym brzydotą nieremontowanych blokowisk i sowieckimi symbolami na każdym rogu, mieć marzenia. Nie jest łatwo czegoś chcieć, żądać i wymagać, za coś się zjednoczyć. Czegoś wspólnie chcieć.

O ile muszą się jeszcze uczyć synchronizacji działań, walki z korupcją, zarządzania i ergonomii, to mają marzenia i chcą je spełnić. Co prawda przecieram oczy ze zdumienia, gdy słyszę, że ich dziwi brak spełnienia postulatów Euromajdanu w 1 rok. Skąd po 25 latach nieudanej transformacji takie ambicje? Z marzeń, właśnie.

Efekty tego, co się obecnie dzieje, będzie widać za jakieś 5 - 10 lat. Naboru do nowej policji i prokuratury, naboru nowych kadr do urzędów państwowych, oczyszczenia przestrzeni ulicznej z postsowieckiej przygnębiającej symboliki. Czy wystarczy im cierpliwości? Czy im nikt nie zorganizuje inspirowanej z Moskwy nowej rewolucji pod hasłem niższych opłat?

Nie wiadomo. Natomiast na pewno muszą pracować nad informowaniem społeczeństwa o osiągnięciach, ale i o porażkach. Raz na jakiś czas wystąpić w telewizji i powiedzieć: to i to  wychodzi nam dobrze, to i to jest do dupy, tutaj oligarchowie nie odpuszczają, w tym sektorze bez Waszego wsparcia nam nie wyjdzie etc.

Pisanie w mediach, że wszystko jest tylko i wyłącznie permanentnie źle i będzie jeszcze gorzej, odbiera nadzieję. A ludzie, którzy nie mają nadziei, nie stanowią żadnego kapitału społecznego.

Pani, która upiera się, że UE " sponsorowała przewrót w Kijowie" ku rozwadze. A jakie marzenia i jaką obietnicę ma dla Ukrainy Moskwa? Wysokich zarobków? Czystych dróg, parków, lasów? Uczciwych urzędników? Swobód obywatelskich?

Czy ciepłej wody w kranie w środku wiecznie żywego trupa imperium, którego arterie pulsują na Łubiance...

Saturday, October 17, 2015

Krew zawsze jest czerwona

Kiedyś razem z koleżanką nakręciłyśmy film. Jak się okazało proroczy i dobrze diagnozujący to, co się obecnie dzieje i stan myślenia polskiego społeczeństwa o przybyszach.

W naszym filmie wypowiadają się sami przybysze. Ostrzegam, jest kiepski, nie miałyśmy światła, ani dobrego kierunkowego mikrofonu z futerkiem tak aby wyciszyć odgłosy tła.

Koleżanka zrobiła, co tylko mogła, z dźwiękiem. Ja montowałam. Obejrzyjcie i nie zabijcie:



Ciekawe, czy rzuci się Wam w oczy myśl przewodnia. Tytuł, to cytat z koleżanki, niby truizm. Ale nie on jest tutaj głównym haczykiem. 

A tutaj z kolei wyimek z dzisiejszej bodajże Wyboeczej: 

"Sytuacja zmieniła się diametralnie w chwili, gdy pojawił się "problem z uchodźcami". W ciągu miesiąca mój mąż został napadnięty trzy razy. Wciąż słyszymy wyzwiska i groźby. Ostatnio zostałam opluta. Teraz boimy się wychodzić z domu. Dzwonimy do siebie co godzinę, żeby upewnić się, czy wszystko u nas OK.

Ale tak się żyć nie da. Ci ludzie zwariowali... Wciągają się w jakiś wir nienawiści. Krzyczą, że nie chcą "arabskiej dziczy", a sami zachowują się dużo gorzej. Ja studiuję, ale wygląda na to, że będziemy musieli zostawić wszystko i uciekać."

Tyle wynurzenia Polki mieszkającej we Wrocławiu. To właśnie jest to, czego się obawiałam, że niekontrolowany napływ osób z Bliskiego Wschodu spowoduje wyładowanie lęków na ludziach do tej pory żyjących spokojnie obok nas. 

Czy to oznacza, że należy przyjąć wszystkich na ślepo bez sprawdzania kim są? Nie, bo nie może być tak, że Europa będzie karmiła mafijne interesy na Biskim Wschodzie. 

Ale uważajmy co robimy i myślimy. Nie pozwólmy by leki wyładowywały nasze frustracje na ludziach do tej pory żyjących obok nas. 

A film? No cóż, z niego bardzo dobrze wynika kto konkretnie i jakie doświadczenia z Polakami ma. 


Fan Page na FB

Informuję uprzejmie, że mój blog dorobił się FB strony :)  Wszystkich fejsowiczów serdecznie zapraszam :)

Friday, October 16, 2015

Ogłoszenie

Jeśli ktoś ma znajomych z Połtawy i okolic, serdecznie zapraszam:
Seminarium o oczyszczeniu władzy na Ukrainie.

Wydarzenie odbędzie się w języku ukraińskim.

Thursday, October 15, 2015

Ukraina w RB ONZ

Czyli parę słów o tym, jak bardzo się mylimy, a przynajmniej niektórzy.

Ukraina bez konkurencji na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa. Udało się, było tyle głosów ile trzeba.

W kwestiach ukraińskich dominującym tonem jest ten, że Ukraina już nikogo nie obchodzi, że temat się kończy, że Merkel na pewno od dawna dogadana z Putinem etc.

No, nie takie to wszystko proste. Jak na państwo z do tej pory niespotykanym asymetrycznym konfliktem zbrojnym, Ukraina na salonach dyplomatycznych bardzo sobie radzi. I to pomimo bufonowatego ambasadora (już zakończył kadencję) w Brukseli.

Kraj ten kilka rzeczy sobie bardzo jasno określił i z bardzo dużą precyzją je realizuje.

Jedna z tych rzeczy, to podbijanie stawek przedefiniowania prawa międzynarodowego i zmiany sposobu przyjmowania decyzji przez pewne organy, a drugie jednoczenie i wykorzystywanie diaspory do realizacji swoich interesów.

Tych celi jest jeszcze kilka, ale akurat te dwa bardzo dobrze wychodzą. Doprawdy w wołaniu o swoje, Ukraina wcale nie jest ospała, a w każdym bądź razie energiczniejsza niż niejedno państwo w takiej sytuacji.

Co zatem jest mitem, zapyta ktoś?

Mitem jest uważanie tego kraju za kraj słaby, niezręczny dyplomatycznie, niezgrabny na salonach, bez kontaktów. Nic z tych rzeczy.

Co nie znaczy, że to kraj samodzielny albo bodaj jakieś mocarstwo. To po prostu ambitne państwo z jajami i marzeniem, aby kiedyś u nich było jak w Polsce.

Wednesday, October 14, 2015

Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że wezmę udział w takiej akcji.



Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że wezmę udział w takiej akcji. Dlaczego? Bo nie kocham uproszczeń, taniej karykatury i kopania w korzenie na których się siedzi, a pismo Charlie Hebdo to nie było nic innego, jak nieco takiej karykatury, kiepskich pensjonarskich analiz i promocji labilności.

Ale ja nie o tym. Atak na Charlie Hebdo zapoczątkował ten flash mob, z którego idei moja firma postanowiła teraz skorzystać w słusznej sprawie. 

O co chodzi? A o to, że mojemu, i nie tylko dobremu znajomemu kibole i naziole grożą śmiercią w biały dzień. Posuwają się do upubliczniania adresu prywatnego, gróźb ataków, presji psychicznej itd. 

Niedawny atak na siedzibę Centrum UŚ w Warszawie był przedsmakiem tego, co takie osoby moga zacząć robić. I to wobec kogo? Imigrantów z Ukrainy, tożsamych kulturowo, miłych pracowitych i porządnych w większości ludzi. 

Obecnie każdy kto przeciwdziała inspirowanej z Moskwy fali nienawiści wobec nich, jest poddawany presji ze strony skrajnych agresywnych środowisk ( z lewa i z prawa, żeby nie było). 

Dziś w internecie, jutro w prawdziwym życiu. Dlatego o tym piszę. I dlatego Je suis Marcin Rey. 

***
Między Polską a Ukrainą są i owszem nieprzegadane sprawy. Ale niech o tym dyskutują historycy. I owszem, uważam, że wiele z tych rzeczy wynika z kompleksów, niezasłużonego poczucia niższości i potrzeby udowadniania czegoś, chociaż nikt tego nie oczekuje ani nie wymaga, ale to naprawdę są sprawy dla historyków i antropologów kultury, a nie dla sorry, powiem głośno - gawiedzi i hołoty.
I to wcale nie oznacza, że coś trzeba zamilczać. 

Tuesday, October 13, 2015

Matematyka czyli o tym, jak nie uczyć

Poczytajcie mili Państwo rady jakiegoś anonimowego asystenta tłumaczące, czemu 1 nie jest liczbą pierwszą.

To oczywiste. Bo jest definicja.
No bo.
Bo tak.


i

kropka.

I spadliśmy intelektualnie jeszcze niżej.

Ja "nieuk" Panu profesorowi mówię tak:
A dlaczego? Wyjaśnił to Pan? A skąd sie wzięła definicja? Dlaczego tak się umówiono i kiedy?
A 1 dzieli się przez 1 i przez siebie właśnie, więc o co cho.

A gdybyś Pan tak powiedział: Chociaż logiczne jest, że 1 powinna być liczbą pierwszą to z takich a nie innych przyczyn umówiono się, że nie jest, dlatego. że...

Na przyszłość zmień Waść język, jakim się do studentów zwracasz. Tak i owszem, to jest kupa nieuków. Ale dopiero co wyszli z intelektualnego obozu koncentracyjnego i na studiach mogą się naprawdę rozwinąć, pod warunkiem, że nie natrafią na takich głąbów.

Monday, October 12, 2015

Awans

Tak, zauważyłam. To chyba było wczoraj. Bardzo się cieszę z awansu do ME 2016 w piłce nożnej, serio. Tylko jestem teraz tak zajęta, że mnie to kompletnie ominęło.

Jedyne co zarejestrowałam, to fakt, że mój brat poszedł na jakiś mecz. A mało to meczy?

Oj źle ze mną, naprawdę źle.

Monday, October 5, 2015

Wieża Babel

Kiedy wpychasz wręcz siłą śniadanie we współtowarzyszkę podróży, która nie ma z sobą nic kompletnie... emerytury 1140 UAH wszystkiego i chociaż tyle, że dzieci urządziły się za granicą. I tak nie chce być nikomu ciężarem i chce sobie sama radzić. No a co mi się stanie jak oddam komuś połowę rogalików i kanapek. Trochę presji psychologicznej trzeba było użyć, ale się udało. Zawsze zrozumiem każde zjawisko handlu na mrówkę póki tak będzie... przy okazji człowiek nasłuchał się rozmaitych historii rodzinnych i historycznych i o tym i o tamtym. Pani etniczna Rosjanka, osiedliła się na Ukrainie w latach 80-tych. Rodzina teraz podzielona o politykę Putina. Polscy "FB analitycy" podnoszą, że język ma znaczenie i, że co to w ogóle ma znaczyć, że ktos żyje na Ukrainie a rozmawia surżykiem z większą naleciałością rosyjskiego. Po dziesięcioleciach w strukturze ZSRR nie takie rzeczy mogą się zdarzyć. A pani na koniec powiedziała tak: aby tylko pokój był. Ja nie rozumiem tych ludzi (separatystów -A.P.) jak im nie pasuje Ukraina niech pakują walizkę i do Rosji wyjeżdżają, skoro czują tam lojalność. A tak sąsiad sąsiada aby ubijał? I to wszystko rosyjskim z akcentem z południowej Ukrainy.

Tuesday, September 29, 2015

Reformy, ciut refleksji

Wpadła mi dzisiaj do skrzynki gazetka jednej z partii kandydujących w lokalnych wyborach rozpisanych na październik.

Ruch za Reformy wzywa do kompleksowych zmian w zarządzaniu miastem i w sumie w swoich pomysłach ma rację. Jasno pokazuje gdzie i ile można szukać w wyniku jakich ruchów oszczędności i w co je zainwestować. Dobrze diagnozują bolączki mieszkańców Kijowa. Btw. powiedziano mi, że jak mam tu propiskę, to podobno mam prawo w tych wyborach brać udział. Nie sądzę, ale sprawdzę.

Przedwczoraj ambasador USA srogo wyraził się o ukraińskiej reformie prokuratury. Twierdząc, że żadnej walki z korupcją tu nie będzie, bo w samej Prokuraturze Generalnej blokuje się zmiany. Więcej tutaj.

Tymczasem nasz donor zrobił bardzo solidne badania społeczne dotyczące percepcji reform przez społeczeństwo na ogromnej próbie 2000 osób reprezentatywnych dla całej Ukrainy.

Z tych badań wynika, że społeczeństwo popiera weryfikację kadrową i lustrację, sprzyja pełnej wymianie korpusu sędziowskiego, ale co najważniejsze - że jeszcze ma nadzieję. Jeszcze wierzy w zmiany.

Jak długo będzie ten wiatr wiał? Nie wiadomo, tutaj myśli są różne. Jedni mówią, że miesiąc miodowy już się skończył, drudzy, że nic nie ma sensu bo i tak się grupa interesu z grupą interesu umawia i wszystko już ustalili.

Moim zdaniem jeśli po wyborach samorządowych ludzie zobaczą zmianę na lepsze to zmieni się psychika całego społeczeństwa. To właśnie te wybory są kluczowe dla zmiany myślenia o sobie, państwie, tym co mnie otacza. Tylko jeśli Skarb Państwa nie da w porę stempla pod przelewem, albo podpisu pod bumażką to lokalny burmistrz nie wybuduje stadionu. A wszyscy rozmawiający o reformie samorządowej jakoś przycichli o tzw. derżkaznaczejstwie (czyli właśnie Urzędzie Skarbu). Nie wiem czy jest coś o tym w przygotowywanych projektach ustaw.

W co Ukraińcy kompletnie nie wierzą? W sędziów. Tylko 5% społeczeństwa ma jakiekolwiek zaufanie do wymiaru sądownictwa i wzywa do pełnej wymiany sędziowskich kadr.

Biorąc pod uwagę np. sprawę Orłowa, mają rację.

Czy ja sama mam nadzieję? Mam, chyba większą niż niejeden mój sąsiad tutaj. Moi przygnieceni walką o przetrwanie sąsiedzi mało wierzą w zmiany.

Mam tez większą nadzieję niż niejeden polski intelektualista - specjalista od Wschodu uważający, że łapówki i alkohol to endemiczna codzienność. Wcale tak nie jest.

Są problemy, ale są też i ludzie jeżdżący na rowerach, biegający po parkach, chodzący po górach, otwierający interesy, i angażujący się w inicjatywy społeczne. Ludzie dumni i waleczni, z innej, bardzo niepokornej gliny, w niczym nie przypominający znajomych mi sąsiadów zza rosyjskiej granicy (bez urazy przyjaciele, uogólniam).

Ukraina nie zginie, dopóki kozacka rogata dusza grzeje od środka.

O, a tutaj link do publikacji FAIR Justice Project/GfK Ukraine.

Monday, September 28, 2015

Długi cień Bruno Schultza

Iwano-frankiwsk wczoraj. Chodzę po mieście zabijając czas w oczekiwaniu na pociąg. Wchodzę przez otwartą bramę do jakiś nieco zrujnowanych zabudowań na dziedzińcu których odbywa się ni-to koncert, ni-to festyn. 
- Kolys tudy byly krugle dveri i schody z obu bokiv. - podsłuchuję dwie kobiety przechodzące pod ścianami. Skoro zorientowane, to pytam: 
- A vony hochyat tse vidnovlyaty? Hochaby ciut ciut? - pytam przypadkowe towarzyszki. 
- O, a Pani z Polski?!!!! - aż krzyk się podnosi u starszej pani w czapeczce. - To Pałac Potockich proszę, pani a w zasadzie to co z niego zostało. 11 lat tu był śmietnik i tylko 2 tygodnie jak miasto to posprzątało i otworzyło. Straszny żal po tym wszystkim, ale co zrobić? Ja sama z Drohobycza, moja rodzina tam bardzo dawno i ja polski znam, nauczycielką jestem. Moja rodzina żyła w żydowskiej części miasta, ale tam wszystkie kultury były, ale polska...ona jakaś taka bardziej artystyczna i bardziej literacka była. Moi rodzice nas uczyli polskiego to znaliśmy historię... - moją rozmówczynię chwyta w tym momencie to coś w gardle i łamie się jej głos. 

Ja sama nie wiem co powiedzieć... spotykam się z życzliwością i sympatią na każdym kroku, ale z takim 
sentymentem bardzo, ale to bardzo rzadko.

Opowiedziałam co nieco o sobie. Moje nowe znajome opowiedziały historię pałacu - 200 lat frontów powstań i wojen i ponad 200 lat tam był ciągle jakiś wojskowy szpital. Ojciec sąsiadki pani w kapeluszu (po mojej drugiej ręce) był też wojskowym lekarzem - w czasach radzieckich - i doczekał się zamknięcia szpitala i przeistoczenia się pałacu w jeszcze większą ruinę. 
- Czy będą odnawiać? Nie wiemy. - znajome wracają do tematu. - Daj Boże, bo wszystko niszczą, nawet to co w lepszym stanie się zachowało. To wszystko kwestia pieniędzy. A może Polska coś da? - pada głos nadziei.

Thursday, September 24, 2015

Jak się Syria ma do Ukrainy

Czyli znowu ciut monotematycznie.

Syria do Ukrainy się ma i to dużo, z tego prostego powodu, że zachodnim politykiem rządzi wyborca głosujący co 4 lata. Ten wyborca ma preferencje i lęki kształtowane przez otaczające go media a media z kolei dają papkę serwowaną z natłoku codziennych newsów.

Do tego przeciętny zachodni wyborca mało wie o Europie na zachód od Łaby i Odry i dodam - nie chce się dowiadywać. To moje doświadczenie z licznych przyjaźni ze studentami dobrych uczelni zachodnich krajów. Jeśli oni - elita - są słabo zainteresowani, to co powiedzieć o przeciętnym obywatelu?

W sumie nie przypuszczam, by nagła natężona fala uciekinierów z teatru wojny w Syrii była koniecznie organizowana przez służby specjalne. Trudno mi znaleźć w głowie jakiś jeden przełomowy czynnik i moment, kiedy to się natężyło i z jakiego powodu.

Wydaje mi się, że Putin nie tyle demonicznie zorganizował masowy przemyt ludzi, ale korzysta z sytuacji. Ostatnie ruchy w pobliżu naszych granic świadczą o tym, że jest zainteresowany również Białorusią gdyż bez zgody Łukaszenki rozmieszcza tam lotnicze bazy wojskowe.

A zatem powstał pomysł na deal. Deal podobny do tego, jaki panował po 11/9 co do operacji antyterrorystycznej w Afganistanie i Pakistanie. Putin spacyfikuje ISIS a w zamian poprosi o co? No właśnie o odchrzanienie się od jego strefy wpływów.

Do tego dochodzi cyniczna stara Europa, która nie umie rozwiązać problemu swoich gett etnicznych i w obliczu jego potencjalnej intensyfikacji chce ten problem przerzucić na inne państwa, które pozbawione takich wyzwań, chociaż nadal biedne i z tyłu, to jednak zintegrowane społecznie spokojnie się rozwijają.

Stara Europa w imię "solidarności" próbuje krytykować państwa graniczne za próby przestrzegania prawa strefy Schengen. Pobranie odcisków palców i rejestracja to procedura jaką przechodzi dziesiątki tysięcy Ukraińców, których Polska przygarnia okazując im solidarność, a oni owszem chcą poprawić sobie byt, ale przecież rozwoju konfliktu na wschodzie również się boją. jest ich w Polsce teraz około pół miliona. Tymczasem pomoc akurat tym osobom argumentem nie jest...

Nie chodzi tu o to, by nie okazać solidarności z uchodźcami, ale by nie robić tego pod przymusem. A złość należy skierować na bezczelny dyktat starej i bezwolnej biurokratycznej UE a nie na biedaków uciekających przed biedą i chaosem.

Aha, miało być o Ukrainie. Sprawa Ukrainy stanie się przedmiotem targów. ISIS to priorytet, jeśli chodzi o zagrożenia dla USA, i jeśli Putin zaoferuje zdławienie Państwa Islamskiego - dostanie od Zachodu co tylko będzie chciał. Od Zachodu, który dysponuje ledwie kilkoma analitykami rzeczywiście orientującymi się w kartach rozdawanych w naszej części świata i znającymi w ogóle język rosyjski.




Saturday, September 19, 2015

Półtora roku po Majdanie

Często jestem pytana jak oceniam przemiany zachodzące na Ukrainie w ciągu ostatniego czasu. Saakashvili ostatnio powiedział, że rząd na Ukrainie istnieje, ale w podwójnej postaci: jeden formalny w Kijowie a drugi nieformalny w osobie oligarchów.

To wszystko nie jest jednak takie proste. Spróbuję tutaj po kolei wymienić najistotniejsze problemy Ukrainy, dotykające przeciętnego człowieka, które w ciągu tych prawie dwóch lat zdołałam zauważyć.

1. Sprzeczne interpretacje tych samych regulacji przez różne instytucje. Przedsiębiorca potrzebuje załatwić np. pozwolenie na wywóz używanego motoru za granicę. W tym celu musi pójść do kilku urzędów, opłacić pewne podatki i dostać na dokumentach wywozowych kilka pieczątek. Zdarza się jednak, że a to pieczątka jest nie taka jak trzeba, a to blank inny niż powinien i załatwianie takich rzeczy trwa i trwa.

2. Życie codzienne: dziury w jezdniach i chodnikach, nie sypanie ani solą ani piaskiem na zimę chodników dla pieszych, tony walających się po trawnikach i ulicach śmieci, brak logicznych i zsynchronizowanych planów robót remontowych. Nieuprzejmość urzędników na każdym nieomal kroku, w tym do osób słabszych i chorych, szczególnie narażonych na wykluczenie społeczne.

3. Poziom usług: firma budowlano - remontowa jako standard zostawia roboty na wpół rozgrzebane, częściowo robi, co chce, nie spełniając próśb i poleceń zleceniodawcy i nie wynosi po sobie śmieci dalej niż na klatkę schodową. Za wyniesienie śmieci, prawidłową wykończeniówkę i jakikolwiek poziom usługi żąda się znacznie wyższych opłat zamiast ustawić od razu ceny tak, aby nie traktować klienta jak petenta. O ile na Zachodniej Ukrainie po otwarciu granic i uregulowaniu kilku spraw na poziomie ustawowym ( jak np. obowiązkowa termomodernizacja budynków) być może polskie ekipy z pogranicza będą konkurować o zlecenia, to w Kijowie tego typu usługi nie mają jakiejkolwiek konkurencji - stąd też i nastawienie wobec klienta.

4. Usługi komunalne: dopiero w tym roku zaczęto wywieszać karty z informacjami, jak długo będzie wyłączona ciepła woda, i dotrzymuje się terminów. Tzw. przeglądanie infrastruktury zajmuje średnio 2 tygodnie. Nie wiadomo, czym to jest spowodowane, gdyż dostawca Kyiv Energo to firma prywatna i mogłaby zainwestować w lepszą infrastrukturę (chyba, że nie jest jej właścicielem tylko właścicielem jest miasto a to zmienia postać rzeczy).

Na klatce schodowej sprzątanie odbywa się raz na miesiąc na parterze i od czasu do czasu, raz na kilka miesięcy myta jest winda. Na piętrach mają sprzątać mieszkańcy mimo, że to nie ich własność. Nikt też nie poczuwa się do remontu klatek schodowych. Z większych spółdzielni powydzielały się małe wspólnoty mieszkaniowe nie mające siły finansowej na zrobienie potrzebnych remontów. Do tego pracownice ŻEK-ów często wyprowadzają pieniądze na lewo. Prywatyzacja ŻEK-ów może i rozwiąże ten problem, ale pozostają wieloletnie przyzwyczajenia, które bardzo trudno jest wykorzenić. Pisząc to patrzę się na drewniane stare balkonowe drzwi, których robotnicy nie wynieśli na śmietnik, i które do tej pory stoją na moim piętrze.

To wszystko niby są drobnostki, ale strasznie upierdliwe. W Kijowie co prawda ostatnio widać poprawę, sporo się remontuje i robi, tylko chyba bez jakiejś wyraźnej logiki temu towarzyszącej.

5. Służba zdrowia i drogówka. Konstytucyjnie niby darmowa służba zdrowia a w szpitalu nawet klisze do RTG trzeba samemu kupić. Kiepskie zarobki powodują korupcję i zwyczaj tzw. wziątki, ale również utratę tego czegoś, tej iskry powodującej, że lekarzowi się ufa po prostu. Ufa mu się nie gdy jest sfrustrowany bo marzy o willi z basenem a ma kawalerkę, tylko gdy lubi swoją pracę a dostaje za nią godną zapłatę na tyle aby niskie zarobki i upodlenie nie zmieniły go znowuż w skrajnego materialistę myślącego tylko o jednym.

Czemu o tym piszę? Jedna z Fundacji organizuje szkolenia dla pielęgniarek, ratowników i lekarzy z Ukrainy w Polsce. W rozmowie ani razu nie padło nic co by świadczyło, że ich coś interesuje, że np. szczególnie zainteresowani są rozwojem kolonoskopii, że marzą o operacjach neonatologicznych, no po prostu nic świadczącego o tym, że jest w nich to coś właśnie, ta jakaś pasja. Ciągle padały w rozmowie niewyobrażalne sumy, o tym jak to niby pielęgniarka w szpitali Św. Zofii bierze 800 Euro za dyżur i że to super, i że tak ma być. Jest to po pierwsze nieprawda, bo owa pielęgniarka bierze 100 złotych a w Euro w Polsce nikt nie zarabia (jeszcze). Jaki z tego wniosek? Bieda w zawodach wymagających szczególnego poświęcenia i powołania demoralizuje. Demoralizuje tak samo jak i nadmierne bogactwo wypacza charakter.

Ta demoralizacja jest również widoczna na przykładzie policji drogowej, zmory wszelkich państw postsowieckich, Ukrainy nie wyłączając.

Wyżej wymienione problemy realnie dotykają ukraińskiego Kowalskiego. Czy jest on zły, że sam ma gówno, a oligarcha bardzo dużo? No owszem jest. Ale jeżeli będzie się społeczeństwu jeżdżącemu dziurawymi drogami, zarabiającemu grosze, łamiącymi sobie nogi na garbatych chodnikach, i żyjącemu w śmierdzącym bloku mówić o reformie konstytucyjnej czy sądownictwa to ono się tym po prostu zmęczy pewnego dnia.

Do czego zmierzam? Do istoty komunikacji. Jest jedna rzecz, którą robi Prezydent Polski Andrzej Duda a nie robi Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Duda nieustannie jeździ po Polsce, nie tylko przed wyborami. Poza tym nie unika mediów - to przykład tego jak można wykorzystać istniejące instrumenty do tego, aby Kowalskiemu wytłumaczyć, że walka z korupcją wyprostuje drogi i chodniki, a być może bloki staną się posprzątane i nie śmierdzące. No i zabrać się za sprawy dla ludzi najistotniejsze i szybko widoczne, bo Kowalski naprawdę konstytucję ma "głęboko".

Obecny moment dla Ukrainy, zostawiając w tych rozważaniach z boku konflikt na Wschodzie, jest absolutnie kluczowy. Ludzie są zmęczeni i marzą o emigracji. Władzy skrajnie nie ufają, jakichkolwiek, nawet młodych polityków i urzędników mają za nic, nie ważne, że są nowi i nigdy nie byli częścią systemu. Albo popadają w apatię, co widać zwłaszcza na lewym brzegu Dniepru w blokowiskach. Siedzą na ławce i piją. Nie agresywni, spokojni, cisi, nikogo nie zaczepiają. Ale łyk piwa, czy innego trunku daje im odrobinę zapomnienia o kolejnych rachunkach do zapłacenia.

Czy to znaczy, że nie ma nadziei jest kompletnie źle i, że ja sama jestem kolejnym obcokrajowcem, który na Ukrainę tylko i wyłącznie zrzędzi? Absolutnie nie. To nadal kraj ludzi życzliwych, uśmiechniętych pomimo wszystko, energicznych. Kraj w którym zawsze Ci pomogą, jeśli nie możesz sobie dać z czymś rady. Kraj, gdzie obca przypadkowo spotkana osoba da Ci kilogram gruszek a kierowca podwiezie kawał drogi. Kraj poza strefą wojny bezpieczny, gdzie zasadniczo nie kradną i nie napadają na ludzi. Kraj, gdzie mleko kupione w sklepie nastawisz na zsiadłe a ser smakuje jak ser a nie jak wata w polskim sklepie. Kraj mający potencjał. Dlatego nie tracę nadziei.

Friday, September 18, 2015

I znowu o uchodźcach

Tym razem krótko i węzłowato: link do ciekawego opracowania w tej sprawie:
Informator o problematyce uchodźców

I owszem, jest tak jak pisał swego czasu Witold Jurasz, że do zasiania paniki w Europie wystarczy 30 terrorystów bo państwo nie ma żadnej mocy wiedzieć wszystko o każdym. Ale mimo wszystko to nie jest tak, że te osoby nie są sprawdzane.

Cynicznie można powiedzieć, że większa część i tak wyjedzie. A nie cynicznie? Że należy się pomoc realnie potrzebującym. Tak po prostu i po ludzku. A to, że wyjadą, to już nie nasza sprawa.

Ale do tego trzeba zakończyć wojnę na Bliskim Wschodzie. Bo póki ona trwa, ludzie będą wyjeżdżać.

Thursday, September 17, 2015

Ach ta Szwecja

Do faktu, że na zamku w Uppsali do tej pory można znaleźć wywiezione podczas Potopu Szwedzkiego dzieła sztuki i złoto, Ambasador Nadzwyczajny Pelnomocny Królestwa Szwecji pewnie też się nie przyzna.

O ile denerwuje mnie rasistowska histeria, to manipulacje informacjami tak samo. To apropo's wypowiedzi Kaczyńskiego: http://swedenreport.org/2014/10/29/swedish-police-55-official-no-go-zones/.

Jak widać szwedzka policja ma powody by ostrzegać mieszkańców przed zapuszczaniem się w te akurat 55 stref. Cały raport powyżej po angielsku.

A w temacie mediów: same nie wiedzą, co maja w swoich archiwach. Kampania wyborcza wre.

Godzina papugi

"Stałem obok tabliczki z nazwiskiem Zygmunta Bartnickiego, biskup kończył właśnie kazanie tuż obok, nad mogiłą numer siedem. W tym grobie znaleziono podczas ekshumacji drewnianą papierośnicę, wewnątrz której ktoś wyrzeźbił: "Najdroższej Zochnie. Kocham i tęsknię". Nie mam żadnych podstaw twierdzić, że to właśnie Zygmunt Bartnicki zrobił ten napis w ostatnich dniach swojego życia. Ale pragnę w to wierzyć i myślę, że tak było. Bo przecież najdroższa Zochna dożyła z tą miłością 103 lat. Pomyślałem, że nawet jeśli los czyni swój wybór w złą godzinę, miłość pozostaje niezniszczalna". 
Przy porannej kawie. Dzisiaj rocznica napaści ZSRR na Polskę, czyli wdrożenia w życie Paktu Ribbentrop-Mołotow. 
Powyżej wyimek z książki Oleksandr Zinchenko pt. "Katyń. Śladami polskich oficerów". Cała książka jest dokumentalno- fabularna, dotyka opisywanych ludzi na tyle blisko, na ile może sobie pozwolić wędrujący ich śladami dokumentalista historyk. Towarzyszy przy oświadczynach, ślubach, czekaniu żon pod szczekaczkami, ekshumacjach i w ostatniej drodze z obozu. 
Uderza pozytywnie realne zrozumienie wielu spraw, rzadko spotykane u naukowców innej narodowości niż rodzima dla opisywanego zagadnienia. Chociaż podobny poziom "wczucia się w temat" widziałam również u autorów "Forgotten heroes". Jest to jednak rzadkie, gdyż w ogarniającym nas wszechobecnie rynsztokowo-publicystycznym dyskursie o historii nie da się ponoć ani pisać ani rozmawiać z takim poziomem uniwersalnego zrozumienia, bo podobno prawda nie istnieje, a każdy ma swoją. 
Tymczasem autor napisał w dedykacji dla mnie: Prawda nie boli!
Serdecznie dziękuję. Przy okazji polecam każdemu, nie tylko zawodowym historykom, czy pasjonatom polonofilom, ale absolutnie każdemu kto chce chociaż na chwilę odpocząć od otaczającej nas tandety.

Thursday, August 27, 2015

Duda, Merkel i spółka czyli o tym, jak Polsce dano po nosie

Kilka dni temu opublikowałam na FB post tej treści:

"Zaraz, bo ja coś tu k...e nie rozumiem. Prezydent RP publicznie mówi, że Prezydent Ukrainy poprosił Polskę o wsparcie w negocjacjach pokojowych w tzw. formacie normandzkim. Teraz Poroszenko twierdzi, że Polska jest mu niepotrzebna i nic takiego nie mówił. Co tu się dzieje? I niech mi znawcy nie mówią, że to na pewno polska wina, bo co jak co, ale wiem, że różnego rodzaju dyplomatyczne afronty to się od czasu do czasu tutaj zdarzają. Więc pytanie do nowego Prezydenta - skąd wziął informację o tym, że Prezydent Poroszenko go o coś prosi? Z odbytej rozmowy telefonicznej?... słabo. Niestety. W tej części świata nic co nie jest na papierze nie jest warte funta kłaków." 

A jakie było tło? W rozmowie telefonicznej gratulującej zaprzysiężenia nowemu Prezydentowi Rzeczpospolitej Polskiej Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko poprosił rzekomo o o uczestnictwo Polski w układzie normandzkim negocjacji z Rosją co do konfliktu w Donbasie. 


Potem Prezydent Ukrainy publicznie się z tego wycofał mówiąc wprost, że Polska na rozmowach w Berlinie potrzebna nie jest i w rozmowach z Rosją on dla RP akurat roli nie widzi. 


Trochę linków jakby ktoś miał wątpliwości: 


Poroszenko chce udziału Polski w rozwiązaniu konfliktu w Donbasie


Merkel rękami Poroszenki dała Dudzie prztyczka w nos


Tytuły pochodzą ode mnie, gdyż nieco kąśliwie podsumowują sytuację. A tutaj cytat z artykułu znajomego dziennikarza na wpolityce.pl:


"Pierwsza z nich – to chyba wiara w prostolinijność partnerów. Bo ewidentnie Petro Poroszenko powiedział telefonicznie Andrzejowi Dudzie coś, z czego się potem publicznie wycofał. To coś zdążyło jednak odegrać poważną rolę w publicznych deklaracjach polskiego prezydenta.
Do tego stopnia można ufać partnerowi bardzo bliskiemu, wielokrotnie sprawdzonemu i w dodatku takiemu, którego interesy w bardzo wielkim stopniu pokrywają się z polskimi. Ukraina i Petro Poroszenko nie spełniają żadnego z tych kryteriów. Również trzeciego. Bo wprawdzie na odcinku rosyjskim interesy Warszawy i Kijowa są zbieżne, ale na niemieckim – już zdecydowanie nie; dla Ukrainy jedyną szansą i nadzieją jest wzrost roli Berlina w przestrzeni wschodnioeuropejskiej. To nie jest zarzut w stosunku do Poroszenki i jego ekipy. To jest konstatacja faktów. Interpretacja, w myśl której zachowanie Poroszenki to nauczka, dana za jego pośrednictwem prezydentowi Polski przez Angelę Merkel (żeby nie próbował mierzyć zbyt wysoko) wydaje się niestety logiczna."
Tyle Piotr Skwieciński. 
A ode mnie - powtarzając za Juraszem - najpierw deal panowie a potem PR. 
Tylko odniosę się również do wielu znawców tematu, którzy win w relacjach z Ukrainą szukają tylko po polskiej stronie poczynając od zachowania Ministra Sikorskiego w ostatniej fazie Majdanu, i wyszukując jeszcze inne rozmaite winy, jak mianowicie niedostateczne kredyty, niedostateczna pomoc finansowa, brak broni ofensywnej, brak zniesienia reżimu wizowego, brak automatycznego wpuszczania przez granicę każdego, kto tylko tego zechce etc. 
To wszystko nie jest takie proste. W niejednej kwestii Polska napotyka na głuchą ścianę, nie od czasu słów Ministra Sikorskiego tylko co najmniej od czasu gdy Aleksander Kwaśniewski przestał aktywnie się udzielać w kwestiach ukraińskich. 
Nie będąc absolutnie wielbicielem ani SLD ani byłego polskiego Prezydenta, który miał niestety problem alkoholowy i niejeden raz nie potrafił się znaleźć w sytuacjach wymagających klasy i taktu - jedno trzeba mu oddać - bardzo dobrze wiedział jak pływać w szarej ukraińskiej zupie i z kim rozmawiać aby osiągnąć właściwy deal. Czy się Aleksandra Kwaśniewskiego lubi czy nie, był doskonale zorientowany w tamtym teatrze i wiedział w czasie Pomarańczowej Rewolucji w jakich rozmowach pośredniczyć i jakie środowiska mają się ze sobą dogadać aby osiągnąć to, co wtedy udało się osiągnąć. 
Czy obecnie ktokolwiek zdaje sobie sprawę z tego od kogo do jakiego stopnia co zależy, kto jakie karty rozdaje, w jakich gabinetach podejmuje się decyzje de facto? Ktoś powie, że przecież to kwestia suwerenności danego kraju a obca placówka dyplomatyczna nawet nie powinna takich rzeczy wiedzieć. Owszem, ale to właśnie zorientowanie i relacje pozwoliły polskiej dyplomacji w 2004 roku przyczynić się do stabilizacji sytuacji na Ukrainie. 
W tym konkretnym wypadku. 
Dlatego ważna jest analiza trendów, czytanie FB, analiza powiązań różnych osób, otwarte uszy i oczy, a przede wszystkim inwestycja w większy osobowy skład odpowiedzialny za zbiór i analizę informacji. 
A tak wracając na ukraińskie podwórko - ukraińscy politolodzy chcą uczestnictwa Polski w tych rozmowach i uważają, że Polska jest za mało aktywna: Głos Ameryki o obecnym stadium konfliktu w Donbasie. Widocznie Prezydent Poroszenko  nie ma czasu czytać. 
Z popularną ostatnio ideą Międzymorza może być identycznie. Chciejstwo analityków niekoniecznie przekłada się na polityczne ruchy. 
***
Na marginesie. Aleksander Kwaśniewski po dziś dzień jeździ na Ukrainę, jest tutaj co najmniej raz w miesiącu robiąc różnego rodzaju projekty i interesy o 10 razy bardziej dyskretnie niż Jan Kulczyk a ten był z dyskrecji znany. Dobrze by było z byłym Prezydentem zakopać topór wojenny o tyle by przejąć jego know how i zorientowanie w ukraińskim who is who.